Tech  / News

WhatsApp z kolejną setką milionów duszyczek, czyli Zuckerberg jak nie wejdzie drzwiami, to oknem spróbuje

Osoby odpowiedzialne za rozwój WhatsApp mają powód do radości i nie jest to związane z możliwością dysponowania miliardami dolarów od Marka Zuckerberga. Z ich komunikatora korzysta już bowiem ponad 600 milionów osób, a to genialny wynik którego może pozazdrościć konkurencja. Nadal nie rozumiem fenomenu tej aplikacji, ale nie sposób nie nazwać takiej bazy klientów sukcesem. Czasami z liczbami po prostu ciężko się kłócić.

WhatsApp jest jedną z tych aplikacji, które stały się globalnym fenomenem tak naprawdę bez wyraźnej przyczyny. Nie chcę tu umniejszać zasług jej twórcom, ale to po prostu jeden z dziesiątek komunikatorów dostępnym na urządzenia mobilne, który jakimś cudem “chwycił”. Z pewnością głośne, medialne przejęcie przez Facebooka dodało mu nieco popularności w ostatnich miesiącach, ale już wcześniej ta aplikacja święciła sukcesy.

Ten komunikator mobilny zastępujący SMS-y w zalewie podobnych usług przykuł uwagę Marka Zuckerberga.

android opera viber instagram whatsapp youtube flickr facebook

Przejęcie WhatsApp za kilkanaście miliardów dolarów było jednym z najgoręcej komentowanych wydarzeń w świecie startupów i nowych technologii. Wycena tego istniejącego kilka lat komunikatora przebiła nie tylko - wydawałoby się swego czasu, przeszacowanego - Instagrama, ale też Skype’a, a nawet Nokię i Motorolę.

Istne szaleństwo bez racjonalnych podstaw. Zwłaszcza w biorąc pod uwagę rozwijania przez Facebooka własnego Messengera, który ostatnio został wreszcie wydzielony z głównej aplikacji mobilnej do obsługi portalu. Firma Zuckerberga zresztą eksperymentuje z modułem wiadomości w Instagramie i nie ma widocznego pomysłu na konsolidację usług.

Sam Whatsapp mimo wszystko nie ucierpiał na tym przejęciu.

whatsapp-logo

Przejęcie WhatsAppa przez Facebooka wyglądało na nieco impulsywne, jeśli oczywiście można powiedzieć tak o transakcji gdzie w grę wchodzą tak ogromne pieniądze. Po prostu nie widać, jak Facebook chce wytłumaczyć ten zakup w racjonalny sposób. Komunikator ten na siebie nie zarabia mimo wersji premium, kosztującego dolara za rok po pierwszym roku “gratis” i nie serwuje użytkownikom reklam.

Facebook nie spina też WhatsAppa z portalem społecznościowym jak miało to miejsce w przypadku Instagrama. Komunikator istnieje w bańce i oderwaniu od reszty biznesu Zuckerberga oraz… gromadzi bazę użytkowników. Najwyraźniej Zuckerberg nie chciał po prostu, by najpopularniejszy mobilny komunikator świata wpadł w ręce innej firmy. Mark miał też zakusy na to, by posiadać popularny komunikator, a użytkownicy nie pokochali Messengera tak, jak WhatsAppa.

I tak jak logikę Marka w tym przejęciu jestem w stanie sobie jakoś pokrętnie wytłumaczyć, tak nie mogę do końca zrozumieć osób korzystających z tego komunikatora.

WhatsApp

WhatsApp z pozoru nie wygląda na najlepszy komunikator dostępny na rynku, ale ze statystyk wiemy, że użytkownicy wybierają właśnie jego - z aplikacji aktywnie korzysta 600 mln. osób miesięcznie. Skąd ta liczba? WhatsApp przedstawiany jest jako zastępca SMS-ów, ale w krajach rozwiniętych nielimitowane SMS-y są już najczęściej i tak wliczone w abonament. Rozmowy tekstowe, audio i wideo można prowadzić przez masę innych programów, co zresztą ludzie robią, bo taki WeChat ma blisko 450 mln. użytkowników, Viber 100 mln., a Tango 70 mln. Tylko to WhatsApp jest na czele stawki i ciągle rośnie. Ostatnie 100 mln. aktywnych kont zebrane zostało w zaledwie 4 miesiące.

Owszem, zaletą WhatsAppa jest dostępność aplikacji dostępowej na większość systemów mobilnych, w tym na te mniej popularne. Jeśli miałbym wskazać na jedną funkcję, która pozwoliła się wybić właśnie temu komunikatorowi, to wskazałbym właśnie multiplatformowość, której brakuje chociażby Google Hangouts, o takim iMessage nie wspominając. BlackBerry opuściło o kilka lat za późno smartfony kanadyjskiej firmy, a Facebook Messenger… cóż, najlepszym komunikatorem świata go nie nazwę. Ma też balast w postaci całego profilu w serwisie społecznościowym.

WhatsApp może i jest zastępstwem dla SMS-ów, zwłaszcza w krajach rozwijających się, ale ma przy tym niestety jedną, zasadniczą wadę.

whatsapp

Żyjemy w czasach, gdzie usługi oderwane są już od urządzeń. Sprzęty komputerowe, czyli laptopy, smartfony i tablety sprowadzają się coraz częściej do roli podłączonego do globalnej sieci okienka na chmurę, w której trzymamy swoje dane. Usługi i aplikacje nastawione są nie tylko na multiplatformowość, ale też na działanie w wielu różnych lokalizacjach jednocześnie. Owszem, jest to bardziej skomplikowane, ale dla końcowego użytkownika po prostu wygodne.

Microsoft w pocie czoła pracuje nad tym, żeby Skype wreszcie przestał dublować powiadomienia o nowych wiadomościach na każdym urządzeniu, a najnowszy Messenger i ciągle świeży Google Hangouts od początku były projektowane z myślą o wykorzystaniu na sprzętach mobilnych i komputerach. W przypadku WhatsApp mamy za to do czynienia wręcz z przedpotopową usługą.

jan-koum-whatsapp

Zakupiony przez Marka Zuckerberga komunikator opiera się o numery telefonów, co pozwala szybko zbudować książkę adresową i eliminuje konieczność zakładania nowego konta. Uwiązuje to jednak konto użytkownika do urządzenia oraz… karty SIM. Nie sposób kontynuować rozpoczętej rozmowy na telefonie z poziomu komputera lub tabletu, jak w przypadku każdego nowoczesnego komunikatora.

WhatsApp to rzeczywiście nie następca, a tylko zastępca SMS-ów. Pewnie dlatego jako geek nie mogę się do niego przekonać, a zwykli użytkownicy nie widzą żadnego problemu.

---

Część grafik i zdjęć pochodzi z serwisu Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst