Pomogłem starszej pani przy butelkomacie. Rząd i sklepy powinny mi dziękować
Spokojnie, nie wypinam piersi do orderów, ale moja przygoda przy automacie przyjmującym butelki i puszki pokazuje, że system kaucyjny można usprawnić.

Dotychczas moja polemika z krytykami systemu kaucyjnego skierowana była do przeciwników, którzy nie godzą się na odnoszenie butelek i puszek, bo… nie. Nie będą ekologiczni, nie będą śmieciarzami, przez lata było dobrze (nie było) i po co cokolwiek zmieniać. Naprawdę staram się nie zakładać złej woli i wierzyć w dobre intencje, ale czasami mi się to nie udaje. Mam wrażenie, że tu wcale nie chodzi o to, czy dbanie o środowisko jest potrzebne, czy nie.
To po prostu jeszcze jedna okazja, aby uderzyć w zły rząd/Unię. Trochę jak wcześniej z zakrętkami. Jeśli dla dorosłych mężczyzn odniesienie pustych opakowań jest ponad ich siły – ale przyniesienie pełnych dziwnym trafem już nie – to mam poważne wątpliwości co do ich intencji. Tak samo jak gardłowanie o nowym podatku w sytuacji, kiedy kwota do nas wraca. Łatwo rzucić kłamstwo w eter, bo wiadomo, że będzie się niosło. Jak z informacja o rzekomych planach Unii Europejskich dotyczących wprowadzenia obowiązku korzystania z 11 koszy na odpady. Tymczasem to "fałszywy przekaz wynikający z błędnej interpretacji raportu Wspólnego Centrum Badawczego Komisji Europejskiej (JRC)", jak wyjaśnił resort. Na pewno błędnej? A może celowo wprowadzano w błąd?
Nie muszę jednak wyobrażać sobie sytuacji, że ktoś chciał odzyskać kaucję, odniósł butelki, ale brutalnie odbił się od butelkomatu. Sam byłem świadkiem takiego zdarzenia, które mogło skończyć się negatywnym doświadczeniem.
Starsza pani wkładała butelki do maszyny, aż w końcu próbowała wrzucić tę po mleku
Automat nie przyjął opakowania i wyświetlił informację, że artykuły mleczne nie są objęte systemem kaucyjnym. Pani nie spojrzała na ekran i ponowiła próbę. Zanim zdążyła się mocniej zirytować, wtrąciłem się i wyjaśniłem, że butelki po mleku nie są objęte systemem kaucyjnym. Zwrotu nie ma, bo nie było też kaucji. Odpowiedziałem też na kilka pytań dotyczących tego, kiedy wpada 50 gr, a kiedy plastikowa butelka czy puszka naliczana jest mniejszą kwotą.
Obok stał pan, który po raz pierwszy chciał oddać puszki. Też miał kilka pytań nt. tego, jaki zwrot go czeka i czy opakowania mogą być pogniecione. Automat przyjął puszki, a kiedy pan wcisnął na ekranie przycisk "Wypłać", stała się rzecz dziwna. Drukarka się zablokowała i kupon nie wyleciał.
Poszedłem więc do pracownika sklepu, który podszedł do maszyny, otworzył skrytkę i wyciągnął kupon, wręczając go panu. Kiedy ja oddawałem swoje opakowania, wszystko działało już jak trzeba. Ostatecznie więc wszyscy zobaczyliśmy, że system działa, nawet mimo lekkich potknięć. Łatwo jednak je wyeliminować.
To wszystko mogło się potoczyć jednak inaczej
Pan mógł stać sam i nie doczekałby się wydrukowania kuponu. Zezłościłby się na wadliwy system, który ewidentnie go oszukał. 50 gr pobrano, a teraz maszyna nie chce oddać kasy. Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Wpadka mogłaby go zniechęcić i mężczyzna miałby prawo uznać, że to faktyczny skok na jego pieniądze. To nic, że wystarczyło zgłosić się do obsługi – czasami łatwo się zirytować i odpuścić.
A skoro już tak skaczemy po alternatywnych rzeczywistościach, to wyobraźmy sobie jeszcze jeden scenariusz. Zamiast mnie stoi np. autor nagrania, które poniosło się po sieci. Na filmie zobaczyliśmy, że butelkomat błędnie nalicza kaucję – jedna butelka warta była 20 gr zamiast 50 gr. Był to błąd po stronie producenta opakowań, ale tego widzowie nie musieli wiedzieć. W świat poszło, że te butelkomaty to podejrzane sprzęty.
Incydenty się zdarzają. Kasa nie drukuje paragonu. Automat paczkowy nie otwiera skrytki (raz czekaliśmy trzy dni na naprawę), automatyczne drzwi się zacinają, biletomat nie wydaje biletu, komputer się zawiesza, telefon nie łapie zasięgu i nie wysyła wiadomości. Takie sytuacje denerwują, ale mogą się przytrafić. Złośliwość rzeczy martwych.
W przypadku systemu kaucyjnego sprawa jest jednak wyjątkowo poważna i drażliwa, bo wokół nowych przepisów narosło wiele mitów, legend, półprawd i kłamstw. W interesie nas wszystkich jest to, żeby adaptacja przeszła możliwie jak najmniej boleśnie. Oczywiście błędy będą się przytrafiać, to naturalne, powinno się jednak minimalizować ryzyko przykrego doświadczenia. Jeżeli ktoś wkurzy się na automat paczkowy to skorzysta z usług innej firmy. Jeśli ktoś nie będzie zadowolony z zakupów przy kasie samoobsługowej, będzie domagał się otwarcia zwykłego stanowiska.
W przypadku systemu kaucyjnego rozczarowany może wpaść w ramiona tych, którzy mówią, że ekologia nie ma sensu, wszystko to spisek rządu i Unii, by nas ograbić, omamić i zrobić śmieciarzy. Może przesadzam, ale obserwując dyskusję nt. systemu kaucyjnego domyślam się, w którą stronę zmierzają jego krytycy.
Można zakładać, że jakoś to będzie. Jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz. Solidarność naszą bronią, więc my, klienci, będziemy sobie pomagać przy maszynach i wyjaśniać co i jak. Byłoby świetnie, gdyby system kaucyjny pokazał, że możemy być pomocni i życzliwi. Tylko chyba nie taka jest jego rola.
Zadanie, które wykonałem w sklepie, powinno należeć do kogoś innego
Znowu wcieliłem się w rolę pracownika – tym razem pracowałem nie przy kasie samoobsługowej jako kasjer, ale przy butelkomacie, jako ekspert ds. wdrażania systemu kaucyjnego. A może powinienem przedstawiać się jako spec wysłany przez rząd?
Nie, żebym narzekał - moje działanie nie wpłynęło na zyski korporacji, można powiedzieć, że zadziałałem prośrodowiskowo.
Nie zmienia to jednak faktu, że takie obowiązki powinien wykonywać raczej ktoś inny. Np. ktoś ze sklepu. Albo właśnie człowiek zatrudniony przez ministerstwo klimatu, który wyjaśnia, jak działają maszyny.
Oczywiście wiem, że to niemożliwe. Biorąc pod uwagę, ile jest sklepów i dużych sieci, obstawienie każdego automatu byłoby kosztowne. Trudno też oczekiwać, by sklepy garnęły się do takiej inwestycji. One działają w drugą stronę – automatyzacja pozwala ograniczać zatrudnienie, wstrzymywać się z powiększaniem składu. Zamiast mieć czterech kasjerów, jeden biega przy 20 kasach samoobsługowych i wykonuje kilka obowiązków naraz.
Handlowa "Solidarność" zwracała przed świętami uwagę, że w dniach wzmożonego ruchu w sklepach pracownicy pokonują dziennie ok. 20 km, biegając między sklepowymi półkami. Kasjerki przerzucają w trakcie zmiany 1,5 tony towaru. Technologia niby miała nam wszystkim pomóc, a dalej pracownicy są zapracowani i obciążeni obowiązkami. Oczekiwanie, że w tej sytuacji ktoś będzie przez większą część dnia stał przy butelkomacie i z rzadka interweniował jest olbrzymią naiwnością.
Nic nie poradzę, uważam, że tak właśnie powinno to wyglądać. Jeśli wdrażamy nowe przepisy, które dla niektórych z wielu powodów mogą być skomplikowane i niejasne, to trzeba ludziom pomóc je zrozumieć. Szczególnie, gdy stawka jest wysoka: namawianie do wyrobienia nowych, proekologicznych nawyków.
I to wszystko nawet, jeśli ta praca będzie polegać na powtarzaniu oczywistych faktów. Z jakiegoś powodu nie do wszystkich dotarło, że butelki po mleku nie są objęte systemem kaucyjnym. To nawet nie jest porażka informacyjna rządu – ludzie mogą nie słuchać. Trzeba więc dotrzeć w inny sposób.
To nie tak, że system kaucyjny działa
Operatorzy mówią, że przyjmują już miliony opakowań, z czego ponad 75 proc. to właśnie butelki PET. Sam wchodząc do sklepu rzucam okiem, co dzieje się przy butelkomacie, i najczęściej wnioski są optymistyczne. Ludzie wkładają butelki, odchodzą z kuponem, żadna krzywda się nie dzieje. Są też jednak wyjątki i incydenty, których byłem świadkiem. Potem ktoś wchodzi na Facebooka, widzi wprowadzający w błąd film czy hasło, przypomina sobie o własnej przygodzie i lawina się toczy. Można łatwo tego uniknąć.
Zastanawiam się, czy wdrażanie systemu kaucyjnego przebiegało inaczej, gdyby okres przejściowy od 1 października 2025 r. działałby rzeczywiście, a nie tylko teoretycznie. Jesienią brakowało opakowań i nie mieliśmy okazji testować zmian na własnej skórze. Tak naprawdę system kaucyjny zaczął obowiązywać dopiero od nowego roku. Pierwsi testerzy zabrali się za pracę teraz, a nie kilka miesięcy wcześniej.
Trudno nie mieć wrażenia, że system kaucyjny, inicjatywa słuszna i potrzebna, zderzył się z nieczułym, wyrachowanym biznesem. Kiedy rząd zwrócił się do wielkich sieci z apelem pod hasłem "pomożecie?", odpowiedziała mu głucha cisza. Musieli, to zrobili. Ale nic więcej.
W rozmowie z portalem wnp.pl Anita Sowińska, wiceministra klimatu i środowiska, zapowiedziała kontrole w sklepach. Sprawdzane będzie, czy automaty działają. Kontrolowanie jest potrzebne, ale może warto byłoby dorzucić do tego porcję informacji?







































