REKLAMA

Piorun uderzył w samolot LOT-u. Chwile grozy, które są... rutyną

Piorun uderza w samolot LOT-u lecący do Stambułu. Huk, błysk i… podręcznikowy przykład tego jak działa nowoczesna inżynieria lotnicza.

LOT piorun samolot Warszawa Istambuł
REKLAMA

Pasażerowie lotu LO136 z Warszawy do Stambułu zapamiętają ten rejs na długo. Chwilę po starcie, gdy maszyna wspinała się na wysokość przelotową, kabinę rozświetlił oślepiający błysk, a samolotem wyraźnie szarpnęło. Załoga zachowała pełen profesjonalizm, a piloci podjęli decyzję o powrocie do Warszawy, by maszyna mogła przejść obowiązkową inspekcję techniczną. 

Procedury zadziałały dokładnie tak, jak powinny. Samolot bezpiecznie wylądował, a pasażerowie zostali przebukowani na kolejne połączenia. Z punktu widzenia podróżnych - stres i opóźnienie. Z punktu widzenia inżynierii - sytuacja absolutnie przewidziana, przetestowana i wpisana w codzienność lotnictwa.

REKLAMA

Czytaj też:

Spektakularne dla oka, rutynowe dla konstrukcji

Uderzenie pioruna w samolot brzmi przerażająco - ale w praktyce to zjawisko, które linie lotnicze mają wkalkulowane w codzienną działalność. Maszyny pasażerskie są projektowane tak, by wytrzymać wyładowania o ogromnej energii, a piloci są szkoleni, by reagować zgodnie z procedurą - czyli dokładnie tak, jak w przypadku lotu do Stambułu.

Warto podkreślić, że decyzja o powrocie nie wynikała z jakiejkolwiek awarii. To standard: jeśli w samolot uderzy piorun to  maszyna musi zostać obejrzana przez techników. Nie dlatego, że "coś się na pewno stało", tylko dlatego, że tak nakazuje zdrowy rozsądek i regulacje. 

To, co dla pasażera jest przerażającym błyskiem i hukiem dla konstrukcji samolotu jest… niczym szczególnym. Współczesne maszyny są w praktyce latającymi klatkami Faradaya. Kadłub i skrzydła, wykonane z aluminium lub kompozytów z warstwami przewodzącymi, tworzą zamkniętą powierzchnię, po której prąd piorunowy "spływa", nie wnikając do środka.

Czyli: piorun trafia w nos samolotu, końcówkę skrzydła albo statecznik pionowy. Prąd przemieszcza się po powierzchni płatowca i opuszcza maszynę w innym punkcie. Wnętrze kabiny pozostaje bezpieczne, a pasażerowie - choć mogą mieć wrażenie, że siedzą w środku wybuchu - nie są narażeni na porażenie.

Warto dodać, że w nowoczesnych samolotach - takich jak Dreamlinery czy Airbusy A350 - duża część konstrukcji to kompozyty. Same w sobie nie przewodzą prądu tak dobrze jak metal, dlatego producenci integrują w nich siatki miedziane, folie przewodzące i specjalne powłoki. To właśnie dzięki nim kompozytowy płatowiec zachowuje się jak metalowa klatka Faradaya.

A co z elektroniką? Przecież to latające centrum danych

Dla czytelników Spider’s Web najciekawsze jest pewnie to, co dzieje się z elektroniką pokładową. Samolot to sieć komputerów, sensorów i magistral danych, które muszą działać niezawodnie nawet wtedy, gdy obok przechodzi kilkadziesiąt kiloamperów.

Awionika jest chroniona wielowarstwowo. Przewody są ekranowane, urządzenia zamknięte w metalowych obudowach, a cała instalacja elektryczna ma wyrównany potencjał, by prąd piorunowy nie "szukał" drogi przez elektronikę. Do tego dochodzą normy odporności elektromagnetycznej, które są znacznie bardziej rygorystyczne niż w jakiejkolwiek elektronice użytkowej. 

W skrócie: jeśli smartfon musiałby przeżyć to, co przeżywa samolot to miałby obudowę z ołowiu, ekranowanie jak serwerownia i cenę jak mały samochód.

Co dzieje się po lądowaniu

Po uderzeniu pioruna samolot przechodzi dokładną inspekcję. Technicy szukają punktów wejścia i wyjścia wyładowania - nadpaleń, śladów łuku elektrycznego, uszkodzeń lakieru, radomu czy końcówek skrzydeł. Sprawdzają też elementy kompozytowe, bo tam uszkodzenia mogą być mniej widoczne. Następnie testuje się systemy pokładowe. Jeśli wszystko jest w porządku to samolot wraca do pracy. Jeśli nie -  trafia na dodatkowe naprawy.

REKLAMA

Uderzenia piorunów w samoloty są zaskakująco częste. Branża lotnicza szacuje, że przeciętny samolot pasażerski doświadcza takich zdarzeń regularnie w trakcie swojej wieloletniej eksploatacji. Linie lotnicze nie informują o każdym przypadku, bo w większości kończy się to dokładnie tak, jak w locie do Stambułu: błysk, huk, lądowanie, przegląd, powrót do pracy.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-07T16:47:02+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T16:05:16+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T12:11:57+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T12:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T09:51:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T08:01:13+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T06:33:49+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T06:19:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T05:56:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA