Plaga znikających wózków. Sklepy odpowiadają magnetyczną barierą
Granicę trudno jest przekroczyć - żaden wózek się nie wymknie.

Widok sklepowego wózka na ulicy jest dziwny. Im dalej od sklepu czy galerii handlowej, tym większe zdumienie. Pojazdu w końcu nie powinno tu być, jest z dala od swojego typowego miejsca występowania. Do niczego nie pasuje. Kto go tu przywlókł? Mógł to być zwykły chuligański wybryk młodzieży. Może osoby w potrzebie pożyczyły wózek, żeby przeciągnąć ciężkie rzeczy, zebrać (i później być może spieniężyć) inne rzeczy, niż towary z półki. Wózki pojawiają się nagle, a potem znikają w równie tajemniczy sposób.
Ciekawe są takie błędy rzeczywistości. Łatwo wytłumaczyć psujące się ekrany, wyświetlające niewłaściwe informacje w nieodpowiednim momencie. Komunikaty o błędzie zamiast reklam, pulsowanie ekranu w chwili, gdy chcemy dowiedzieć się, o której odjedzie pociąg lub tramwaj. To irytujące, ale jednak zrozumiałe – sprzęty się psują, technologia bywa zawodna.
Wózek na chodniku to inny rodzaj zakłócenia
Symbol zakupów, charakterystyczny element dużych sklepów i galerii handlowych, znajduje się z dala od produktów, półek i kas. Niemal każdy wygląda tak, jakby został teleportowany. Po prostu znalazł się na chodniku, trawniku albo w krzakach. Nikt nie wie kiedy to się stało. Domyślamy się, jak do tego doszło, to nie jest trudna do rozwiązania zagadka, ale jednak parę sekretów ciągle jest. Nie znamy przyczyn i motywacji. Równie dobrze może to być niezbyt udany pretensjonalny performens: oto jeden z symboli konsumpcji, który pomagał zbierać przedmioty, brał udział w kupnie i sprzedaży, a teraz, proszę, porzucony i niepotrzebny. Idealny obraz na dające do myślenia zdjęcie albo okładkę punkowej płyty.
Jakoś nigdy mnie ta zawalidroga nie zezłościła, chociaż to przecież odpad i przeszkoda. Mimo wszystko rzadziej widuje się wózek niż np. hulajnogę. Dzięki temu jeszcze można zaakceptować fakt, że takie rzeczy po prostu się zdarzają. Tak już bywa – wózki oddalają się od sklepów. To anomalia, a nie męcząca reguła, jak w przypadku pojazdów na wynajem. Psikus, który sprawców może i bawi, ale na nikim nie robi wrażenia. Sklepy zapewne wliczają to w koszty, są pogodzone z tym, że od czasu do czasu nie wszystkie wózki wrócą.
Chociaż nie do końca jest tak, że nikt tego nie zauważa.
W Niemczech znikające wózki okazały się być poważnym problemem
Jak donosi portal dlahandlu.pl, w jednym ze sklepów Kauflandu wprowadzono specjalne zabezpieczenie, chroniące przed wywożeniem wózków.
Magnetyczne pasy wbudowane w nawierzchnię wyznaczają granicę. Po jej przekroczeniu przednie koła automatycznie się blokują. Poza bezpieczną strefą nie da się wygodnie prowadzić wózka. Trzeba kombinować. Według pierwszych testów rozwiązanie spełnia swoje zadanie i liczba kradzieży czy wypożyczeń zmalała.
W Polsce ostatnio luzowaliśmy zabezpieczenia
W warszawskim Auchanie oraz w kilku lokalizacjach w kraju (Gliwice, Jelenia Góra, Olsztyn, Piotrków Trybunalski, Rybnik) wózków nie trzeba karmić monetami czy żetonami. Nie są już do siebie przykute i każdy może zabrać je ze sobą na zakupy. Wcześniej na podobny ruch zdecydował się Lidl.
Kaucja sprawiała, że pojazdy wracały na miejsce i nie były pozostawiane byle gdzie, np. na parkingu, tarasując drogę. A nawet jeśli ktoś machnął ręką na drobniaki, to prędko znalazł się ktoś, kto korzystał z okazji. Odnosząc wózek zgarniał monetę dla siebie.







































