Tech / Felieton

Gdyby Kopernik miał internet, nazywalibyście go trollem

Uruchomcie trochę fantazję. Wyobraźcie sobie, że w czasach Mikołaja Kopernika funkcjonuje Internet. Zygmunt Stary, niech straci, szarpnął się, położył te kable (także do Prus jako inwestycję w dobre stosunki w przyszłości), zamiast infolinii kursuje goniec między Krakowem, a resztą kraju (a i tak działa to sprawniej niż w Orange), na miedź przetopiono pół skarbca, dzieci jednak nie głodują, bo wszędzie na dziedzińcu rosło pełno szczawiu.

W takiej rzeczywistości musiałby funkcjonować jeden z najwybitniejszych naszych rodaków w dziejach i pewnie nawet miałby bloga, być może na wordpressie, mógłby go nazwać choćby oobrotachsferniebieskich.wordpress.com, tak jak i dzisiaj wielu szaleńców publikuje tam swoje raz za razem coraz bardziej nieprawdopodobne teorie, myśli i spiski. Mikołaj szybko by się zresztą zniechęcił, bo to sieci dopiero początki, marne w regionie było pojęcie o SEO, a i Google zapewne jeszcze nawet nie powstało. Przez kilka lat wpadłoby mu kilka odsłon i to głównie ze strony najbliższej rodziny. Nie ma powodu do wstydu, tak funkcjonuje dziś 95% blogów w Polsce

Taki Kopernik, zanim zrobiłby spektakularną karierę naukową, szukałby pewnie ujścia dla swoich koncepcji i pomysłów na forach internetowych albo grupach dyskusyjnych. I teraz wyobraźcie sobie, jest rok – powiedzmy 1530 – na forum wpada gościu, wcinając się między zdjęcia kotów i narzekanie na tarcia w koalicji z Litwą, opowiadający o tym, że to Ziemia się kręci wokół Słońca, a nie odwrotnie, podpierając się w tym swoimi badaniami i dwiema książkami sięgającymi na dobrą sprawę starożytności. Czujecie to? Ktoś tam o tym słyszał, ktoś całkiem poważnie odpowie, że to niemożliwe i nawet podeprze się naukowymi badaniami, dominować będą jednak odpowiedzi w stylu  „Nie trolluj”, „niko73, znowu się nachlałeś, idź do domu”, „TAK, TAK, A @MAGELLAN MÓWI, ŻE ZIEMIA JEST OKRĄGŁA”.  Wyobraźcie sobie zresztą przeciętną dyskusję w sieci. Czujecie to?

Tak czy owak, ja wcale nie o tym. I wbrew pozorom nie mam nawet zamiaru prawić moralitetów na temat poziomu naszych rozmów w sieci, chcę jedynie bronić etosu internetowego trolla.

Zauważyłem ostatnio, że do jednego worka  o nazwie „troll” wrzuca się niebezpiecznie duże grupy internautów. A przecież trolle to nie jest zjawisko nowe, w internecie istnieli od zawsze, a wcześniej mieli też swoje pole do popisu w tradycyjnych mediach i zwykłym życiu. Pewne internetowe przysłowie przyrównuje nawet trolling do pewnej formy sztóki i ja się z tym w zupełności zgadzam. Tak, lubię dobre trollowanie, o które dziś bardzo trudno, poniekąd też na skutek inflacji tego pojęcia.

Nie wiem do końca kiedy, ale pod pojęciem internetowego trolla zaczęliśmy klasyfikować przynajmniej cztery grupy społeczne występujące w sieci. W moim mniemaniu przynajmniej w trzech wypadkach są to klasyfikacje całkowicie zbędne.

Nie będę tu przytaczał wyświechtanych słów Stanisława Lema o idiotach w internecie, dodam tylko, że od tamtego czasu jest ich o wiele więcej. Nie wiedzieć czemu pojawiła się jakiś czas temu tendencja, by trollem nazywać zawsze kogoś, komu Bozia rozumu tak okrutnie poskąpiła. Głupek=Troll. Protestuję! Druga grupa, kto wie czy nie jeszcze  gorsza, to… idioci próbujący bawić się w trollowanie. I czasem nawet udaje się im pod tą maską przetrwać, na szczęście niedługo. To nie są trolle w myśl pierwotnej definicji tego słowa, to po prostu ameby, intelektualny plankton, który od zawsze powinno się banować, usuwać, eliminować i tylko winą opieszałych administratorów jest fakt, że tak mocno zakorzenili się w popkulturze internetu, że teraz funkcjonują niemalże jako zjawisko.

Trzecia grupa, tej chcę akurat bronić, to właśnie nasz Mikołaj Kopernik i kilku jemu pokrewnych, może nawet udałoby się takich znaleźć wśród naszych redaktorów albo czytelników. Te, czasem nawet wikipedyczne stwory, lubą iść po prąd, głosić myśli i idee spoza mainstreamu, dociekać, nurkować głębiej niż mówią, że można. Pewnie dobre kilkadziesiąt procent tych refleksji to rzeczywiście brednie, ale warto ich lubić i szanować choćby za to, że nawet brednie potrafią solidnie argumentować. A co, jeśli czasem w tym swoim odmiennym punkcie widzenia mają rację i to całe Słońce rzeczywiście znajduje się w samym centrum układu?

Kim zatem jest troll? To prawdziwy bohater, przeważnie skrywający się za maską anonimowości, która daje mu komfort pracy. Być może wypracował sobie markę w pewnej społeczności, ale nikt do końca nie wie kim jest naprawdę, co mu w duszy gra i jak jego słowa przekładają się na rzeczywistość. Prawdziwych trolli we współczesnym polskim internecie jest kilkudziesięciu, być może nawet za kilka wcieleń odpowiadają te same osoby. To współcześni i znakomici reżyserowie ludzkich emocji w internecie. Podpuszczają, wpuszczają w maliny, bawią, prowokują, obnażają intelektualną tandetę. Nie różnią się wiele od gwiazd wielkich mediów, delikatnie balansując na granicy satyry i kontrowersji. Jeśli się ich mocno nie zdenerwuje, to nie obrażają – to dobre dla prymitywów z drugiej grupy. Istnieją dla zabawy swojej i innych użytkowników. Tak samo jak nagle się pojawiają, tak nagle znikają, ale ich legenda w ich własnym wycinku sieci żyje jeszcze przez lata. Gdyby pozostać w epoce, im pewnie przypadłaby rola Stańczyka (który przecież na obrazie Matejki jako jedyny wiedział co się święci).

Wstrzymał słońce, ruszył ziemię, nie karmić trolla.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst