REKLAMA

Napad z bronią na 40 nerdów. Zwinęli karty Pokemon, ich wartość szokuje

Napad z bronią w ręku na Poké Court. Rynek kart Pokémonów stał się tak wartościowy, że przyciąga zorganizowane gangi.

napad Poké Court karty Pokémon
REKLAMA

W samym sercu nowojorskiego Meatpacking District doszło do dość dramatycznej sceny. Trzech zamaskowanych napastników wpadło do butiku Poké Court, sterroryzowało ponad 40 klientów i w ciągu trzech minut wyniosło karty Pokémonów warte ponad 110 tys. dolarów.

To była operacja przeprowadzona z precyzją, która jasno pokazuje, że rynek kart kolekcjonerskich - szczególnie Pokémonów - wraca do mroczniejszych czasów. Czyli takich, w której stawką są nie tylko emocje i nostalgia, ale realne pieniądze porównywalne z obrotem luksusową elektroniką czy biżuterią.

REKLAMA

W przerwie od łapania Pokémonów sprawdź te teksty:

Trzy minuty chaosu. Napastnicy wiedzieli dokładnie, po co przyszli

Do napadu doszło o 18:45 w trakcie pierwszego dużego wydarzenia społecznościowego organizowanego przez Poké Court - warsztatów ozdabiania etui na karty. W sklepie panował gwar, typowy dla miejsc które stały się centrami popkulturowej pasji. 

Wtedy do środka weszło trzech mężczyzn w czarnych maskach.  Jeden wyciągnął broń i kazał wszystkim stać nieruchomo. Drugi zasłonił wejście, odcinając drogę ucieczki. Trzeci wyjął młot i zaczął metodycznie rozbijać gabloty.

Nie interesowały ich boostery, boxy czy popularne karty. Skupili sie wyłącznie na najcenniejszych egzemplarzach - tych, które Courtney Chin, właścicielka sklepu, trzymała w pancernych gablotach. Wśród skradzionych przedmiotów znalazły się karty warte od 400 do 18 tys. dol., w tym prawdziwa perła: Charizard z pierwszej edycji, wyceniany na około 15 tys. dol.

To karta, którą kolekcjonerzy traktują jak przepustkę do elitarnego świata - odpowiednik rzadkiego obiektywu Leica czy limitowanej edycji konsoli, której wartość rośnie z roku na rok.

Strach, szkło i bezradność. 40 osób patrzyło, nie mogąc nic zrobić

Nagrania z monitoringu pokazują brutalną skuteczność napastników. W sklepie było ponad 40 osób - nikt nie zareagował. I trudno się dziwić. W obliczu broni palnej nawet najbardziej zapalony kolekcjoner nie będzie ryzykował życia dla kawałka kartonika, choćby wartego tyle co nowy MacBook Pro. Oprócz kart złodzieje zabrali też tysiąc dolarów z kasy i telefon jednej z klientek. Tylko… dlaczego akurat Pokémony?

W czasie pandemii rynek kolekcjonerski eksplodował. Ludzie zamknięci w domach zaczęli wracać do dawnych hobby, a jednocześnie dysponowali większą ilością wolnych środków. Efekt? Karty Pokémonów - szczególnie te z pierwszych wydań - zaczęły drożeć szybciej niż akcje niektórych spółek technologicznych.

Dziś to nie tylko zabawki. To alternatywna klasa aktywów, którą łatwo przechowywać,  łatwo transportować, trudno jednoznacznie wycenić a jednocześnie można sprzedać w dowolnym miejscu na świecie. A tam, gdzie pojawia się szybki zysk, pojawiają się też przestępcy.

To nie pierwszy taki napad. Karty stały się nowym towarem idealnym

Napad na Poké Court nie jest odosobniony. W grudniu w Kalifornii złodzieje wynieśli ze sklepu Sports Cards Burbank karty warte 100 tys. dol. W Los Angeles napadnięto klienta wychodzącego ze sklepu - stracił kolekcję wartą ponad 300 tys. dolarów.

Dlaczego sklepy z kartami są tak łatwym celem? Mają mało personelu (często pracuje jedna lub dwie osoby), ogromną wartość na małej przestrzeni (karta za 15 tys. dol. zajmuje mniej miejsca niż pendrive), dużo klientów i mało kontroli (tłum daje złudne poczucie bezpieczeństwa) i niedoszacowane ryzyko - właściciele nie spodziewają się napadów rodem z jubilera.

To dokładnie ten sam mechanizm, który obserwowaliśmy przy kradzieżach konsol PS5 w 2020 r. czy przy fali napadów na sklepy z elektroniką w Stanach Zjednoczonych - tam również towar był mały, drogi i łatwy do odsprzedania.

Sklepy reagują. Od kodów dostępu po uzbrojonych ochroniarzy

Po napadzie właścicielka Poké Court przyznała, że najbardziej martwi ją bezpieczeństwo klientów. Ubezpieczenie może pokryć straty, ale nie cofnie traumy. Inne sklepy już wdrażają nowe procedury: E and J Boutique w Brooklynie wprowadził wejście na kod i monitoring połączony bezpośrednio z policją. Niektóre sklepy usuwają z witryn wszystkie karty powyżej określonej wartości. Coraz popularniejsze stają się wizyty na umówienie, podobnie jak w salonach z luksusowymi zegarkami. Sam Poké Court rozważa zatrudnienie uzbrojonych ochroniarzy.

Poké Court opublikował po napadzie krótkie oświadczenie: Nikt nie powinien mieć broni przytykanej do twarzy podczas cieszenia się swoim hobby. Dziękujemy za wsparcie i miłość od całej społeczności. I to jest sedno sprawy. Za każdą kartą, za każdym przedmiotem kolekcjonerskim stoi człowiek - jego pasja, jego wspomnienia, jego społeczność. Kiedy rynek staje się areną dla przestępców to właśnie ta ludzka część cierpi najbardziej.

REKLAMA

*Zdjęcie otwierające: MichaelJayBerlin / Shutterstock

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-19T13:56:44+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T09:55:09+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T08:11:45+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T06:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T16:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T07:40:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T07:30:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T07:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-17T16:50:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-17T16:40:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-17T16:30:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-17T16:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-17T10:16:01+01:00
Aktualizacja: 2026-01-17T07:40:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA