Gry  / Artykuł

Wspierany przez Spider's Web Check-Point walczył z Virtus.pro. Pytamy, jakie to uczucie - mierzyć się z idolami

Polscy zawodnicy Counter-Strike nie mają ostatnio nawet dnia odpoczynku. Chwilowa przerwa od Polskiej Ligi Esportowej pozwoliła na rozegranie kwalifikacji do WESG (World Electronic Sports Games). Wśród drużyn walczących o jedno z dwóch miejsc w prestiżowych, międzynarodowych rozgrywkach, znalazł się również wspierany przez Redakcję Spider’s Web Check-Point. Kwalifikacje pozwoliły naszym zawodnikom zmierzyć się z jedną z największych legend Counter Strike’a, Virtus.pro.

Poprzednia edycja WESG przyniosła polskiej scenie Counter Strike’a sporo rozgłosu. Virtus.pro przegrało wtedy w półfinale z Team Kinguin, a oba zespoły wyjechały z Changzhou bogatsze łącznie o 600 tysięcy dolarów. Pula nagród wyniosła równe półtora miliona dolarów, turniej cieszył się sporą popularnością. Nic więc dziwnego, że doczekaliśmy się kwalifikacji do kolejnej imprezy. Podobnie jak w zeszłym roku, podstawowym założeniem WESG jest rywalizacja pomiędzy najlepszymi drużynami z różnych krajów.

W ramach zakończonych już polskich kwalifikacji nasza drużyna Check-Point stanęła oko w oko z Virtus.pro.

Dzień po skończonym meczu miałem okazję porozmawiać z menadżerem zespołu, Łukaszem "Necro" Leszczyńskim oraz zadać kilka pytań Karolowi "NATSU" Olszakowi, prowadzącemu Check-Point.

Obaj powtórzyli niemalże tę samą rzecz, kiedy pytałem ich o nastawienie przed meczem z Virtus.pro. Jeszcze niedawno patrzyli na nich niczym na bohaterów narodowych, a teraz spotykają się razem na serwerze. Stają na drodze Virtus.pro przy okazji ważnego, istotnego dla obu drużyn wydarzenia. Może nie mamy do czynienia z pełnym BO3, czego pewnie chłopaki z Check-Point chcieliby najbardziej, ale możliwość stawienia czoła zespołowi o takich osiągnięciach cieszy sama w sobie. Słychać było szacunek do rywala i radość z tej szansy w wypowiedzi Łukasza Leszczyńskiego:

Walczymy aktualnie z zespołami, którym wcześniej kibicowaliśmy, jak wczorajsze spotkanie z Virtus.pro. Każdy z nas w jakimś stopniu podziwiał tę drużynę, był fanem, a teraz przychodzi taki moment, kiedy gramy z nimi oficjalne mecze.

Początek całego wydarzenia ewidentnie sprzyjał Check-Pointowi. Według tego, co powiedział mi w krótkim wywiadzie Karol "NATSU" Olszak, zawodnicy nastawiali się na rozegranie inferno lub mirage’a - map, na których czują się najlepiej. Udało się doprowadzić do pierwszej z nich, a nawet w bardzo ładnym stylu wygrać rundę pistoletową. Proste, szybkie wejście na B, dwa, piękne headshoty Piotra "pTr" Pietrzyka i otwarta droga do podłożenia bomby. Wystarczyło jedynie przypilnować swoich pleców, poczekać na graczy Virtus.pro i skończyć rundę.

Niestety druga runda wpadła na konto przeciwników, a niedługo po niej trzy kolejne.

Tak jak powiedział NATSU w rozmowie ze mną, trudno było wrócić do tak rozpoczętego spotkania. Po kilku przegranych rundach z rzędu nie mogli opanować ekonomii, ciągle brakowało czegoś w ekwipunku terrorystów. Mecze z takimi rywalami wygrywa się wpadając w odpowiedni rytm. Check-Point urwał kilka punktów Virtusom, ale był to bardziej pokaz umiejętności indywidualnych graczy niż seria zwycięskich rund.

Poniżej możecie zobaczyć jedną z kilku takich wygranych. Dawid "katovksy" Stefański zalicza trzy piękne zabójstwa:

Oprócz udanej rundy pistoletowej, ładnego wejścia na B z pełnym ekwipunkiem oraz katovsky’ego z CZ75, Pasha zaliczył kolejne świetne spotkanie. Jarosław Jarząbkowski zakończył mecz przeciwko Check-Point ze statystykami 26/8, potwierdzając swoją aktualną formę. AWP-er Virtus.pro pokazuje, że jest jedynym zawodnikiem swojej drużyny, po którym widać wyraźną poprawę w najsłabszym dla nich okresie.

Solidny mecz rozegrał również Filip "NEO" Kubski i Janusz "Snax" Pogorzelski. Kilka dni temu po Internecie krążył krótki zapis ze streama żony pierwszego z nich, gdzie pokazywała, jak NEO po przegranym meczu godzinami siedzi na deathmatchu, trenując przed następnymi spotkaniami. Najwyraźniej ciężka praca przyniosła swoje efekty, bo Filip nie zdejmował celownika z głów rywali…

Koniec końców, zakończony wynikiem 16-5 mecz na inferno był dosyć jednostronny, a większość widzów na pewno spodziewała się zwycięzcy tego pojedynku już w pierwszych rundach. Jest to bez wątpienia bardzo cenna lekcja dla zawodników Check-Point na drodze do utrzymania się w PLE i równej, zaciętej walki z najlepszymi drużynami. Łukasz Leszczyński, zapytany o to, czego brakuje im w tym momencie do większych sukcesów odpowiedział jednoznacznie, że czas jest bardzo istotnym czynnikiem:

Moim zdaniem naszej drużynie jest potrzebny czas, by ograć się z tymi lepszymi drużynami i nie bać się rywalizować z nimi. Dużą rolę w meczach pełni psychika. Musimy przyzwyczaić się do wyższego szczebla rozgrywek.

Gramy ze sobą od krótkiego czasu, zawodnicy nie są też w stanie całkowicie poświęcić się grze, każdy ma jakieś obowiązki. Mam nadzieję, że to wszystko pójdzie w dobrym kierunku, ponieważ mamy ambitnych zawodników, którzy chcą wygrywać.

Check-Point rozegrał ostatnio w Polskiej Lidze Esportowej kilka trudnych spotkań. Teraz czekają ich mecze z rywalami, którzy są bardziej w zasięgu ręki niż Pride czy Kinguin. Widać postępy w grze, chęć do gry oraz ambicję, by osiągnąć znacznie więcej, niż kwalifikacje do jednej ligi.

Pozostaje śledzić kolejne mecze Check-Point i obserwować, czy za kilka miesięcy nie urodzi się z tego drużyna zdolna do walki o najwyższe pozycje w kraju.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst