Sprzęt  / News

Huawei Mate 30 jednak z zablokowanym bootloaderem. To nie będzie telefon dla dłubaczy

146 interakcji
dołącz do dyskusji

Pozbawiona dostępu do Usług Play linia telefonów Mate 30 miała mieć ciekawą zaletę w formie ułatwionego podmieniania firmowego systemu na dowolny. Problem w tym, że powiedziano nam nieprawdę.

Przed paroma dniami świat mediów obiegła informacja, jakoby telefony Mate 30 miały mieć odblokowany bootloader. Okazała się nieprawdziwą, choć nie z winy mediów – informacja wszak pochodziła z ust samego Richarda Yu z Huaweia, a teraz jego biedni podwładni muszą poprawiać swojego prezesa i delikatnie tłumaczyć mediom, że szefa nieco poniosło. Tak jak w tym oświadczeniu nadesłanym do Android Authority.

Odblokowany bootloader to możliwość łatwego podmienienia platformy operacyjnej na inną. Jeżeli więc z jakiegoś względu nie podoba nam się EMUI (przerobiony przez Huaweia Android) możemy spróbować przetestować jakiś system tworzony przez entuzjastów. Może Lineage OS? Albo wręcz jakiś mobilny Linux? Choć warto pamiętać, że łatwe to pojęcie względne. W tym przypadku oznacza brak konieczności walki z zabezpieczeniami od producenta. Nadal jednak wgranie nieoficjalnego systemu do telefonu wiąże się z pogodzeniem się z tym, że prawdopodobnie coś nie będzie działać.

Odblokowany bootloader to frajda dla grzebaczy. Nawet to nie pomoże telefonom Huawei Mate 30 w braku dostępu do Usług Play. A szkoda.

Wiele osób zauważa, że przecież aplikacje można pobierać z innych źródeł niż Sklep Play – są nawet narzędzia do wyciągania z tegoż sklepu plików instalacyjnych tychże aplikacji. W teorii, jak ktoś nie ma lepszych zajęć w swoim życiu, można samodzielnie instalować te programy. I cyklicznie ręcznie je wszystkie aktualizować. Jest to skrajnie niewygodne i zabiera dużo czasu, ale jest to możliwe. I tak, tyczy się to również aplikacji firmy Google.

Problem w tym, że poza wspomnianą niewygodą, instalowanie aplikacji spoza Sklepu Play lub za pomocą nieautoryzowanego klienta tegoż sklepu i tak może zakończyć się porażką.

Liczne aplikacje sprawdzają, czy urządzenie na którym są zainstalowane, jest certyfikowane. Do popularnych przykładów należą chociażby Netflix czy lwia część aplikacji bankowych. Taka aplikacja zainstaluje się poprawnie, ale przy próbie jej uruchomienia powiadomi nas, że działać nie będzie – lub zadziała, ale w ograniczonym trybie. Podmiana EMUI na inny system niestety w tym nie pomoże.

Ogromna szkoda, bo technicznie Huawei Mate 30 zapowiada się na absolutnego killera.

Procesor, wyświetlacz, aparat, system akumulatorów – najnowsze dziecko firmy Huawei to zdecydowanie przedmiot pożądania dla technicznego geeka. Choć niestety, z uwagi na odcięcie od Sklepu Play, raczej tylko dla niego.

Prawdopodobnie iPhone 11 czy Galaxy S10 robią mniej udane zdjęcia czy dłużej ładują akumulator lub są słabsze pod innym względem. Tylko co z tego, skoro wszystko na nich działa – zawsze i bez kombinowania. Nikt nie ma czasu na mocowanie się z każdą z aplikacji.

Jest mi niezmiernie przykro, że polityka zniszczyła ofertę jednej z najbardziej innowacyjnych i imponujących firm z branży. I komu trzeba, chętnie zaprotestuję. Wydaje mi się jednak, że – podobnie jak większość z was – wolimy, by nasz telefon po prostu działał. A Galaxy S10 czy iPhone 11 to, podobnież jak Huawei Mate 30, rewelacyjne urządzenia. Przy których grzebać możemy, jeśli najdzie nas ochota, ale co w żadnym razie nie jest obowiązkiem, by jako-tako to działało.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst