Oprogramowanie  / Artykuł

Monachium po 9 latach rozważa rezygnację z Linuksa. Ja wytrzymałem 9 godzin

396 interakcji
dołącz do dyskusji

Ręce mi się trzęsą na myśl, że zostałem oddelegowany do stworzenia kolejnego wpisu na temat Linuksa, bo już ja dobrze wiem jak to się kończy z pisaniem o tym systemie. Zaraz rozszarpią mnie w komentarzach jego fanatycy. Jest ich - jak to mówią - mało, ale za to wariaty. 

Oczywiście chodzi mi o Linuksa w wersji konsumencko-pecetowej, bo jak powszechnie już przecież wiadomo - można sobie zakłamywać rzeczywistość i kpić do woli, ale pingwin generalnie rządzi światem, choćby na naszych smartfonach i rok Linuksa trwa nieustannie gdzieś tak od 2011. Ale z Linuksem jako alternatywą dla Windowsa na PC generalnie nie jest, przynajmniej opierając się na moich doświadczeniach, zbyt dobrze i do takiego wniosku doszli ostatnio między innymi urzędnicy w Monachium.

Linux Master Race

Ja jestem w stanie ich zrozumieć, ponieważ wszystkie moje przygody z Linuksem kończą się tragicznie, w ostatnim podejściu skapitulowałem już po 9 godzinach. No niby mógłbym przezwyciężyć te trudności, niby mógłbym nawet nauczyć się programować i niby mógłbym sam sobie pisać sterowniki do połowy podzespołów, których nie chcą wykrywać Mint i Ubuntu, ale po co? Jestem tylko jednym z miliardów użytkowników komputerów, dla których prymitywny, prostacki, archaiczny, uwłaczający inteligencji Windows jest rozwiązaniem w zupełności wystarczającym. Powiem wam więcej, ja te okienka nawet lubię.

I do tych miliardów zadowolonych ze swojego prymitywnego Windowsa jamochłonów zaliczają się także urzędnicy z Monachium. A to dlatego, że Linux, czy w zasadzie LiMux, z którego korzystają w Monachium nie przypadł do gustu pracującym w ratuszu urzędnikom. Co więcej, okazało się, że przejście na otwarte oprogramowanie wcale nie ograniczyło kosztów. Z jednej strony nie trzeba płacić doli Microsoftowi, z drugiej - systemowi brak ważnych dla urzędników opcji, ciągle coś trzeba konfigurować, a w związku z tym potrzebne jest utrzymywanie sztabu technicznego. No i wreszcie sedno sprawy, "it's political", czyli jeden z burmistrzów miasta to po prostu daleki krewny Maćka Gajewskiego i siłą rzeczy jest fanem Windowsa i pakietu Office.

Należy przy tym nadmienić, że Linux w tej monachijskiej debacie ma też swoich obrońców. Wskazują oni na ideologiczne uwiązanie do Microsoftu oraz konieczność wymiany sprzętu na o wiele nowszy, by sprostać wygórowanym wymaganiom kolejnych wersji Windowsa.

Linux w Monachium się nie sprawdza, ale to niekoniecznie wina Linuksa

Jakkolwiek z artykułu można wysnuć wniosek, iż nie jestem przesadnym fanem tego systemu operacyjnego - nic bardziej mylnego. Żartuję sobie, ale z sympatią. Decyzję na temat tego, czy dla urzędników lepszy jest Windows, czy jednak Linux, pozostawiam ekspertom. Natomiast niewątpliwie wdrażanie tego typu inicjatyw powinno mieć charakter kompleksowy - a więc na szczeblu krajowych, a w przypadku państwa takiego jak Polska - może nawet na szczeblu unijnym. Przy takiej skali projektu, taki Eurolux czy Polux (zwał jak zwał) prawdopodobnie wyzbyłby się wad, z którymi boryka się monachijska wersja tego eksperymentu - między innymi brakiem odpowiedniego oprogramowania oraz niekompatybilnością z innymi niemieckimi miastami.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst