Sprzęt

Fabryczny reset smartfonu z Windows Phone to przygoda pełna wrażeń

251 interakcji
dołącz do dyskusji

Uwaga, ostrzegamy posiadaczy iPhone’a! Czytanie poniższego tekstu może zaowocować wybuchami niekontrolowanego śmiechu. Czytać na własną odpowiedzialność!

O Windows Phone 7 można było powiedzieć wiele rzeczy, ale jedno trzeba mu przyznać: był to system absolutnie bezproblemowy i bezawaryjny. Pal licho to, że działał płynnie nawet na low-endach. Chodzi mi o to, że smartfonu z tym systemem nigdy nie musiałem naprawiać. Czasem, bardzo rzadko, potrafił się zawiesić, co wymuszało reboot telefonu, ale to tyle. Microsoft wykonał pod tym względem znakomitą robotę, co ostatecznie zdecydowało o moim wyborze tej platformy.

Z Windows Phone 8 już nie jest tak świetnie. Przesiadka na jądro NT z jądra CE i dodanie tony nowych funkcji wywołały więcej problemów, niż powinny. Do czasu opublikowania aktualizacji GDR1, znanej również jako Portico, wiele osób skarżyło się na ciągłe zawieszanie się systemu. Mnie akurat ta plaga nie dotknęła, ale setek skarg na forach ignorować nie wolno.

Pojawiają się za to inne błędy, które irytują. Po raz pierwszy zresetowałem do ustawień fabrycznych moją Lumię, kiedy to aktualizacja jednej z aplikacji systemowych zakończyła się niepowodzeniem, blokując dostęp do siebie samej. Zbyt często z niej korzystałem, by to zignorować. Mogłem czekać na kolejną aktualizację, co by rozwiązało sprawę, ale postanowiłem to zrobić ręcznie, bo licho wie kiedy będzie kolejny update. Zakończyło się to dość dramatycznie. Lumia 920 ma udokumentowany (setkami skarg) błąd w pierwszej wersji firmware’u, który „brickuje” telefon po fabrycznym resecie. W tamtych czasach Nokia jednak przymykała oko na „alternatywne klienty serwisowe”, pozwalając na połączenie się z jej serwerami, pobranie firmware’u i samodzielne jego wgranie. To banalnie proste, ale przyznajmy, że spodziewać się tego od zwykłego klienta to absurd. Nokia Care naprawia to za darmo, od ręki, ale telefon to narzędzie, które niechętnie oddajemy do serwisu, jest to w dzisiejszych czasach narzędzie podstawowej potrzeby, przynajmniej dla niektórych.

Pojawiły się aktualizacje, które likwidują ten problem. Sam Windows Phone 8 jednak nie stracił na narowistości. Okazało się, że ma kolejny błąd związany z automatycznym przesyłaniem zdjęć na SkyDrive. Wysyłane zdjęcia nie są czyszczone z pamięci podręcznej, z czasem więc mamy coraz mniej wolnego miejsca do naszej dyspozycji. Nokia zareagowała szybko, udostępniając swoją własną aplikację, która czyściła ową pamięć. Mam Nokię, problem mnie ominął. Ale pojawiły się kolejne.

Jakiś miesiąc temu przestały mi się automatycznie odświeżać kafelki. Konkretnie, chodzi tu o kafelki aplikacji ze Sklepu (a więc nie systemowe) i tylko te wyświetlające treści graficzne (te, które opierają się na powiadomieniach push, działały dalej). Odświeżanie kafelka następowało tylko po ręcznym uruchomieniu aplikacji. Z racji tego, że jedyny kafelek tego typu, jaki miałem, to aplikacja Weather, odpuściłem sobie resetowanie. Microsoft wie o problemie, w lipcu ma być aktualizacja Windows Phone’a, wytrzymam. Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że kafelki to przecież jedna z głównych zalet tego systemu! A więc wadliwy key feature! Inne osoby, które mają więcej kafelków wyżej wspomnianego typu, są wściekłe (czytając fora), i mają rację.

Druga usterka, jaka pojawiła się tydzień temu, w końcu przelała czarę goryczy. Popsuł się… klient pocztowy. Konkretniej, przestał usuwać wybrane wiadomości ze skrzynki poczty Outlook. Po usunięciu wiadomości znikała ona z klienta, z serwera… po czym znowu pojawiała się w kliencie i tylko tam. Mail to moje podstawowe narzędzie pracy, więc tego bałaganu zdzierżyć już nie mogłem.

Reset! A przy okazji naprawią się kafelki!

Posiadacze iPhone’a teraz zapewne drapią się po głowie. „Takie rzeczy rzadko zdarzają się w iOS, ale jeśli jednak coś się zepsuje, reset telefonu, kwadrans i po wszystkim”. No cóż, tak jak konieczność resetu Windows Phone’a zdarza się równie rzadko, tak sama myśl o tym planie budzi grozę. Już tłumaczę dlaczego

Mając w pamięci, że błąd z „brickowaniem” został usunięty przystąpiłem do działania. Resetuję telefon. Na ekranie pojawiają się koła zębate sygnalizujące, że telefon czyści dane. Robi to pięć, dziesięć, piętnaście, trzydzieści minut… błąd usunięty? Haha, dobre sobie! Oczywiście moja Nokia stała się cegłą, a wycieczka do serwisu gwarancyjnego nie napawa mnie radością. I tu pojawia się problem.

Nokia zaostrzyła politykę udostępniania oprogramowania układowego komuś innemu, niż salonom sprzedaży czy autoryzowanym serwisom. Pobranie klienta nieoficjalnego i firmware’u a następnie proste flashowanie nie wchodziło w grę. Na szczęście Internet jest niezawodny. Jest na to prosta metoda. Narusza on umowę licencyjną oprogramowania serwisowego Nokia, więc nie chcę publikować poradnika na ten temat. „windows phone spinning gears fix” wpisać w wyszukiwarkę i szukać na własną rękę (usterka jest na tyle kompromitująca, że mam czelność dać wam tę podpowiedź). Operacja pobrania 1,2-gigabajtowego obrazu systemu i wgranie go na telefon potrwała godzinę. Lumia „wstała”, radośnie się ze mną przywitała, po czym otworzyła kreator wstępnej konfiguracji.

wp_ss_20130619_0001

I tu pojawia się mój główny zarzut do Microsoftu. Windows Phone 7 nie pozwalał na tworzenie kopii zapasowych systemu. Windows Phone 8 tak. Z malutkim, drobniutkim wyjątkiem. Backup trzymany w chmurze SkyDrive obejmuje prawie wszystko. Ustawienia systemowe, ustawienia systemowych aplikacji, SMS-y, wiadomości, listę zainstalowanych aplikacji… brakuje tylko dwóch rzeczy. Po pierwsze, personalizacja Pulpitu. Kafelki należy sobie ułożyć od nowa. Zrobiłem własnoręczny backup w postaci zrzutów ekranu, więc to nie jest wielki problem. Na dodatek to dobra okazja do przemyślenia swojego layoutu. Drugi jednak jest poważniejszy. Dotyczy… danych aplikacji.

Oznacza to, ze po przywróceniu kopii zapasowej muszę uruchomić po kolei wszystkie 150 moich aplikacji i gier i wprowadzić swoje ustawienia (loginy i hasła, preferencje, połączenia z portalami społecznościowymi, czy z Czytnikiem Google, i tak dalej, i tak dalej). Wczoraj, zamiast grać w grę (w końcu kupiłem Tomb Raidera – miód!), cały wieczór spędziłem na pukaniu w ekran. Groza!

Na dodatek jest jeszcze w tym wszystkim jedna usterka, na szczęście drobna. Partnerzy OEM często preinstalują swoje aplikacje. HERE Maps, Samsung Stories, czy przeróżne inne. Te nie są obecne na backupowanej liście aplikacji, dzięki której telefon, po przywróceniu, automatycznie pobiera nasze aplikacje. Ale aktualizacje tych aplikacji już są backupowane, a po przywróceniu… nierozpoznawane przez system. Jest więc lista 20 pozycji (w moim przypadku przynajmniej) aplikacji o nazwie „Pobieranie aplikacji…”, opatrzonych błędem pobierania. Należy oczywiście anulować ich pobieranie i poczekać, aż aplikacja Sklep wykryje dostępne aktualizacje.

Skończyliście się już śmiać? Nie ma rzeczy, które się nie psują. Windows Phone 7 przypominał pod tym względem iOS-a, Windows Phone 8, niestety, bardziej Androida. Ale nawet „niezatapialny” iOS czasem się wyłoży. Apple o tym wie. Dlatego przywracanie uszkodzonego systemu na iPhonie to chwila nieuwagi. Na Androidzie… to zależy od producenta smartfonu. W Windows Phone 8, jeżeli używasz dużej ilości aplikacji, musisz poświęcić na to wieczór. Niezmiennie uważam Windows Phone za najciekawszą platformę mobilną biorąc pod uwagę mój gust, potrzeby i wymagania. Ale ten mechanizm jest do natychmiastowej poprawy!

Wspominałem już, że wszystkie gry musisz przechodzić od nowa?

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst