Oprogramowanie  / News

Brawo rodacy! Najlepsi programiści pochodzą z Polski

I po raz kolejny to udowodnili. Pokonali koderów z całego świata, zwyciężając pierwsze mistrzostwa świata w programowaniu. Wrócą w chwale, nagrodą finansową i… toporami.

Mówi wam coś nazwa „Need for C”? Pewnie nie, a części z was skojarzy się z kolejną odsłoną serii gier wyścigowych. I nie jest to tak do końca złe skojarzenie. To nazwa zespołu programistów, którzy wygrali mistrzostwa świata „Hello World Open 2014”. I przekroczyli metę w wielkim stylu, niczym mocarne Lamborghini.

Mistrzostwa zostały zorganizowane z myślą o promowaniu zajęcia, jakim jest programowanie. Organizatorzy, jak twierdzą, chcą przełamać stereotypy, że zawód programisty to najnudniejsze zajęci pod słońcem i zainspirować młodzież do zgłębienia tematu. Nie każdy ma predyspozycje, by być koderem. Ale, jak twierdzą organizatorzy, zbyt wiele osób nie bierze tego pod uwagę, mimo iż mają odpowiednie zdolności i czuliby się w tym jak ryba w wodzie.

Do finałów trafiło siedem wyjątkowo utalentowanych zespołów. Ale to Tomek Żurkowski, Piotrek Żurkowski i Wojtek Jaskowski pokazali innym, gdzie raki zimują. Nagrody nie były zbyt okazałe. Otrzymali, do podziału, pięć tysięcy euro oraz… topory firmy Fiskars, która była jednym ze sponsorów i która zajmuje się produkcją narzędzi.

Pokazali klasę, ale nie było łatwo

Wszystko zaczęło się w kwietniu. Wtedy to bowiem ruszyły rundy kwalifikacyjne, w których brało udział czterech tysięcy programistów z 92 krajów. Ich zadaniem było stworzenie wirtualnego samochodu wyścigowego i dopasowanie do niego sztucznej inteligencji tak, by bez żadnej ingerencji ze strony człowieka wygrał wirtualny wyścig, zmagając się z innymi pojazdami oraz zmiennymi warunkami na trasie.

Need for C cieszą się z wygranej
Need for C cieszą się z wygranej

Polacy po wymagającej walce zakwalifikowali się do finałów. Mieli jednak godnych przeciwników. Musieli stanąć do walki z najlepszymi koderami ze Słowacji, Finlandii, aż dwoma zespołami z Brazylii i trzema z Rosji. Finały nie odbywały się wirtualnie, a przy żywej publiczności, a wyścig wirtualnych pojazdów był relacjonowany na telebimach.

Takim inicjatywom należy tylko przyklasnąć

Oczywiście, jestem pełen uznania dla Polaków i ich triumfu. Ale mam jeszcze więcej uznania dla samych organizatorów tych mistrzostw. Programiści są bowiem w cenie jak nigdy dotąd. To zawód, w którym, jeżeli będziesz dobry, możesz liczyć na chwałę, splendor i mamonę. A jeżeli nie tak dobry… to i tak roboty dla ciebie nie zabraknie.

Programiści bowiem biorą udział w projektowaniu, tka na dobrą sprawę, wszystkiego. Większością produktów i usług, z jakich korzystamy, zarządza mniej lub bardziej skomplikowane oprogramowanie. Komórki, lodówki, telewizory, aplikacje mobilne, bankomaty, czytniki kodów kreskowych… można wymieniać i wymieniać. Wszystko to trzeba zaprogramować.

A to dopiero początek. Coraz więcej mówi się o Internecie Rzeczy, czyli małych, prostych urządzeniach komunikujących się między sobą i z Siecią bezprzewodowo. Innowacja goni innowację. A nawet najwięksi wizjonerzy, jak Steve Jobs, Jeff Bezos czy inni potrzebują programistów, by ci wcielili ich ideę w życie.

Programiści kują naszą przyszłość, będą tworzyć nasz świat, w którym będziemy żyć. Wiem, że ja się do tego nie nadaję. Brakuje mi cierpliwości i wyobraźni. Ale nie żywię niczego poza wielkim uznaniem dla tych, którzy są w tym dobrzy. Bo każdego dnia ich praca ułatwia mi życie. I mam nadzieję, że ten konkurs i jemu podobne zainspirują wielu młodych ludzi, by spróbowali swoich sił.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst