REKLAMA

Telefony z nową opłatą. Tyle zapłacisz

Opłata reprograficzna wraca w nowej, dużo szerszej formie: smartfony, tablety, laptopy i telewizory zostaną objęte 1‑proc. daniną - po raz pierwszy od 15 lat.

opłata reprograficzna telefony tablety
REKLAMA

Nowelizacja rozporządzenia o tzw. czystych nośnikach stała się faktem. Minister kultury Marta Cienkowska podpisała dokument, który aktualizuje katalog urządzeń objętych opłatą reprograficzną - po raz pierwszy od piętnastu lat. Zmiana dotyka sprzętów, które dziś są absolutnym centrum cyfrowego życia: telefonów, tabletów, laptopów, komputerów stacjonarnych, a nawet telewizorów i dekoderów.

Czytaj też:

REKLAMA

Co właściwie się zmienia?

Opłata reprograficzna to mechanizm istniejący w polskim prawie od 1994 r., mający rekompensować twórcom możliwość legalnego kopiowania utworów na własny użytek. Problem w tym, że przez lata lista urządzeń objętych opłatą wyglądała jak kapsuła czasu z lat 90.: VHS, faksy, nagrywarki DVD, odtwarzacze mp3. Tymczasem rynek dawno poszedł dalej. Nowelizacja w końcu to nadrabia. Zgodnie z podpisanym rozporządzeniem opłatą zostaną objęte m.in.:

  • smartfony i telefony komórkowe z wbudowaną pamięcią,
  • tablety z pamięcią od 32 GB,
  • komputery stacjonarne i laptopy,
  • telewizory, dekodery oraz odtwarzacze audio i audio‑wideo z pamięcią lub funkcją nagrywania.
REKLAMA

W zdecydowanej większości przypadków opłata wyniesie 1 proc. ceny netto urządzenia. Ministerstwo przekonuje, że to poziom „racjonalny” i nieodczuwalny dla konsumentów, a jednocześnie pozwalający twórcom na realną rekompensatę. 

REKLAMA

Według resortu kultury wpływy z opłat reprograficznych w Polsce należą do najniższych w UE – i to od wielu lat. Powód jest prozaiczny: system nie obejmował urządzeń, na których faktycznie przechowujemy treści. W efekcie twórcy tracili, a prawo odstawało od europejskich standardów. Nowelizacja ma to wyrównać i „pożegnać lata 90.”, jak ujęła to minister Cienkowska.  

Kiedy to zacznie obowiązywać?

Przepisy wejdą w życie po sześciu miesiącach od publikacji w Dzienniku Ustaw. To czas dla producentów i importerów na dostosowanie się do nowych zasad. Co to oznacza dla rynku elektroniki?

Dla konsumentów - prawdopodobnie niewiele. 1 proc. ceny netto oznacza, że przy telefonie za 4000 zł mówimy o ok. 40 zł. To kwota, którą producenci mogą wliczyć w cenę, ale nie muszą. Dla porównania: w wielu krajach UE opłaty są wyższe, a rynek elektroniki ma się dobrze. Dla branży - więcej formalności i konieczność raportowania. Dla twórców - większe wpływy, choć dopiero praktyka pokaże, jak skutecznie będą one dystrybuowane. A kontrowersje?

REKLAMA

Nie brakuje głosów, że obejmowanie telefonów i tabletów opłatą „tylko dlatego, że mogą przechowywać treści”, jest wątpliwe. Eksperci zwracają uwagę, że współczesne korzystanie z kultury odbywa się głównie w streamingu, a nie poprzez kopiowanie plików. Z drugiej strony, ministerstwo podkreśla, że to nie „nowy podatek”, lecz aktualizacja istniejącego mechanizmu, który od lat nie nadążał za technologią. Trudno odmówić racji obu perspektywom.

REKLAMA
Maciej Gajewski
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA