REKLAMA

Polska szkoła oszalała. "Zdjęcia dziecka albo wyższe czesne"

Jedna z prywatnych placówek pobiera większą opłatę, jeśli rodzic nie wyrazi zgody na publikowanie wizerunku dziecka w internecie. Ochrona prywatności kosztuje – płać więcej albo twarz pociechy pomoże reklamować miejsce.

dzieci
REKLAMA

Temat dzieci i technologii jest bardzo złożony. Kuszące są proste odpowiedzi na trudne pytania. Niektórzy twierdzą, że to wyłącznie rodzic ponosi odpowiedzialność za to, kiedy młokos otrzyma swój pierwszy telefon, tablet bądź komputer i jak skorzysta z narzędzia. Łatwo powiedzieć, że wystarczy wyznaczyć granice.

Ten prosty i niby sensowny przepis nie bierze pod uwagę tego, że współczesne aplikacje skonstruowane są tak, aby nie dało się oderwać od nich wzroku. Działają skutecznie na dorosłych, a co dopiero na młody, nieświadomy umysł, który po prostu chce chłonąć to, co wydaje się ciekawe i pobudzające. Zapomina się też o tym, że czasami dorośli są zmęczeni i potrzebują chwili spokoju, którą zagwarantować może ekran.

REKLAMA

Albo po prostu opiekunowie nie są świadomi zagrożeń. Zrzucanie odpowiedzialności na rodzica, przy tak zaawansowanych technikach stosowanych przez wielkie korporacje, to moim zdaniem duża niesprawiedliwość.

A świadomość często kuleje. Dorośli jak gdyby nigdy nic wrzucają zdjęcia pociech, zapominając, że małe dziecko nawet nie ma jak zaprotestować. Zresztą dlaczego by i miało, skoro skąd ma wiedzieć, że jest coś złego w tym, że każdy z dostępem do mediów społecznościowych może zobaczyć nawet bardzo intymne chwile z jego wczesnego życia. Tak nie było zawsze - czym innym jest album, który z rąk do rąk przechodzi na rodzinnej posiadówce, a czym innym jest zdjęcie, które oglądają nawet dalecy znajomi rodziców. Albo, jeśli zapomniano o ustawieniach, wszyscy.

Jedni rodzice nie mają takiej wiedzy, ale są przecież tacy, którzy wręcz cynicznie wykorzystują dziecko, bo na radosnych i wzruszających materiałach łatwo zarobić czy się wypromować.

Wydawać by się mogło, że szkoły już powinny mieć taką wiedzę, ale i one nic nie robią sobie z ochrony prywatności najmłodszych

Tak jakby dzieci to nie byli ludzie, więc można pozbawić ich podstawowych praw. Placówki chcą się chwalić, że u nich wszyscy uczniowie są zadowoleni, uśmiechnięci, a lekcje to same przyjemności. I ile frajdy jest w trakcie przerw! A że to wszystko może trafić również do osób, które nie powinny takich treści widzieć? O zagrożeniu się zapomina albo przymyka oko. Może nic złego się nie stanie.

Problemem, jak często w tym temacie bywa, jest też brak świadomości.

– To zwykle nie są ludzie, którzy żyją w internecie i internetem. Prowadzą placówkę i na tym się znają, a nie na social mediach. Ale od lat zewsząd słyszą, że koniecznie muszą mieć fanpage, profil na Facebooku, bo bez tego nie istnieją i nikt się o ich nie dowie. Słyszą, że to ważne, żeby się promować, więc angażują w to środki i czas. Jednak nie widzą, że to, co robią od lat z przyzwyczajenia, może być niebezpiecznie i wcale nie jest dobre dla dzieciaków. Nie mają złych zamiarów, ale po prostu nie wiedzą, jakie to może generować problemy – mówiła Spider's Web+ Agata Dawidowska, radczyni prawna.

W 2024 r. opisywaliśmy przypadek, kiedy jedna z nauczycielek doprowadziła do tego, że na stronie szkoły i Facebooku szkoły przestały być publikowane zdjęcia z wizerunkami dzieci. Co ciekawe, część rodziców wcale nie ucieszyła się z tej inicjatywy, twierdząc, że sami chcieliby decydować o tym, co ląduje na stronie szkoły albo profilach w mediach społecznościowych. W praktyce trudno byłoby to jednak zrealizować, jeśli część rodziców wyraziłaby zgodę na publikację wizerunku, a część nie.

Inną drogą poszła pewna prywatna placówka, co wychwycił Niebezpiecznik. Na facebookowym profilu udostępniono zrzut ekranu z cennika. Koszt edukacji wynosi 31,5 tys. zł rocznie – płatne w dziesięciu ratach – o ile… wyrazi się zgodę na publikację wizerunku dziecka. Bez takiej akceptacji kwota wzrasta już do 35 tys. zł, czyli 3,5 tys. zł miesięcznie.

Ochronę prywatności dziecka wyceniono więc na 350 zł miesięcznie

W tekście "Tak dzieci płacą haracz. Za lajki dorosłych" Marek Szymaniak pokazywał, że standardem stało się wręcz publikowanie wizerunku dzieci, a nie jego ochrona. Teraz bronienie praw dzieci przed tym, by ich twarze nie były ogólnodostępne, jest w zasadzie płatną usługą.

Z badania "Golden eye: bezpieczeństwo dzieci w sieci" wynikało, że 54 proc. rodziców ma świadomość, że nie powinno się publikować wizerunku niepełnoletnich dzieci w sieci. Tylko co z tego, skoro 44 proc. dorosłych to robi. Tutaj pewną motywacją jest niższa opłata za szkołę. I jasne – prywatna szkoła sama w sobie jest droga i jeśli kogoś stać na posłanie dziecka do placówki za ponad 3 tys. zł miesięcznie, to raczej nie musi przejmować się 350 zł. Ale jest to mimo wszystko argument. Mowa zaś o czymś, czego nie da się i nie powinno wyceniać.

REKLAMA

– Rodzice podpisują zgodę na wykorzystanie wizerunku dziecka na początku roku szkolnego i tyle. Zaś młodych nikt o zdanie nie pyta – tłumaczyła dr Anna Buchner z Uniwersytetu Warszawskiego, współautorka raportu "Dojrzeć do praw".

I co więcej: wprost wycenia się ich prawo do prywatności. Straszne.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-30T06:15:14+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T06:11:29+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T06:10:20+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T06:09:05+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T16:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T16:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T08:16:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T08:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T07:31:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T07:16:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-28T16:50:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-28T16:40:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-28T16:30:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA