Polska w zbrojeniowej elicie. Stworzymy serca podniebnych asów
To nie będzie zwykła hala produkcyjna. Rzeszów ma wejść do ścisłej elity zakładów wytwarzających materiały do krytycznych części wirujących silników lotniczych.

Jeśli te zapowiedzi się zmaterializują, Rzeszów dostanie zakład, który ma wytwarzać materiały do najbardziej krytycznych, najbardziej obciążonych i najbardziej wymagających części silników lotniczych. Mówimy o komponentach, od których zależy praca jednostek napędowych w samolotach cywilnych i wojskowych, w tym w silniku F135 używanym przez myśliwce F-35.
To nie będą po prostu jakieś części, tylko elementy pracujące na granicy możliwości materiału
Nowy wydział w Rzeszowie firmy Pratt & Whitney ma specjalizować się w zaawansowanej produkcji i obróbce materiałów dla krytycznych części wirujących silników lotniczych, zwłaszcza takich jak dyski turbin. To elementy, które w czasie pracy znoszą jednocześnie ekstremalną temperaturę, gigantyczne siły odśrodkowe i bardzo duże obciążenia zmęczeniowe. Jeśli w takim miejscu materiał zawiedzie, nie kończy się to drobną usterką. Kończy się awarią jednego z najbardziej wymagających mechanicznie układów, jakie człowiek umie zbudować.
To właśnie dlatego w takich częściach liczy się nie tylko sama geometria detalu, ale przede wszystkim to, z czego i jak został wykonany materiał wejściowy. W zapowiadanym zakładzie ma chodzić o technologię opartą na proszkach spiekanych, czyli o klasę rozwiązań materiałowych stosowanych tam, gdzie zwykłe metody produkcji nie dają już wystarczającej jednorodności, odporności i powtarzalności. Polska ma wejść nie w prosty montaż, ale w bardzo wrażliwy odcinek lotniczej metalurgii i obróbki dla najwyższej ligi.
Silnik F135 napędza wszystkie warianty F-35 i pozostaje podstawową jednostką napędową tego programu. To oznacza, że każdy zakład zdolny wejść do łańcucha dostaw materiałów i części dla tej rodziny silników wchodzi automatycznie do jednego z najważniejszych ekosystemów zbrojeniowo-lotniczych świata.
Program F-35 jest długoterminowy, kosztowny i rozbudowany, a jego obsługa nie kończy się na produkcji samych samolotów. Potrzebuje zaplecza dla serwisu, wymiany części, rozbudowy zdolności i całej logistyki silnikowej. Jeśli więc Rzeszów rzeczywiście zacznie dostarczać materiały lub półprodukty dla części wirujących tego typu jednostek, będzie to znaczyć dużo więcej niż jednorazowe wejście do programu. Będzie to wejście do strategicznego, wieloletniego łańcucha przemysłowego.
Nie chodzi tylko o wojsko
Warto pamiętać, że ta technologia ma mieć charakter dual-use, czyli podwójnego zastosowania. Oznacza to, że rozwiązania rozwijane w Rzeszowie mają trafić zarówno do segmentu wojskowego, jak i cywilnego. W tym drugim przypadku mowa o rodzinie silników GTF (Geared Turbofan), które Pratt & Whitney rozwija dla lotnictwa pasażerskiego. Firma sama wskazuje m.in. zastosowanie w samolotach Airbus A220, a rodzina GTF obsługuje również kilka innych ważnych platform cywilnych.
To jest istotne z dwóch powodów. Po pierwsze, pokazuje, że inwestycja nie jest tylko na czas wojny albo wyłącznie pod potrzeby obronności. Oznacza to również, że zakład będzie pracował w miejscu, gdzie wojskowe i cywilne know-how wzajemnie się wzmacniają. Dla regionu i dla całego krajowego przemysłu lotniczego taka mieszanka jest zwykle cenniejsza niż projekt oparty wyłącznie na jednym, wąskim zamówieniu.
Dlaczego akurat Rzeszów?
Oficjalnie o lokalizacji miały zdecydować kompetencje kadr, kultura techniczna pracowników i wsparcie w postaci grantów oraz ulg podatkowych. Podkarpacie od lat jest jednym z najważniejszych centrów polskiego przemysłu lotniczego. Tego typu inwestycji nie lokuje się w miejscu przypadkowym. One zwykle trafiają tam, gdzie już istnieje odpowiedni ekosystem dostawców, inżynierów, uczelni, obróbki specjalistycznej i przemysłowego doświadczenia.
Nowy wydział ma stać się integralną częścią istniejącej fabryki Pratt & Whitney w Rzeszowie. To z kolei oznacza, że nie budujemy czegoś od zera na pustym polu, lecz dokładamy nową warstwę kompetencji do już działającego zakładu. Taki ruch jest zazwyczaj znacznie ważniejszy niż zwykłe postawienie nowego budynku. Pokazuje, że centrala uznała lokalny zakład za dojrzały do wejścia na wyższy poziom odpowiedzialności technologicznej.
To nie jest tylko inwestycja za 100 mln dol. To sygnał strategiczny
W informacji o projekcie pojawia się kwota 100 mln dol. dla samego zakładu w Rzeszowie i wzmianka, że to część szerszego programu RTX o wartości 300 mln dol. Już same liczby robią wrażenie, ale jeszcze ważniejsze jest to, co taka inwestycja oznacza w obecnym momencie geopolitycznym. Europa próbuje skracać i zabezpieczać łańcuchy dostaw dla technologii krytycznych, zwłaszcza w obronności. Jeśli w Polsce ma powstawać segment zdolny do pracy nad najbardziej wymagającymi materiałami do części silników, to nie jest już tylko biznes. To budowanie odporności przemysłowej.
Przeczytaj także:
Nie bez znaczenia jest też sam charakter produktu końcowego. Materiały wytwarzane w Rzeszowie mają być później obrabiane w polskich fabrykach koncernu i przez poddostawców w europejskim łańcuchu dostaw. To oznacza, że korzyść nie zamyka się w jednej hali i 140 nowych etatach. Rozlewa się szerzej: na innych producentów, obróbkę, kooperantów i dłuższe zakotwiczenie Polski w europejskiej części przemysłu lotniczo-zbrojeniowego.



















