Więcej Amerykanów nad Wisłą. Już nie prosimy, my deklarujemy
Polska chce zwiększenia amerykańskich zdolności wojskowych na swoim terytorium i na wschodniej flance NATO. Jest kilka proponowanych lokalizacji, ale ostateczna decyzja będzie należała do Stanów Zjednoczonych.

Warszawa chce większej obecności wojskowej USA w Polsce. Wiceszef MON Paweł Zalewski podkreślił, że strona amerykańska zna polską gotowość, a w kraju istnieje polityczna zgoda na przyjęcie dodatkowych sił. W takich sprawach liczą się nie tylko koszary i poligony, ale też przewidywalność państwa-gospodarza. Na razie nie ma decyzji, czy do Polski trafią żołnierze wycofywani z Niemiec. To będzie wybór Waszyngtonu. Polska prowadzi rozmowy, wskazuje gotowość i proponuje lokalizacje, ale nie przesądza, skąd miałyby przyjechać ewentualne jednostki.
Amerykanie wiedzą, że jesteśmy do tego gotowi. Wiedzą, że w tej sprawie jest zgodność polityczna w Polsce, bo to jest też istotne, i że żołnierze amerykańscy są miło witani w naszym kraju – powiedział wiceszef MON Paweł Zalewski.
Punktem zwrotnym będzie czerwiec, kiedy to Waszyngton sfinalizuje globalny przegląd swojej obecności wojskowej. Wyniki tych analiz ostatecznie zweryfikują, czy planowana redukcja kontyngentu w Niemczech przyniesie faktyczne wzmocnienie Polski, czy będzie oznaczać jedynie ogólny spadek liczby amerykańskich żołnierzy na Starym Kontynencie. USA zapowiedziały, że w ciągu najbliższego roku być może wycofają z Niemiec ok. 5 tys. żołnierzy, którzy mogliby przynajmniej w jakiejś części trafić do Polski.
Nowe lokalizacje to nie tylko baza w sąsiedztwie
Polska myśli nie tylko o kolejnych rotacyjnych kontyngentach, ale też o inwestycjach pod bardziej trwałą obecność. Rotacyjna obecność oznacza, że jednostki przyjeżdżają na określony czas i są zastępowane przez kolejne. Stała obecność wymaga zupełnie innej infrastruktury: dowództw, magazynów, zaplecza technicznego, mieszkań, usług i zabezpieczenia rodzin.
Właśnie dlatego w rozmowach pojawia się nie tylko wojsko, lecz także samorządy. Jeśli w Polsce miałyby powstać nowe lokalizacje dla Amerykanów, nie wystarczy wskazać wolnego terenu przy poligonie. Potrzebne byłyby mieszkania, szkoły, drogi, łączność, dostęp do usług i infrastruktura pozwalająca funkcjonować większej społeczności wojskowej.
To oznacza budowę małego zaplecza miejskiego wokół obecności armii. Dla regionów może to być duża zmiana: nowe inwestycje, miejsca pracy, wpływy dla lokalnej gospodarki, ale też większy ruch, wymogi bezpieczeństwa i konieczność dostosowania planowania przestrzennego.
Obecność USA w Polsce już dziś jest znacząca
W Polsce stacjonuje obecnie ok. 10 tys. amerykańskich żołnierzy. Część tej obecności ma charakter stały, ale większość pozostaje rotacyjna. Stałe elementy obejmują m.in. bazę systemu obrony przeciwrakietowej w Redzikowie, wysunięte dowództwo 5. Korpusu Wojsk Lądowych USA w Poznaniu oraz zaplecze w Powidzu, gdzie utrzymywany jest sprzęt dla amerykańskiej brygady pancernej. Rotacyjne siły USA są rozmieszczone m.in. w zachodniej Polsce, w takich miejscach, jak Żagań, Świętoszów, Bolesławiec, Skwierzyna i Toruń.
Dodatkowe siły USA powinny być tam, gdzie będą najbardziej potrzebne. Oznacza to przede wszystkim wschodnią flankę NATO, czyli obszar bezpośrednio narażony na presję ze strony Rosji i Białorusi. Granica Polski z Białorusią oraz obwodem królewieckim ma dziś znacznie większe znaczenie wojskowe niż jeszcze kilka lat temu.
Przeczytaj także:
Dodatkowa obecność USA miałaby więc nie tylko znaczenie dla Polski. Wzmacniałaby też bezpieczeństwo całej Unii Europejskiej i NATO, bo Polska jest jednym z głównych państw tranzytowych, logistycznych i wojskowych na wschodniej flance. To przez jej terytorium mogą przebiegać szlaki przerzutu wojsk, sprzętu, paliwa i amunicji.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: 5. Korpus Wojsk Lądowych USA w Poznaniu



















