Sprzęt  / Artykuł

Ile BlackBerry w BlackBerry Priv, czyli wszystko co wiemy o jeżynie z Androidem

Nie udało się utrzymać wszystkiego na temat BlackBerry Priv w tajemnicy przed jego sklepowym debiutem. Mówiąc dokładniej, nie udało się w tajemnicy utrzymać praktycznie niczego, wliczając to nie tylko pełną specyfikację, ale także cenę urządzenia. Zobaczmy więc, z czym tak naprawdę mamy do czynienia w przypadku pierwszego smartfonu BlackBerry z systemem innym, niż w pełni autorskim.

Żeby całkowicie zniechęcić, albo wręcz przeciwnie - zachęcić potencjalnych kupców, już na wstępie trzeba zaznaczyć, że Priv nie będzie tanim urządzeniem. Jego cena ma wynieść około 750 dol. amerykańskich lub 950 dol. kanadyjskich. W Wielkiej Brytanii wyceniono go natomiast na mniej więcej 579 funtów. Oficjalna cena wynosi 699 dol. amerykańskich, 899 dol. kanadyjskich albo 559 funtów. Ktokolwiek więc liczył na to, że BlackBerry będzie starało się zawalczyć o klientów nie tylko dobrą specyfikacją, Androidem z dodatkowymi warstwami bezpieczeństwa czy autorskimi aplikacjami, ale i ceną, niestety mocno się rozczaruje.

Poniżej szybkie porównanie ceny Priva (oferowanego w wersji 32 GB) z innymi urządzeniami z tej półki cenowej lub o zbliżonej specyfikacji:

Oczywiście ostatecznej oceny kosztu ewentualnego zakupu Priv'a każdy musi dokonać samodzielnie. Dla niektórych kombinacja sporego ekranu dotykowego i (prawdopodobnie) świetnej klawiatury fizycznej, połączona z Androidem i aplikacjami od BlackBerry będzie warta tych pieniędzy. Niektórzy mogą mieć natomiast sporo wątpliwości, czy warto płacić za produkt od BlackBerry tyle samo, ile można zapłacić za smartfon od Apple'a czy Samsunga.

Ale to już kwestia osobistych preferencji, choć na "okazję" BlackBerry nikogo raczej nie złapie. Trudno też liczyć na to, że - przynajmniej biorąc pod uwagę jedynie cenę - faktycznie będzie to model, który od startu zacznie się rozchodzić w milionach. Chyba że odpowiednie oferty przygotują operatorzy - na razie w tym temacie informacji jest jeszcze zbyt mało, żeby cokolwiek prognozować.

Premiera? Wiele wskazuje na to, że już jutro, przynajmniej na wybranych rynkach. AKTUALIZACJA: Telefon można kupować od piątku (23.10.2015), a do pierwszych klientów trafi już za mniej więcej dwa tygodnie (6.11.2015).

Co pod maską?

BlackBerry miało początkowo trochę problemów z jednoznacznym przekazaniem potencjalnym klientom specyfikacji swojego urządzenia. Na szczęście z czasem coraz więcej elementów i podzespołów Priva potwierdzało się, a dziś w nocy opublikowano nawet (choć przez pomyłkę i tylko na chwilę) kompletną specyfikację. W "tabelkowych" porównaniach w kolumnie z Privem będzie więc można wpisać następujące parametry:

  • Wymiary: 147 (184 otwarty) x 77,2 x 9,4 mm
  • Masa: 192 g
  • Wyświetlacz: 5,4", 2560x1440 pikseli, 2,5D, AMOLED, Gorilla Glass 4
  • Procesor: 64-bitowy, sześciordzeniowy Snapdragon 808 (8992), dwa rdzenie Cortex-A57 (1,8 GHz), cztery rdzenie Cortex-A53 (1,44 GHz)
  • RAM: 3 GB
  • Pamięć: 32 GB
  • Karty pamięci: tak, do 2 TB
  • Aparat główny: 18 MPX, f /2.2, wideo 4K przy 30 kl/s (FHD - 60 kl/s), optyczna stabilizacja obrazu, dwie diody doświetlające, optyka Schneider-Kreuznach
  • Aparat przedni: 2 MPX, f/2.8, wideo 720p
  • Akumulator: 3410 mAh, do 22,5h pracy, bez możliwości samodzielnej wymiany
  • USB: 2.0
  • WiFi: a/b/g/n/ac, dwuzakresowe (2.4/5 GHz), WiFi Direct
  • Bluetooth: 4.1 LE
  • GPS: tak, z aGPS
  • NFC: tak
  • Czujniki: akcelerometr, żyroskop, zbliżeniowy, oświetlenia, magnetometr, wysokości
  • Audio: 3 mikrofony, wyjście audio 3,5 mm, BlackBerry Natural Sound, Vitual Back Volume Speaker
  • Klawiatura: 4-rzędowa, fizyczne przyciski z warstwą dotykową (gesty)
  • System operacyjny: Android 5.1.1
  • Dodatkowe aplikacje: m.in. BlackBerry Hub, BlackBerry Calendar, BlackBerry Contacts, DTEK, BBM

Oprócz tego oczywiście do dyspozycji oddany zostanie cały wachlarz możliwości oferowanych przez Androida w wydaniu Google'a, oraz dedykowanych Androidowi aplikacji.

Co tak naprawdę wyróżnia Priva?

Powiedzmy sobie szczerze - spora część wymienionych wyżej parametrów nie robi piorunującego wrażenia. BlackBerry dawno nie ma już też tak mocnej marki, jak obecnie Samsung ze swoim Galaxy czy Apple z iPhone'em. Ba, w ciągu ostatnich lat renomę wypracowali sobie także ci, z których BlackBerry mogło się kiedyś śmiać, albo ci, których w czasach świetności nie było jeszcze w ogóle na rynku. Nexusy, świetne urządzenia od LG, Huawei, mocne marketingowo (i pod względem specyfikacji) OnePlus, a także mniejsi, ale istotni gracze, tacy jak Meizu. To już niestety nie czasy, kiedy każdy nowy produkt od BlackBerry świat wita z otwartymi ramionami. Teraz BlackBerry próbuje się ponownie wepchnąć nawet nie tyle do czołówki, co w ogóle do tej liczącej się części stawki.

Pomóc może w tym fakt, że Priv ma kilka mocnych elementów wyróżniających - zaczynając oczywiście od fizycznej klawiatury z warstwą dotykową, umożliwiającą łatwiejszą nawigację przy rozsuniętym telefonie, przez zagięty wzdłuż dłuższych krawędzi ekran, aż po zestaw dodatkowych warstw zabezpieczających system i sprzęt. Trudno przy tym jednoznacznie określić, jak istotny dla przeciętnego konsumenta będzie ten ostatni element. Bezpieczeństwo sprzedać jest niesamowicie trudno i można wątpić w to, że uda się to właśnie kanadyjskiej firmie.

Pozostaje więc (w ujęciu nie-korporacyjnym) zapowiadający się doskonale ekran oraz klawiatura. Część osób może to z pewnością przekonać. Jak wiele? Tu można jedynie zgadywać - z jednej strony takiego połączenia nie otrzyma się u absolutnie żadnego innego producenta. Z drugiej strony, po 8 latach od premiery pierwszego iPhone'a, zapotrzebowanie na fizyczne klawiatury może być marginalne.

Ile BlackBerry w Androidzie?

I tutaj właśnie pojawia się najpoważniejszy problem. Nie dla postronnych osób, które być może teraz zwrócą uwagę na Priv'a, ale dla dotychczasowych użytkowników BlackBerry. Zamiast BlackBerry 10 mamy tu do czynienia z Androidem w wersji 5.1.1 i prawdopodobnie żadne modły nie spowodują, że Kanadyjczycy zdecydują się na wydanie odmiany pracującej pod kontrolą autorskiego systemu operacyjnego. Bo i zresztą nie miałoby to nawet odrobiny sensu. Czas się z tym pogodzić. Tak samo jak z brakiem również absurdalnej opcji dual boot. O legendarnym "supervisorze" lepiej nawet nie wspominać.

Zacznijmy jednak od tego, co najciekawsze. Android w wydaniu BlackBerry, choć certyfikowany przez Google, nie jest całkowicie "czystym" Androidem. Wręcz przeciwnie - choć zmian na pierwszy rzut oka może i nie widać zbyt wiele, pod maską dzieje się naprawdę sporo.

Już samo linuksowe jądro zostało specjalnie, dodatkowo zabezpieczone (odpowiednio przygotowane jądro od Grsecurity), a i podczas procesu uruchamiania urządzenia weryfikowane jest, czy żaden z elementów urządzenia (zarówno sprzętowych, jak i programowych) nie był poddawany żadnym modyfikacjom. Urządzenie oferuje też szyfrowanie pamięci na poziomie wymaganym przez certyfikat FIPS 140-2, oraz oczywiście współpracuje z takimi rozwiązaniami jak BES12 czy Android for Work.

priv 2

Nie zabrakło też propozycji widocznych dla użytkownika i zarządzanych bezpośrednio przez niego. Na wyposażeniu smartfona BlackBerry znajdzie się aplikacja DTEK, mająca zapewnić nam dostęp do informacji na temat tego, na ile bezpieczny jest nasz telefon, uwzględniając np. to, jak instalowane przez nas aplikacje korzystają z naszych danych. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że niezależnie od tego, jak dodatkowo zabezpieczony będzie telefon, użytkownik, instalujący co popadnie i skąd popadnie, może łatwo wpaść w tarapaty.

Z dodatków, z których prawdopodobnie skorzysta najwięcej osób, koniecznie trzeba wymienić oczywiście zestaw aplikacji użytkowych od BlackBerry - od świetnego Huba, przez różnego rodzaju aplikacje do organizacji naszego czasu czy zarządzania kontaktami. Jak dobre jednak będą na "cudzej" platformie i czy będą faktycznie lepsze od tego, co można obecnie znaleźć w Google Play - o tym dopiero się przekonamy.

Czego zabrakło?

Poza samym BlackBerry 10 - tego, co było w nim najciekawsze, czyli obsługi gestami. Zostajemy z tym, co oferuje Android. Nie szukajmy także nigdzie pod maską QNX, który pełnił rolę podstawy dla BlackBerry 10. Nie, nie ma go. Koniec i kropka.

I naprawdę, jeśli ktokolwiek kibicuje BlackBerry, powinien trzymać kciuki za to, żeby wersja z BB10 nigdy się nie pojawiła. Przynajmniej dopóki dział sprzętowy nie stanie faktycznie na nogi. Czyli może za kilka lat, a może nawet nigdy.

Co z tego będzie?

W tej chwili dość trudno powiedzieć. BlackBerry w końcu, po raz pierwszy od kilku lat, ma mocny telefon oferujący od strony systemowej to, czego chcą klienci, bez konieczności decydowania się na żadne kompromisy. Do tego dochodzi jeszcze kilka mocnych, widocznych na pierwszy rzut oka czynników wyróżniających, które gwarantują, że o Privie będzie się sporo mówić.

Z drugiej strony cena tego modelu BlackBerry, nawet jeśli z czasem odrobinę spadnie, nie wydaje się niesamowicie atrakcyjna na tle konkurencji, a do tego dochodzą jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, chcemy czy nie, klienci w większości nadal wątpią w przyszłość kanadyjskiej firmy i nie wiadomo, czy chcą powierzyć jej aż tyle gotówki. Po drugie, Priv debiutuje z Androidem 5.1.1 w momencie, kiedy inni producenci prezentują już urządzenia z tym samym systemem, ale w wersji 6.0. A jak długo zajmie BlackBerry przygotowanie bezpiecznego Androida 6.0 - nie wiadomo.

Mimo wszystko trzymam za Priva kciuki, choć sam wątpię, czy udam się do niego do sklepu. I w tym trzymaniu kciuków nie chodzi jedynie o sympatię do marki, ale o fakt, że konkurencji na rynku nigdy zbyt wiele. Tym bardziej, że kto wie - może bezpieczeństwo stanie się nową modą wśród producentów smartfonów, szczególnie tych z Androidem?

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst