Selekcjoner zwolniony, bo ChatGPT miał robić plany na mecz. "Pomówienia"
Czasy się zmieniają: kiedyś piłkarza można było ocenić na nos, patrząc jak wchodzi po schodach. Teraz pomaga w tym ChatGPT.

Sugestiami sztucznej inteligencji miał się ponoć kierować trener Robert Moreno, który kilka miesięcy temu pożegnał się z rosyjskim FK Soczi. Hiszpan, mimo całkiem imponującego doświadczenia (był w końcu asystentem Luisa Enrique w FC Barcelonie i prowadził nawet kadrę Hiszpanii), za bardzo zaufał technologii. Tak przynajmniej sugeruje Andriej Orłow, były dyrektor klubu, odsłaniając kulisy pracy hiszpańskiego szkoleniowca.
Z zarzutów wynika, że Moreno był fanem ChataGPT. Tak dużym, że to bot odpowiadał za plan przygotowań do meczu. Opracowany w ten sposób mikrocykl zakładał jednak, że piłkarze nie będą spać przez… 28 godzin. Po zwróceniu uwagi na ten dość problematyczny detal Moreno zmienił parametry. Wpadka go nie zniechęciła, bo i tak klub bazował rzekomo na zaktualizowanym planie bota.
ChatGPT pomógł nawet w transferze. Ponoć...
Klub pod uwagę brał trzech napastników, a ostatecznie postawiono na zawodnika, którego wskazał właśnie bot. Nabytek w lidze bramek nie zdobył, trafiał jedynie w rozgrywkach pucharowych. Później nabawił się kontuzji, aż w końcu opuścił FK Soczi. Co jednak ciekawe, w nowej drużynie radzi sobie całkiem nieźle. W Aktobe zaliczył 11 meczów i aż siedem razi trafił do siatki, jak zauważa Weszło.
W rozmowie z hiszpańską gazetą "As" Moreno zaprzeczył rewelacjom dyrektora sportowego, z którym, jak sam przyznał, miał zatargi. Trener korzystał z pomocy bota jedynie podczas tłumaczenia tekstów z rosyjskiego na hiszpański. Nie używał jednak sztucznej inteligencji do przygotowywania się do meczów, ustalania składów czy transferów.
Niewykluczone, że tym razem oskarżenia rzeczywiście są fałszywe. Można się jednak spodziewać, że prędzej czy później ktoś po unikalną metodę szkoleniową sięgnie. Skoro w futbolu zabobon ma się dobrze i niektórzy trenerzy zwracają uwagę nawet na ruchy klubowego autokaru, to mogą sugerować się znakami i podszeptami sztucznej inteligencji. Wystarczy, że jedna drobna porada się sprawdzi, a zaufanie do technologii wzrośnie. Na dodatek kto jak kto – bot rzeczywiście może wpaść na jakiś szalony plan, uznając, że niski lewy obrońca sprawdzi się w środku ataku i warto posyłać w jego stronę dośrodkowania. Koledzy z drużyny będą zaskoczeni, a co dopiero rywale.
Z drugiej strony będą też tacy, którzy nie dadzą się przekonać, nawet gdyby znalazły się solidne dowody na to, że porady botów mają sens. Przypomina się trener Franciszek Smuda, który wprowadzał Widzew do Ligii Mistrzów, zdobył mistrzostwo kraju z Wisłą Kraków, a z Lechem Puchar Polski. O Euro 2012 zapomnijmy.
"Na boisku kopie się piłkę, a nie laptopa" – mówił już w 2009 r. "Przeglądowi Sportowemu, zwracając uwagę, że niektórzy trenerzy z urządzeniem się nie rozstają. Tylko co z tego, skoro po wynikach ich drużyn było widać, że korzyści z technologii nie ma. Liczby liczbami, ale futbolu trzeba mieć nosa. Jak Franz, który według anegdot do oceny potencjału piłkarza nie potrzebował statystyk ani nawet boiska – wystarczyło rzucić okiem, jak grajek wchodzi po schodach.
Już przed kilkoma laty konserwatywne nastawienie legendarnego trenera do nowinek postrzegane było jako archaiczne. Dziś jeszcze trudniej pominąć rolę technologii w futbolu, szczególnie na najwyższym poziomie. Nie chodzi jednak o boty.
"Piłka nożna nie tyle zmierza, ile pędzi w kierunku wykorzystania technologii, analityki danych i nauki" – mówił Spider's Web+ Michał Zachodny, dziennikarz i analityk sportowy.
Obecnie nie jest tak, że trenerzy czy analitycy siedzą tylko z nosem w komputerze i patrzą na statystyki. Zdecydowana większość analizy meczowej, np. przygotowanie pod kolejnego rywala, jest w dużej części robiona tradycyjnie na podstawie wideo. Wykorzystanie narzędzi AI, które analizują dane, cały ten proces ułatwia, pogłębia i znacznie przyśpiesza. Pozwala też dostrzec zdecydowanie więcej niuansów, niż widzi ludzkie oko – zauważał Mateusz Dłużniewski z firmy ReSpo.Vision.
Czytaj też: Piłka jest okrągła, bramki są dwie, ale gole strzela technologia. Tak zmienia się futbol
Jednak nawet piłkarscy eksperci podkreślają, że piłka nożna to nie komputerowa gra, więc same statystyki mogą pomóc, ale meczu za zawodników nie wygrają. I pewnie dlatego tak wielu ciągle kocha futbol.
Analiza to jedno, technologia bywa pomocna w inny sposób
Latem przez uniwersum polskiej piłki przetoczyła się afera dronowa. Sztab Arki Gdynia z góry próbował podglądać zamknięty sparing Lechii Gdańsk z Motorem Lublin, z którym to "Arkowcy" mieli się zmierzyć w pierwszej ligowej kolejce. Z przeszpiegów wyszły nici, bo maszynę przechwycono.
I w futbolu kreatywność nie ma granic, a każda metoda może okazać się warta spróbowania. Kto wie, może niedługo w pomeczowym wywiadzie jakiś zawodnik zostanie zapytany, dlaczego zdecydował się na strzał z dalekiej odległości albo inne nietypowe zagranie. Piłkarz odpowie: "ChatGPT podpowiedział mi, że warto!".
Choć znając życie, raczej należy spodziewać się pomeczowej rozmówki zawodnika z samym botem. Ten odpowie: "Masz rację, to był głupi pomysł – w piłce nożnej jednak nie wolno łapać piłki w ręce, kiedy chcesz strzelać gole".
Zdjęcie główne: Oleksandr Osipov / Shutterstock.com







































