Tech

Dlaczego zdradziłem Safari z Chrome na Mac

103 interakcji
dołącz do dyskusji

Dla wielu makuserów Safari to po prostu jedyna przeglądarka, jakiej używają. To w końcu jedna z ikon Mac OS X – jest szybka, świetnie wyglądająca i zunifikowana z systemem. Taka mała kwintesencja Apple’a na Maku, rzec by można. Ja też pałałem bezgraniczną miłością do Safari (także na Windows – wiem, to bliskie zboczeniu), ale w końcu zdradziłem.

Zdradziłem dla Chrome na Mac i nie żałuję, choć nowa kochanka wymaga ode mnie kilku poświęceń, na przykład w postaci kulawo działającej wtyczki (choć działającej) jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego, programu na Mac OS X – 1Password oraz całkiem częstych „hibernacji” jednej z otwartych kart przeglądarki Google’a, która przez chwilę potrafi być niesterowalna (zgadnijcie w jakich sytuacjach ma to miejsce najczęściej?; tak, Flash to dobra odpowiedź). No, ale nie o problemach Chrome’a ma być to wpis, lecz o zaletach.

Przy pełnym ładowaniu strony w jakieś 2 sekundy, ułamek sekundy szybciej lub wolniej nie ma większego znaczenia, więc ta przewaga Safari nie dodaje jej splendoru (choć należy otwarcie przyznać, że jest szybsza od Chrome). Chodzi bowiem głównie o ergonomię użycia i rozkład prezentowanej treści.

Przez małą chwilę w postaci beta 4, Safari zapodawała karty nad paskiem adresu URL. Tego aktualnie w przeglądarce Apple’a nie ma, a jest na Chrome. Wprawdzie wrażenie, że przez to mamy większe pole na wyświetlanie treści jest złudne (choć wrażenie takowe jest… dość silne), to samo wykorzystanie treści nad paskiem narzędzi wydaje się być po prostu zdecydowanie bardziej optymalne w Chrome. W Safari mamy puste pole z nazwą strony otwartej na karcie, a w Chrome mamy przestrzeń wykorzystaną na prezentację otwartych kart.

Safari
Chrome

Apropos kart przeglądarki. Przy jednej otwartej karcie, Safari nie daje żadnego (słownie: żadnego) przycisku, którym otwierałoby się nową kartę w tym samym oknie. Oczywiście możemy wybrać plik => nowa karta albo wcisnąć kombinację klawiszy CMD + T i nowa karta na Safari się pojawi, ale dalece nieergonomiczne wydaje się to rozwiązanie w porównaniu do Chrome, gdzie przy pierwszej otwartej karcie czai się przycisk „+”.

Safari
Chrome

Kolejna sprawa – szybki przegląd folderów z naszymi zakładkami: w Safari, aby przejść do kolejnego folderu trzeba klikać na każdy folder z osobna; w Chrome wystarczy jeden klik na wybrany folder, a przesunięcie kursorem na kolejny folder skutkuje od razu wyświetleniem jego zawartości. Na dodatek najazd kursorem na daną zakładkę wyświetla jej adres, a na Safari nie. Niby – za przeproszeniem – pierdoły, ale jakże umilające i upraszczające codzienne obcowanie z siecią?

Chrome

Safari

I jeszcze czcionki – za nie kochałem Safari na Windows, bo prezentacja tekstu dawała taką różnicę jak delektowanie się obrazami Pabla Picassa w porównaniu z patrzeniem na graffiti na przydworcowym murze. Czcionki w Safari na Mac również wyświetlane są w taki sposób, że chciałoby się je? polizać, ale o dziwo Chrome wyświetla je wcale nie gorzej – są nieco grubsze i minimalnie większe. Choć może to tylko złudzenie?

Safari
Chrome

To tylko kilka przykładów malutkich różnic pomiędzy obiema przeglądarkami, które powodują, że Chrome na Mac wydaje się być nieco lepsza od Safari. A że przeglądarka to aktualnie zdecydowanie najważniejszy program rezydujący na naszych komputerach bez względu na zainstalowany na nim system operacyjny, to trzeba otwartym tekstem powiedzieć, że Google zrobił kapitalną robotę.

Apple – poprosimy Safari 5.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst