Nad Polską może solidnie huknąć. Wojsko wydało jasny komunikat
W najbliższych dniach nad Polską możecie usłyszeć potężny huk - i to nie raz. Wojsko zapowiada ćwiczenia lotnicze, podczas których mogą pojawiać się gromy dźwiękowe. Niegroźne - ale zdecydowanie słyszalne.

Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych opublikowało komunikat, w którym uprzedza o szkoleniowych lotach z przekroczeniem bariery dźwięku. Nie podano ani dokładnych terminów, ani rejonów - i trudno się dziwić, bo to wciąż operacje wojskowe. Ważne jest jednak to, że wojsko w ogóle o tym informuje. Przynajmniej wiadomo, że to nie awaria czy wybuch.
W komunikacie podkreślono, że loty są rutynowe, prowadzone zgodnie z przepisami i pod pełnym nadzorem. To element podtrzymywania gotowości operacyjnej pilotów - nic widowiskowego, nic tajemniczego, po prostu codzienność lotnictwa taktycznego. Tyle że czasem słyszalna.
Czytaj też:
Skąd właściwie bierze się ten huk
Grom dźwiękowy to efekt uboczny lotu z prędkością większą niż prędkość dźwięku. Samolot nie przebija ściany, jak lubią pokazywać filmy, tylko generuje falę uderzeniową, która rozchodzi się w postaci stożka. Gdy ten stożek przechodzi nad obserwatorem na ziemi, słychać nagły, głęboki huk. Grom dźwiękowy potrafi zaskoczyć. Samolotu nie widać, nie słychać, a tu nagle łup. Szyby mogą zadrżeć, a lokalne grupki na Facebooku natychmiast zaczną żyć własnym życiem. To naturalne, ale niegroźne.

Wojsko nie wymienia konkretnych typów samolotów, ale nietrudno zgadnąć, że chodzi o standardowy zestaw polskiego lotnictwa: F‑16 i MiG‑29. Każdy z nich potrafi lecieć naddźwiękowo, choć nie każdy lot szkoleniowy musi obejmować takie prędkości. Jeśli jednak komunikat mówi o możliwych gromach dźwiękowych to znaczy, że scenariusze ćwiczeń przewidują odcinki szybkiego lotu.
Warto też pamiętać, że w obecnej sytuacji geopolitycznej aktywność lotnicza NATO jest większa niż jeszcze kilka lat temu. Szkolenia, dyżury bojowe, przechwycenia nad Bałtykiem - to wymaga pilotów, którzy potrafią latać szybko, pewnie i w każdych warunkach. A tego nie da się nauczyć na ziemi.
To nie pierwszy taki komunikat i zapewne nie ostatni. W ostatnich latach wojsko zaczęło częściej uprzedzać o działaniach, które mogą być słyszalne lub widoczne dla mieszkańców. To reakcja na rosnącą liczbę zgłoszeń, plotek i nieporozumień. Każdy głośniejszy huk natychmiast trafia do mediów społecznościowych, a tam - jak wiadomo - informacja rozchodzi się szybciej niż fala uderzeniowa.
Czy jest się czego bać
Krótko: nie. Grom dźwiękowy jest donośny, ale niegroźny. Nie uszkadza elektroniki, nie wpływa na sieci, nie resetuje routerów. Jeśli coś padnie dokładnie w tym momencie to raczej zbieg okoliczności niż efekt fali ciśnienia. Największym problemem jest po prostu zaskoczenie. Huk jest nagły i intensywny, więc może wystraszyć dzieci, zwierzęta albo kogoś, kto akurat pracuje w skupieniu. Ale to wszystko.







































