Mieliśmy pracować wydajniej. "Te obietnice można wsadzić między bajki"
Zwiększenie produktywności dzięki AI to fundament narracji o nadchodzącej rewolucji pracy. Analityk rynku wskazuje jednak, że w twardych danych nie widać dziś żadnego skoku wydajności.

Szeroko pojęta sztuczna inteligencja to w mniemaniu wielu możnych ludzi Doliny Krzemowej kamień filozoficzny zmieniający zwykłych pracowników w dochodowe maszyny - niekiedy nawet dosłownie. Problem w tym, że jak na razie ta wizja znacznie wyprzedza twarde dane. Coraz więcej analiz sugeruje, że mimo miliardowych inwestycji i nieustannego marketingu, AI nie przynosi obiecywanego skoku produktywności.
AI to nie cud gospodarczy na jaki liczyli przedsiębiorcy. Liczby są brutalne
Jednym z najgłośniejszych sceptyków jest J. P. Gownder, wiceprezes i główny analityk w firmie badawczej Forrester. W rozmowie z brytyjskim The Register Gownder podkreśla, że w dostępnych statystykach po prostu nie widać przełomu. - W obecnej sytuacji nie widzimy tego - mówi wprost, odnosząc się do rzekomego wpływu AI na wydajność pracy.
Analityk zwraca uwagę, że technologia i produktywność rzadko łączą się w prosty, liniowy sposób. To argument znany ekonomistom od dekad. Już noblista Robert Solow zauważył, że efekty rewolucji komputerów osobistych "widać wszędzie poza statystykami produktywności". Według Gowndera dokładnie to samo dzieje się dziś z AI.
Dane z Biura Statystyki Pracy Stanów Zjednoczonych pokazują, że w latach 1947-1973, a więc jeszcze przed erą komputerów osobistych, produktywność w USA rosła średnio o 2,7 proc. rocznie. Po upowszechnieniu PC tempo to spadło do 2,1 proc. w latach 1990-2001, a między 2007 a 2019 rokiem - do zaledwie 1,5 proc. - Mimo wszystkich tych komputerów wzrost był niższy - podkreśla Gownder.
Sceptycyzm analityka wzmacniają wyniki badań nad faktycznym wdrażaniem AI w firmach. Jedno z badań MIT wykazało, że aż 95 proc. przedsiębiorstw, które zintegrowały rozwiązania generatywnej AI, nie odnotowało istotnego wzrostu przychodów. W innym przypadku programiści korzystający z narzędzi AI do pisania kodu programistycznego... wykonywali swoją pracę wolniej niż bez nich. Testy autonomicznych agentów AI, mających realizować zdalne zadania biurowe, również wypadły blado - żaden z modeli nie był w stanie poprawnie ukończyć więcej niż kilku procent powierzonych zadań.
Co więcej, obecność AI w miejscu pracy bywa destrukcyjna dla relacji zespołowych. Badania cytowane przez Gowndera sugerują, że pracownicy częściej przekazują dalej niskiej jakości "pracę maszynową", licząc, że ktoś inny ją później poprawi.
Duża część generatywnej AI po prostu nie działa. I nie chodzi tylko o doświadczenie konsumenckie, ale o brak realnego zwrotu z inwestycji - mówi analityk.
Nie oznacza to jednak, że AI nie wpłynie na rynek pracy. Według prognoz Forrestera do 2030 roku automatyzacja, w tym AI i robotyka, może doprowadzić do likwidacji około 6 proc. miejsc pracy, czyli ponad 10 mln etatów. Kluczowe jest jednak to, że - jak zaznacza Gownder - wiele zwolnień przypisywanych AI to w rzeczywistości zwykłe cięcie kosztów. Firmy ogłaszają "zastępowanie ludzi algorytmami", po czym po kilku tygodniach przenoszą te same zadania do tańszych, outsourcowanych zespołów - często w Indiach i innych państwach o znacznie niższych kosztach zatrudnienia.
W efekcie sztuczna inteligencja staje się wygodnym hasłem usprawiedliwiającym decyzje biznesowe, a nie realnym motorem wzrostu wydajności.
Jeśli AI się nie sprawdzi, pracę i tak trzeba będzie wykonać. A wtedy firmy albo znów zaczną zatrudniać ludzi, albo poszukają innych, mniej medialnych rozwiązań -podsumowuje Gownder.
Tak więc na razie więc obietnice o powszechnym wzroście produktywności dzięki AI można bez większego ryzyka włożyć między bajki.
Więcej na temat pracy w dobie AI:






































