Wodorowy pociąg coraz bliżej. Umowa na miliony
Miliony z KPO, nowe hale i zeroemisyjny skład. PESA właśnie buduje przyszłość polskich torów szybciej, niż się spodziewaliśmy.

Polska kolej powoli wchodzi w erę wodoru, a jednym z głównych graczy ma być bydgoska PESA. Spółka podpisała właśnie umowę na ponad 36 mln zł z NFOŚiGW na opracowanie i budowę demonstracyjnego pociągu pasażerskiego z napędem wodorowym i możliwością zasilania z sieci trakcyjnej. To projekt, który może zdecydować o tym, czy wodór zastąpi na polskich torach ropę.
KPO pompuje miliony w polski pociąg na wodór
Nowe pieniądze trafiają do PESA w ramach Krajowego Planu Odbudowy, czyli programu, z którego Polska finansuje część zielonej transformacji po pandemii. W tym przypadku chodzi o ponad 36 mln zł przekazanych przez NFOŚiGW na konkretny cel: powstanie demonstratora pociągu pasażerskiego zasilanego wodorem, ale także energią z sieci trakcyjnej.
KPO to unijne środki przeznaczone na modernizację gospodarki – m.in. na projekty, które obniżają emisje i ograniczają uzależnienie od paliw kopalnych. Kolej jest naturalnym beneficjentem takich funduszy, bo z jednej strony uchodzi za relatywnie ekologiczny środek transportu, z drugiej jednak w Polsce nadal sporo linii obsługują składy spalinowe. Wodorowy pociąg ma być odpowiedzią właśnie na ten problem: umożliwiać obsługę tras, gdzie nie ma sieci trakcyjnej, ale bez dymiącego diesla.
Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska podkreśla przy tej okazji, że to nie jest pojedynczy eksperyment, lecz element większej strategii rozwoju kolei wodorowej z udziałem państwowej spółki. Z punktu widzenia polskiego państwa ważne jest, że technologie mają być rozwijane u nas, a nie wyłącznie kupowane za granicą.
Od hal produkcyjnych do demonstratora dla pasażerów
Nowa umowa jest w pewnym sensie kolejnym etapem tego samego projektu. Wcześniej PESA dostała wsparcie na budowę zaplecza produkcyjnego dla lokomotyw wodorowych. Jak przypomina zarząd spółki, w Bydgoszczy powstają właśnie dwie hale o łącznej powierzchni ok. 15 tys. metrów kwadratowych, przeznaczone na montaż i serwis takich maszyn.
Lokomotywy wodorowe to pojazdy, które mają ciągnąć składy towarowe lub wykonywać pracę manewrową na bocznicach i w węzłach kolejowych. Teraz PESA chce pójść krok dalej – od ciągnika dla wagonów do kompletnego pociągu pasażerskiego. Podpisana właśnie umowa z NFOŚiGW dotyczy już nie tylko zaplecza, ale konkretnego demonstratora, czyli egzemplarza pokazowego, na którym testuje się rozwiązania do późniejszej seryjnej produkcji.
Prezes Dorota Zawadzka-Stępniak mówi wprost o domykaniu projektu, który docelowo ma wyjechać na tory. Oznacza to, że w perspektywie kilku lat możemy zobaczyć w Polsce wodorowy skład wożący pasażerów, a nie tylko wizualizacje.
Pociąg ma być hybrydą. Wodór + prąd to jest to
Pociąg PESA ma być pojazdem zeroemisyjnym, czyli takim, który w trakcie jazdy nie emituje spalin do atmosfery. Ważną rolę odgrywa tu napęd wodorowy – energia elektryczna potrzebna do zasilania silników ma być produkowana na pokładzie pociągu przez ogniwa paliwowe. To urządzenia, które łączą wodór z tlenem i w efekcie wytwarzają prąd oraz wodę jako produkt uboczny.
Projekt zakłada jednak coś więcej niż tylko wodór. W pojeździe ma się pojawić także możliwość pobierania energii z sieci trakcyjnej, czyli klasycznych przewodów nad torami, z których korzystają pociągi elektryczne. Taki hybrydowy układ, łączący kilka źródeł zasilania na jednym pokładzie, daje elastyczność: skład może jechać jak zwykły elektryczny tam, gdzie sieć istnieje, a tam, gdzie kończy się drut nad torami, przechodzić płynnie na wodór.
Szansa dla regionów i polskiego przemysłu
PESA już dziś oferuje swoje wodorowe rozwiązania regionom w Polsce. Chodzi przede wszystkim o linie, których z różnych powodów nie opłaca się elektryfikować, a jednocześnie są zbyt ważne dla lokalnych społeczności, by je po prostu zamknąć. Tam pociąg wodorowy może stać się sposobem na utrzymanie połączeń, ale w bardziej nowoczesnym i przyjaznym środowisku wydaniu.
Co istotne, spółka nie zamyka się na rynek krajowy. W przypadku lokomotyw wodorowych PESA złożyła już ofertę dla operatora ze Szwecji. To pokazuje, że projekty finansowane z KPO nie muszą kończyć się na granicach Polski – mogą być także kartą przetargową na wymagających rynkach zagranicznych, które od lat inwestują w zielony transport.
Przeczytaj także:
Dla polskiej gospodarki oznacza to kilka równoległych efektów. Z jednej strony dużą szansę na modernizację kolei regionalnej bez kolejnych lat czekania na remonty torów i elektryfikację. Z drugiej natomiast wzmocnienie rodzimego producenta taboru, który zamiast odtwarzać cudze rozwiązania próbuje rozwijać własne technologie i eksportować je na zewnątrz.
*Źródło grafiki wprowadzającej: PESA







































