REKLAMA

Łatwogang znów złamał system. 12 milionów zebrane, ale zbiórka trwa

Znów się udało! Łatwogang po raz kolejny zamienił internetową popularność w realną pomoc. Rowerowa trasa z Zakopanego do Gdańska przyniosła 12 mln zł na leczenie Maksa Tockiego z Bieszczad, a po osiągnięciu celu zbiórka nie została zatrzymana. Teraz pieniądze mają pomóc kolejnemu dziecku choremu na DMD.

12 mln zł dla Maksa. Łatwogang zbiera już na Adasia
REKLAMA

Łatwogang ruszył z Zakopanego do Gdańska, żeby zebrać brakujące pieniądze na leczenie Maksa Tockiego z Dziurdziowa (woj. podkarpackie, powiat leski). Chłopiec choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a, czyli ciężką chorobę genetyczną prowadzącą do postępującego zaniku mięśni.

Cel był gigantyczny, bo do zebrania pozostawało ok. 12 mln zł. To kwota, która dla jednej rodziny jest właściwie poza zasięgiem, ale dla dużej, dobrze zmobilizowanej społeczności internetowej okazała się możliwa do osiągnięcia. W niedzielny poranek licznik zbiórki przekroczył zakładany próg, gdy Łatwogang robił przerwę na stacji benzynowej w woj. kujawsko-pomorskim. Do końca trasy pozostawało mu wtedy jeszcze ok. 177 km.

REKLAMA

Samo osiągnięcie celu nie zakończyło jednak całej akcji. Transmisja miała trwać dalej, a uwaga społeczności została przekierowana na kolejne dziecko wymagające pilnej pomocy. Tym razem pomoc miał otrzymać Adaś. Chwilę po godzinie 15:50, kiedy influencerowi pozostało jeszcze do pokonania nieco ponad 90 km, licznik wpłat wskazywał ponad 2,5 mln złotych z potrzebnych 3,5 mln.

Maks ma już 12 mln zł. Teraz liczy się czas Adasia

Zebrane pieniądze mają dać Maksowi z Bieszczad dostęp do terapii, której koszt trudno sobie wyobrazić. Całość leczenia wyceniono na około 15 mln zł. Od października 2025 r. udało się zgromadzić ponad 3 mln zł, więc wciąż brakowało większości. Dlatego właśnie Łatwogang wsiadł na rower. Ta akcja miała domknąć zbiórkę, a nie tylko dołożyć do niej symboliczną cegiełkę.

Gdy cel został osiągnięty, twórca zapowiedział otwarcie kolejnej zbiórki. Tym razem chodzi o Adasia, 4-letniego chłopca również chorującego na DMD. Jego rodzice od 3 lat próbują zebrać środki na leczenie. Na koncie zbiórki jest już ok. 11 mln zł, ale nadal brakuje ok. 3,5 mln zł.

REKLAMA

W przypadku dystrofii mięśniowej Duchenne’a czas ma szczególne znaczenie. Choroba postępuje, a zanik mięśni może sprawić, że podanie leku przestanie być możliwe albo skuteczne. Właśnie dlatego w takich historiach nie ma czasu na spokojne czekanie. Każdy dzień może decydować o tym, czy dziecko pozostanie w granicach kwalifikacji do leczenia.

REKLAMA

To już nie tylko zbiórka, ale społeczny zryw

Siła tej akcji nie polega wyłącznie na tym, że znany twórca wsiadł na rower. Równie istotne jest to, że całość dzieje się na żywo, na oczach społeczności. Widzowie mogą śledzić trasę, komentować, wpłacać pieniądze i mieć poczucie, że uczestniczą w czymś większym niż zwykła transmisja.

Na trasie przejazdu pojawiają się mieszkańcy kolejnych miejscowości. Wiele osób wychodzi na pobocza, żeby pozdrowić Łatwoganga, albo po prostu okazać wsparcie. Wśród witających jest dużo dzieci i młodzieży, co dobrze pokazuje, jak szeroki zasięg mają dziś internetowe akcje charytatywne. W niektórych miejscach do przejazdu dołączają też inni rowerzyści, a lokalne powitania przypominają bardziej małe wydarzenia społeczne, niż zwykły przejazd przez miasto.

REKLAMA

Fenomen, który trudno sprowadzić do popularności

Poprzednia akcja charytatywna Łatwoganga zakończyła się wynikiem ponad 280 mln zł na rzecz Fundacji Cancer Fighters. Sama transmisja stała się jednym z największych wydarzeń w historii polskiego internetu, a w szczytowych momentach śledziło ją ponad 1,5 mln widzów. O streamie mówiły media z całego świata.

W takich akcjach działa kilka rzeczy naraz i żadna z nich z całą pewnością nie jest przypadkowa. Jest rozpoznawalna twarz, która przyciąga wzrok. Jest prosty cel, który da się streścić w jednym zdaniu. Jest emocjonalna historia, bez której nikt nie sięgnąłby do portfela i jest bardzo niski próg udziału – nie każdy musi wpłacić dużą kwotę, żeby poczuć, że pomógł. Dla organizatorów liczy się właśnie to: masa małych wpłat, udostępnień, komentarzy, a nawet sam fakt, że ktoś odpalił transmisję i chociaż przez chwilę popatrzył. Bo to wszystko razem podbija zasięg, a zasięg przyciąga kolejnych ludzi i kolejne wpłaty.

Przeczytaj także:

REKLAMA

To właśnie odróżnia współczesne zbiórki internetowe od klasycznych kampanii dobroczynnych. Tutaj odbiorca nie tylko słyszy o potrzebie pomocy, ale widzi rozwój wydarzeń niemal minuta po minucie. Może obserwować, jak licznik rośnie, jak zmienia się atmosfera i jak kolejne progi przestają być nierealne. Ludzie w to wchodzą, bo od razu czują, że pomagają. Mała wpłata, natychmiastowy efekt.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-24T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-24T08:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-24T07:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-24T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-23T16:50:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-23T16:40:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-23T16:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-23T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-23T16:00:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA