Oprogramowanie  / Felieton

Zapomniał wół jak cielęciem był, czyli Microsoft kontra piraci

Uwielbiam microsoftowe informacje prasowe o piractwie i jego szkodliwości, opatrzone wyciętymi z kontekstu danymi i komentarzami pana Krzysztofa Janiszewskiego. Kiedyś Microsoft straszył Otwockiem, teraz w sieci pojawił się kolejny PR-owy majstersztyk, po którego przeczytaniu w głowie zostaje myśl "piractwo niebezpieczne, 650 mln dolarów strat, Polska pełna piratów".

Materiał przygotowała Newseria, czyli jak sama siebie nazywa Agencja Informacyjna, a tak naprawdę baza informacji prasowych. Dowiadujemy się z niego, że według BSA skala piractwa w Polsce to 53%, że handlarze nielegalnym oprogramowaniem często dołączają do niego niebezpieczne dodatki podłączające użytkownika do botnetów, no ale Microsoft stoi na straży i wyłapuje na portalach aukcyjnych takie czarne charaktery.

Ta prowadzona od dłuższego czasu akcja antypiracka Microsoftu jest nawet zabawna: podrzucane mediom, zręcznie napisane informacje prasowe w formie gotowych artykułów doskonale przyjmują się w przeróżnych serwisach, które przeklejają je słowo w słowo - bo mogą. Za każdym razem jednak, gdy widzę kolejne ostrzeżenia o piractwie od Microsoftu, po głowie lata mi powiedzenie "Zapomniał wół jak cielęciem był".

Microsoft może faktycznie jest firmą, która na piractwie traci najwięcej. Windowsy, pakiety Office - Polacy przyzwyczaili się piracić je na potęgę. Jednak gdyby nie ciche przyzwolenie Microsoftu, które funkcjonowało lata temu, podczas wybuchu popularności komputerów, to pewnie dziś używalibyśmy masowo jakiegoś innego pakietu biurowego, możliwe że nawet taki Linux miałby większe udziały w rynku.

Microsoft od dawna zdawał sobie sprawę, że na rynkach, które nie mają żadnego doświadczenia w płaceniu za oprogramowanie, sprzedaż drogich licencji na programy i systemy operacyjne będzie skomplikowana - nie te budżety, nie ta świadomość ludzi. Dlatego w czasach Windowsów 95, 98 czy XP specjalnie nie było mowy o ściganiu piractwa. Czasem gdzieś poinformowano, że szajka piratów została rozbita, ale tak naprawdę przekazywanie sobie oprogramowania między znajomymi było na porządku dziennym. Pamiętam, że w mojej szkole nawet nauczyciel rozdawał pirackie wersje Office'a osobom, które wyraziły taką chęć. To były czasy!

Oficjalne stanowisko Microsoftu zawsze krytykowało piractwo, jednak nieoficjalne wyglądało trochę inaczej. Sam Bill Gates swojego czasu przyznał, że dzięki piractwu użytkownicy przyzwyczajają się do oprogramowania, na które później w końcu pewnie kupią licencję, a Jeff Raikes, szef biznesowej części Microsoftu potwierdził te słowa i powiedział, że walka z piractwem owszem, ale nie tak, by zaszkodzić ogromnej bazie użytkowników oprogramowania od Microsoftu. I że jeśli już piracić, to niech to będą produkty z Redmond.

To prawdopodobnie w ten sposób Microsoft przez lata ma niemal monopol w wielu dziedzinach. W sklepach trudno znaleźć komputer bez Windowsa i chyba nikomu to nie przeszkadza, bo "Windows to Windows, nieodłączna część komputera", a wszelkie uczelnie czy urzędy często wymagają tworzenia dokumentów w samym Office'ie. Przymknięcie oka na piractwo połączone z oferowaniem specjalnych programów studentom i tak dalej poskutkowało tym, że jest Microsoft i długo, długo nic.

Microsoft wie, że nie może rozpocząć ostrej krucjaty przeciw piratom - nie teraz, gdy losy i przyjęcie Windowsa 8 jest wciąż niepewne, nie teraz, gdy urządzenia mobilne burzą trwający przez co najmniej dekadę ład rynkowy, nie teraz gdy Microsoft musi odnaleźć się w nowych realiach i nadrobić stracony czas w rewolucji mobilnej.

Może za to wrzucać do mediów mniej lub bardziej sensowne, dopracowane pod względem chwytliwości i podobieństwa do zwykłych artykułów informacje prasowe ostrzegające przed piratami.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst