REKLAMA

Robisz za darmo za kuriera i kasjera. Ale oddać butelkę to już dramat

Bunt przeciwko systemowi kaucyjnemu jest śmieszny. Wyręczyć w czymś wielką firmę, by mogła pomnażać zyski, to przyjemność, a nie problem - zrobić coś dla sąsiada to już inna dyskusja.

kaucja
REKLAMA

Masz to szczęście i przez pięć dni w tygodniu pracujesz osiem godzin dziennie, ani minuty dłużej. Powiedzmy, że co by się nie działo, równo o 17:00 wychodzisz z pracy i udajesz się do domu. Od teraz masz czas tylko dla siebie. Prawie.

Na telefonie powiadomienie przypomina o dodatkowym zadaniu. Trzeba odebrać paczkę z automatu. Niby to żaden problem, bo maszyna stoi niedaleko domu, ale jednak musisz po drodze wstąpić. Skręcić, zatrzymać się, pójść inaczej, skorygować plany. Czasami trzeba odczekać w kolejce.

REKLAMA

Bywa, że w drodze do pracy też podjeżdżasz bądź podchodzisz, bo nie zdążyłeś dzień wcześniej. To więc już twoja druga wizyta tylko przy tym automacie. Albo i nawet trzecia, bo trzeba coś wysłać. Zdarza ci się być sprzedawcą, to jedno z wielu dodatkowych obowiązków, a w zasadzie fuch – w końcu zarabiasz.

Teraz już jest spokój, ale w gorącym jesienno-zimowym okresie po zamówienie należało jechać na inny rejon. Twój automat był przepełniony. Jakoś nie przypominam sobie, by w takich sytuacjach pojawiały się głosy masowego oburzenia, że cała idea dostarczania paczek do automatów nie ma sensu i wymusza na użytkownikach dodatkowe działanie. Kolejka na poczcie? Brrrr. Kolejka przy automacie? Niech żyje nowoczesność!

Bo to nie była fatyga, odpowiadasz szybko. W końcu kupujesz rzeczy dla siebie. Można wręcz rzec, że to przyjemność. Nagroda. Nie przeczę, ale zgodzimy się, że trochę jesteś jak kurier. W bardzo minimalnym stopniu, to prawda, bo pracujesz tylko na tzw. ostatniej mili. Nikt jednak pod nos paczki ci nie przynosi. Jesteś zadowolony, bo ty ustalasz reguły. Ty decydujesz, kiedy ruszysz się z domu po zamówienie. Może rano, może popołudniu, a może w środku nocy, jeśli będziesz mieć taki kaprys.

Wiem, co chcesz dodać: dokładasz swoją cegiełkę do budowy lepszego, ekologicznego świata. Prawdziwy kurier zostawia paczki w jednym miejscu i nie musi jeździć od domu do domu, chodzić od mieszkania do mieszkania. Czyli można się poświęcić, żeby zrobić coś dobrego? – pytam z delikatnym uśmiechem. Może masz rację, rzeczywiście jest lekko złośliwy. Do tego pytania zdążymy wrócić.

Odbierasz paczkę po pracy, ale to jeszcze nie czas na odpoczynek

Z ośmiu godzin, które zostały na czas wolny, trzeba odjąć minuty na zakupy. Wchodzisz do sklepu, bierzesz bułkę, owoce, ser, mleko, rzeczy na kolację. Na telefonie sprawdzasz kupony szukając okazji. Są, więc dzisiaj zapłacisz mniej, za to sklep pozna zakupowe nawyki. Coś za coś.

Ustawiasz się w kolejce do kasy. Samoobsługowej, bo tradycyjne stanowisko zamknięte. Wykładasz zakupy i w tym momencie dzieje się magia – z klienta na chwilę zamieniasz się w sprzedawcę. Skanujesz jedną rzecz po drugiej. Ekran urządzenia znasz jak własny telefon. Wiesz, gdzie znajduje się bułka poznańska, błyskawicznie, na pamięć, skaczesz pomiędzy słonymi przekąskami a owocami. Wiesz, jak położyć warzywa na wadze, żeby obliczenia się zgadzały. Coś jednak idzie nie tak i czekasz na potwierdzenie zakupów przez prawdziwego pracownika. Nie jesteś wcale jak ta nowa kasjerka z mema czekająca na doświadczoną koleżankę, która zna kod na kajzerkę. Można powiedzieć, że jesteście sobie równi, wasze umiejętności są podobne, po prostu maszyna, jak zwykle, się pogubiła. Jedna rzecz was tylko różni: ty wykonujesz obowiązki kasjera za darmo.

To dzięki tobie sklepy nie muszą zatrudniać nowych pracowników. Dzięki tobie zarabiają też więcej. Z badań wynika, że przy kasach samoobsługowych klienci nabijają wyższe rachunki. Nie wstydzą się oceny i biorą produkty bez zahamowania. Kiedy więc kiedyś przeczytasz, że duża sieć, w której robisz zakupy, odnotuje większe zyski, będziesz mógł być z siebie dumny. Nikt wprawdzie nie poklepie cię po plecach, nie zobaczysz swojego zdjęcia w ramce z podpisem "pracownik miesiąca". Ty jednak wiesz, że sukces jest również dzięki tobie.

Wreszcie w domu. A tam – groza. W torbie stoi 10 butelek czekających na wyrzucenie. Nie pójdziesz już z nimi do kosza. Te czasy - dobre, stare czasy - się skończyły. Teraz musisz drałować przez całe osiedle do najbliższego butelkomatu! Idąc na zakupy musisz wziąć ze sobą torbę z pustymi opakowaniami. Pienisz się, że to taki problem, ale już zapominasz, że targanie ciężkiej zgrzewki nim nie było. Jesteś wściekły i zgadzasz się z branżowym ekspertem: zrobili z nas kraj śmieciarzy! Dla 50 gr za opakowanie tak się poniżać?

Tak, nie rozumiem tego – jak to jest, że tak łatwo przyszło nam zaakceptować bezpłatną pracę dla wielu korporacji, ale już działanie dla ogółu, nas wszystkich, jawi się jako okrutny przymus, wręcz eko-terror. Celem systemu kaucyjnego jest m.in. to, aby mniej śmieci lądowało na ulicach. Owszem, producenci też zyskują, bo dociera do nich surowiec w lepszej jakości. Ale to korzyść obopólna, skoro "zużyje się mniej plastiku, aluminium i szkła do produkcji nowych opakowań", jak wyjaśniało ministerstwo.

Korzyścią, przypominał resort, jest też czystsze środowisko – "mniej butelek i puszek porzuconych w parkach, lasach czy nad wodą"

Odpowiedź wydaje się prosta: praca bez wynagrodzenia dla korporacji jest miła i nie przeszkadza dodatkowy trud, bo chodzi o pozorną wygodę. Pomija się wady, np. to, że automaty paczkowe wpływają na wspólną przestrzeń, a kasy samoobsługowe nie dość, że nie ułatwiły pracownikom życia (jeden biega od kasy do kasy, nie mówiąc już o wspomnianym spadku zatrudnienia), to jeszcze wpływają na nasze zakupowe nawyki i wcale nie zlikwidowały kolejek. Nie są nawet w pełni samoobsługowe, bo często wymagają obecności kasjera. Są jednak reakcją na indywidualne potrzeby jednostki - ma się poczucie, że jest się samemu sterem, żeglarzem i okrętem.

Pod tym względem system kaucyjny jest pewnym obowiązkiem, ale czy naprawdę aż tak dużym? Czym różni się to np. od wyrzucania elektrośmieci? Albo zużytych opon? Pewnie, wygodniej do lasu, ale nie tędy droga.

Widzę za to korzyści: automatów jest więcej, a opakowania można zostawić też przy kasie, jeśli sklep objęty jest systemem kaucyjnym.

Przypomniałem sobie o pochwałach płynących pod adresem InPostu, gdy firma o poinformowała o nowej usłudze i możliwości wysyłania niepotrzebnych ubrań paczkomatami. Akcja rzeczywiście była udana, ale możliwa po części dlatego, że miasta nie przygotowały się na nowe przepisy.

Można chwalić inPost za pomysł, ale jednocześnie smucić się, że w tak podstawowej kwestii prywatna firma musi zastępować państwo. Stawianie kontenerów naprawdę nie jest wielkim wyzwaniem. Aby oddać ubrania w akcji inPostu należy być użytkownikiem aplikacji. Wrzucenie ubrań do kontenera, który powinien stać na każdym osiedlu, jest dużo prostszym zadaniem niż zakładanie konta i wygenerowanie cyfrowej etykiety w aplikacji. Nie krytykuję inPostu. Zwracam jedynie uwagę, że niedbalstwo władz samorządowych wpycha w nas objęcia prywatnej firmy. Nawet chcąc zrobić dobry uczynek – i po prostu ułatwić sobie życie, bez konieczności szukania punktu odbioru – trzeba stać się klientem aplikacji. Nieco inaczej wyobrażam sobie ekologiczne podejście i namawianie do recyklingu – pisałem.

Nikt nie burzył się wówczas, że InPost robi z nas śmieciarzy albo lumpeksiarzy. I słusznie, bo tak nie było. Pojawiały się za to głównie pochwały, że problem z niepotrzebnymi ubraniami ma szansę być rozwiązany. Wystarczy wziąć ciuchy z szafy, które są w dobrym stanie, i posłać je paczkomatem do fundacji. Zyskają dzięki temu drugie życie. Wszyscy zadowoleni. A że trzeba instalować aplikację, jeśli nie jest się klientem? Dobro wymaga poświęceń.

Kiedy w zasadzie to samo dzieje się z butelkami (a żadne programy nie są potrzebne, wystarczy zabrać torbę idąc do sklepu), jest wielka afera. Niby łatwo to wyjaśnić: tamta akcja była dobrowolna, a tu mamy do czynienia z pewną transakcją. Albo oddasz butelkę czy puszkę, albo kaucja przepadnie.

Nie rozumiem jednak, dlaczego mamy nie ponosić odpowiedzialności za swoje wybory konsumenckie

Nadmiar plastiku to problem, a system kaucyjny jest krokiem w stronę, by było go mniej. To już działa, bo nawet najwięksi krytycy mówią, że żadnych butelek kupować nie będą, przestawiają się na kranówkę. Albo syropy. Albo nowoczesne saturatory. Brawo, i o to też w tym wszystkim chodzi – by plastik szedł w odstawkę.

REKLAMA

Znowu obserwujemy słynną polską szkołę walki z systemem. Tylko że akurat wróg jest zmyślony, ale to nieważne – można wojować. Jak z zakrętkami. W tym moje jedyne pocieszenie. Jeszcze trzeba kilka tygodni przecierpieć, a potem nawet oponenci się przyzwyczają i odzyskają siły – zaniesienie pięciu butelek nie będzie trudem porównywalnym do wtaczaniu głazu na wielką górę. Dacie radę.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-10T11:17:22+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T06:47:36+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T06:41:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T06:21:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T06:13:20+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T20:58:21+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T20:26:39+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T20:13:08+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T19:14:01+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T17:53:36+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T17:06:07+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T16:37:04+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T15:50:38+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T15:13:51+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T11:32:36+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T10:36:13+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T09:19:26+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T09:01:20+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T08:54:28+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA