Gry  / Recenzja

Razer Hammerhead True Wireless to nie skok na popularność AirPodów. Czarne pchełki biją basem – recenzja

Do grona twórców tzw. budsów dołącza popularny producent sprzętu premium dla graczy. Razer Hammerhead True Wireless to bezprzewodowe słuchawki z etui ładującym, które mają się wyróżniać minimalnym opóźnieniem oraz brzmieniem dostrojonym pod gry wideo. Sprawdziłem, czy to wystarczy, aby usprawiedliwić wydatek na poziomie 500 złotych.

Co to właściwie oznacza, że bezprzewodowe pchełki są dla graczy? Niestety, w 9 na 10 przypadków pod tym terminem kryje się proste, żeby nie napisać prostackie podbicie basów. Producentom słuchawek wydaje się, że fani gier wideo chcą być zasypani kanonadą wybuchów, grzmotów oraz eksplozji, jak gdyby znajdowali się w kinowej sali IMAX. Częściowo to prawda. Od taniego efekciarstwa ważniejszy jest jednak niezwykle precyzyjny dźwięk kierunkowy. dający przewagę podczas rozgrywek wieloosobowych. Ważne są także specjalne profile dźwiękowe wyciągające kroki czy strzały, pozwalające zlokalizować przeciwnika w otoczeniu.

Dzięki temu wstępowi dochodzimy do zasadniczego problemu pchełek Razera.

Te mobilne słuchawki nie dały mi przewagi wartej 500 zł. Nie czułem kierunku z którego nadciąga przeciwnik w Call of Duty Mobile. Jedyne gry dotykowe z solidnym podziałem sceny audio to Fortnite i PUBG Mobile. Wirtualna scena przestrzenna to fundament w takich tytułach jak stacjonarny CS:GO, Modern Warfare czy Overwatch. Problem polega na tym, że gry dla iPada i iPhone’a nie mają tak bogatej biblioteki. Pliki dźwiękowe często są dodatkowo skompresowane, a ich surowa jakość jest gorsza niż w przypadku stacjonarnych platform.

Dedykowane słuchawki gamingowe parowane ze smartfonem czy tabletem wciąż mijają się z celem.

Większość dotykowych gier jest skompresowana i niewiele zyskamy podłączając nawet najlepsze zestawy po kablu. Co dopiero mówić o przenośnych pchełkach, których jakość – niezależnie od producenta – jest odczuwalnie niższa niż w przypadku słuchawek o klasycznych gabarytach. Dlatego krzywię się nieco na ten gamingowy marketing. Oczywiście z czasem gry na tablety będą coraz większe i coraz lepsze. Już teraz Call of Duty Mobile, Black Desert Mobile, Fortnite czy PUBG Mobile robią spore wrażenie. Wciąż jednak nie jesteśmy w tym miejscu, aby słuchawki dla graczy mobilnych traktować śmiertelnie poważnie.

Razer Hammerhead True Wireless to 120 proc. basu w 100 proc. słuchawek bezprzewodowych.

Miałem na głowie wiele słuchawek Razera i jedno nie ulega wątpliwości – ta firma uwielbia uderzyć basem. Robi to mocniej niż Turtle Beach, SteelSeries czy HyperX. Nie inaczej jest tym razem. Profil pchełek z serii Hammerhead jest osadzony na niskich tonach, które wyraźnie dominują nad całą resztą. Wręcz nad nią górują. W pewnych kręgach brzmienie słuchawek nazwano by ciemnym – góry jest tutaj znacznie mniej i jest gorzej rozdzielona. Do tego dochodzi do charakterystycznego, dyskomfortowego świszczenia podczas zderzenia talerzy i wokalu.

Słuchawki odbiegają także profilem grania od klasycznego „U” lub „V” charakteryzującego wiele współczesnych modeli. Zamiast bliźniaczej drugiej pionowej połówki znaku „U” Hammerheady nigdy nie podnoszą się do odpowiedniego uwypuklenia wysokich tonów. W rezultacie mamy więc coś na kształt odbitej w pionie parafki. Każda wróżka od tarota powie wam, że to nie jest dobry symbol jeśli chodzi o odsłuch ulubionych rockowych i metalowych kawałków. Jasne, pop będzie brzmiał akceptowalnie, ale na bogów – to w końcu pop. On brzmi akceptowalnie na prawie każdych słuchawkach.

Oczywiście po uruchomieniu gry wszystko staje się milsze dla ucha. Niemal od razu zdacie sobie sprawę, ile muzycznych detali umykało wam podczas grania na małych głośniczkach. Ile muzycznej głębi traciliście. To jednak wciąż nie ten poziom, którego doświadczamy w stacjonarnych produkcjach. W części, ale tylko części aplikacji zadziała także stereofoniczny podział na lewo i prawo, pomagający wstępnie oszacować pozycję wroga. O ślepym strzelaniu na słuch, tak jak robię to w Overwatchu, nie może być jednak mowy.

Na osobny akapit zasługuje opóźnienie. Na tym polu Razer Hammerhead True Wireless błyszczy.

Większość bezprzewodowych pchełek spisze się podczas słuchania muzyki, ale nie podczas grania w dotykowe strzelaniny sieciowe. Wszystko przez opóźnienie, które kompletnie nie przeszkadza (i z którego nie zdajecie sobie sprawy) podczas słuchania ukochanych wykonawców. Jednak podczas interaktywnej rozgrywki lag staje się nie do zniesienia. Drogie Sennheisery za tysiąc złotych czy kilkunastokrotnie tańsze Trusty – wszystkie generują bolesny rozdźwięk między tym co w uchu oraz tym co na ekranie. Pociągasz za spust, ale dźwięk broni rozbrzmiewa odczuwalnie później – okropna, aczkolwiek powszechna w przypadku pchełek BT sprawa.

Twórcy Hammerheadów chwalą się, że zredukowali opóźnienie do minimum i trzeba przyznać, że na tym polu słuchawki nie mają sobie równych.

To jedyne bezprzewodowe, pozbawione kabli pchełki, które nie powodują u mnie bolesnego rozstroju audio-wideo. Samsung EarBuds, Apple AirPods, Sennheiser Momentum – żaden z tych zestawów nie osiągnął tego, co produkt Razera. Minimalizacja opóźnienia do 60 ms sprawia, że Call of Duty Mobile w końcu jest tak responsywne jak powinno. No, przynajmniej w aspekcie dźwiękowym. Odwzorowanie ruchów na kontrolerze (DualShock 4) w dalszym ciągu pozostawia wiele do życzenia.

Niestety, słuchawki Razera nie są najbardziej intuicyjnymi pchełkami, jakie miałem w uszach.

Aby włączyć specjalny tryb oferujący wcześniej wspomniane opóźnienie na poziomie 60 ms trzeba trzy razy dotknąć obudowy, za trzecim razem przytrzymując palec na dwie sekundy. Brakuje tylko konieczności wykonania obrotu o 360 stopni i trzech skłonów. Najgorsze jest to, że przyciski na słuchawkach (w zasadzie to pola dotykowe) nie wysyłają żadnej informacji zwrotnej. Nie ma kliknięcia, nie ma zapadki, nie ma sygnału dźwiękowego. Minęła długa chwila nim nauczyłem się jak precyzyjnie obsługiwać słuchawki dotykiem. Szkoda tylko, że pomimo całego szeregu komend brakuje jednej z najważniejszych: dotyczącej regulacji głośności.

Mizianie palcem po Hammerheadach nie jest sexy, nie jest przyjemne ani nie jest instynktowne.

Samouczek dostępny w dedykowanej aplikacji uczy podstaw obsługi, z kolei wewnętrzna spikerka informuje o włączonych funkcjach i poleceniach. Te dwa elementy nie sprawiają jednak, że urządzenie jest bardziej responsywne. Nie jestem pewien czy ten produkt przeszedłby wyśrubowane testy UX wyróżniające np. AirPody. Zachodzę też w głowę JAKI GENIUSZ umieścił wnękę dla lewej słuchawki w prawej części etui, z kolei lewa wnęka jest dedykowana prawej słuchawce. Pchełek nie można zamieniać miejscami. Z chęcią poznałbym projektanta odpowiedzialnego za ten konkretny pomysł, zajrzał mu głęboko w oczy i zapytał, co nim kierowało.

4 godziny grania, 3 ładowania i umiarkowana wygoda noszenia.

Razer Hammerhead True Wireless to słuchawki działające przez 4 godziny na jednym ładowaniu. Następnie pchełki należy włożyć do etui z funkcją ładującą. Producent informuje, że w ten sposób zyskamy trzy pełne dodatkowe ładowania. Mnie nigdy się taka sztuka nie udała. Ostatnia próba zasilenia słuchawek to było już tylko przedłużanie agonii. Dlatego skłaniam się bardziej w kierunku 14 niż 16 godzin użytkowania bez podłączania etui do USB-C. Dosyć kiepski wynik, jeśli porównamy go do 24 godzin AirPodów czy 30 godzin AirPodów Pro. Łączny czas działania Razerów jest bardzo zbliżony do Galaxy Budów. Na korzyść Hammerheadów przeważa jednak prawie trzykrotnie mniejsze opóźnienie względem pchełek Samsunga.

Niestety, słuchawki Razera nie są najwygodniejsze na świecie. Do tego producent nie daje klientowi wielkiego wyboru, oferując silikonowe nakładki w jednym rozmiarze. Albo one, albo bezpośrednio wkładamy słuchawki do uszu. Innej możliwości po prostu nie ma. Po kilku godzinach grania na tablecie w Civilization VI moje uszy błagały o przerwę. Obciążenie czuć zwłaszcza na wcięciu międzyskrawkowym małżowiny. Ciekawe o tyle, że dosyć podobne w kształcie AirPody nie sprawiają takich problemów.

Kto powinien kupić słuchawki Razer Hammerhead True Wireless?

Bezprzewodowe pchełki działają krócej od AirPodów, a do tego grają minimalnie gorzej. To zdecydowanie nie są słuchawki do odsłuchu rocka czy metalu. Brzmienie średnich oraz wysokich tonów mogło być lepsze. Do tego korzystanie z budsów bywa problematyczne. Wygoda także pozostawia nieco do życzenia. Sumując te wady i nakładając na nie cenę wynoszącą 500 zł otrzymujemy produkt mocno nierówny i stosunkowo źle zbalansowany. Są jednak pola, na których Hammerheady zjadają konkurencję na śniadanie.

Największe zalety:

  • Minimalne opóźnienie poniżej 60 ms
  • Mocny bass
  • EQ w aplikacji pomocniczej

Największe wady:

  • Taki sobie czas działania bez ładowania
  • Odwrócone miejsca w etui ładującym
  • Brak sprzężenia zwrotnego podczas dotykowych komend
  • Niezbyt wygodne, tylko jedne silikonowe nakładki
  • To nie są słuchawki do rocka czy metalu
  • Brak dotykowej regulacji głośności

Opóźnienie – tutaj słuchawki nie mają sobie równych. To jedyne bezprzewodowe, pozbawione kabli pchełki na których granie w największe dotykowe gry wideo staje się wygodne. Częściowa niwelacja rozdźwięku między dźwiękiem i obrazem w Call of Duty Mobile to wielkie osiągnięcie, którego mogą pozazdrościć Razerowi producenci nawet dwukrotnie droższych słuchawek BT. Powstaje jednak pytanie, czy opóźnienie to najważniejszy element podczas wyboru przyszłych bezprzewodowych budsów. Moim zdaniem zdecydowanie nie. Być może fanatycy PUBG Mobile zakochają się w tym sprzęcie.

Powstaje jednak pytanie, czy tacy fanatycy w ogóle istnieją.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst