Poetoinfluencerzy liczą nasze lajki. Wisława Szymborska zeszła na drugi plan

instapoezja
327 interakcji
dołącz do dyskusji

Miarą ich sukcesu nie jest deklamowanie przez poruszonych czytelników, wejście do szkolnego kanonu czy liczba sprzedanych tomików. Mogą za to liczyć na wysyp szerów, lajków i komentarzy. Współczesne gwiazdy poezji siedzą dziś na Instagramie. Tylko czy to faktycznie liryczny komentarz do rzeczywistości czy raczej generator memów?

„Rok”

Bardzo ładnie wyglądasz na zdjęciu
i fryzurę masz inną, niż znałam
Wszystko sprawdzam, rok po twoim odejściu.
Nie powinnam tu wchodzić. Wiem sama.

Nie powinnam, lecz ta łatwość pociąga,
że raz kliknę i znowu cię widzę.
Minął rok i na twój profil zaglądam
już nie częściej niż raz na tydzień.

Kojarzycie ten styl? Tak, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i nawet ona jest pod tym wierszem podpisana. Ale choć powyższy styl miłosnej liryki jest tak charakterystyczny dla tej międzywojennej poetki, to oczywiste, że wiersz ten jest pastiszem, inspiracją, kostiumem. Jednym z kilkudziesięciu, jakie znalazły się w tomiku „Nowe wiersze sławnych poetów”.

Grzegorz Uzdański pisze w nim szymborską o wiadomościach, które wpadły do folderu „inne”, czechowiczem o upale, który sprawił, że „smartfon w słońcu się skroplił łatwiej niż z gruszki przejrzałej wycisnę z niego sok”, czy snuje haiku w stylu Basho (oczywiście w tłumaczeniu Czesława Miłosza) o internecie w zimowy poranek. Nowe Wiersze Sławnych Poetów (34 tys. fanów), które od kilku lat funkcjonowały jako fanpage na Facebooku, teraz doczekały się wydania papierowego.

„Game Over”

Miałeś tylko jedno życie
I zjebałeś.
Za dużo scrollowałeś.

Miałeś tylko jedno życie
I spierdoliłeś.
Za mało żyłeś

To Krzysztof Kościelski. Powyższy wiersz na Instagramie zebrał ponad 5 tys. serduszek, na Facebooku tysiąc lajków i ponad 70 udostępnień. Kościelski przez cztery lata swojej internetowo-poetyckiej aktywności zyskał grupę 45 tys. fanów na FB i prawie 54 tys. na Insta. On także dwa lata temu swoją poezję wydał w postaci książkowej w tomiku „Ego”, który reklamowało hasło „Mickiewicz Facebooka. Szekspir Instagrama”.

„Ulubiona teoria spiskowa”

Może rządzą nami jaszczury,
miliarderzy chcą oczipować,
giganci zamieszkują mury
a przed 5G trzeba się chować.

Może ziemia jest płaskim Dyskiem,
stoi na grzbiecie czterech słoni,
świat zginie z atomowym błyskiem,
Ty nie zapomnisz mej dłoni.

Na ddnwierszem (18 tys. fanów), czyli instagramowym koncie autora tego wiersza Damiana Dawida Nowaka, jest jak u rasowego influencera. Z ładnie wystylizowanymi zdjęciami outfitów i pięknych widoków przeplata się twórczość poetycka - także ta z tomiku  "Inaczej niż w lustrze" nagrodzonego Nagrodą Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w 2018 roku. Sam Nowak mówi o sobie „poetoinfluencer”.

Tych trzech autorów to tylko mały wycinek coraz większego zjawiska znanego jako instapoezja, czy raczej #instapoezja. Internetowa liryka nie potrzebuje głośnych deklamacji, rumieńca zdobiącego lico niewiasty czy szmeru kartek po zmroku. Zamiast tego wystarczy jej kanał w medium społecznościowym, kilka memów i odpowiednio dobrane zdjęcie.

Tylko czy ten internetowy fejm faktycznie wystarczy, by zbudować pomnik trwalszy niż ze spiżu?

Podkulone ogony wydawnictw

W 2015 roku „The New York Times” podał, że trzech na dziesięciu autorów najlepiej sprzedających się książek poetyckich w USA to twórcy, którzy zbudowali popularność na mikroblogu Tumblr oraz na Instagramie. Wtedy wywołało to szok. Na portalach stworzonych z myślą o komunikacji zdjęciowej, pełnych hedonizmu i skrótowości przekazu zaczyna królować poezja. Oczywiście króluje w wersji skrojonej pod social mediowe środowisko, czyli na zdjęciach własnoręcznie zapisanych kartek czy wydruków z maszyny do pisania albo wkomponowana w odpowiednio dopasowane fotografie. Wciąż jednak to poezja.

Co więcej, właśnie dzięki mediom społecznościowym instapoeci zaczęli skutecznie się wybijać. Tak skutecznie, że mają już swoje globalne sławy na czele z Rupi Kaur, 29-letnią Kanadyjką hinduskiego pochodzenia. Kaur przez dłuższy czas wysyłała swoją twórczość do czasopism literackich i wydawnictw, ale za każdym razem była odrzucana. W końcu zaczęła sama publikować w internecie i zdobywać kolejnych fanów. Dopiero wtedy skontaktowało się z nią wydawnictwo. Pierwszy tom jej poezji „Mleko i miód” sprzedał się w nakładzie ponad 2,5 mln egzemplarzy i został przetłumaczony na 25 języków. Od tamtej pory Kaur wydała jeszcze dwa tomiki, które także stały się międzynarodowym sukcesem. Na Instagramie zbudowała ogromną, liczącą 4,3 mln followersów społeczność, która wciąż zaczytuje się w jej lakonicznych, pisanych zawsze tylko małymi literami wierszach wzmocnionych czasem prostymi grafikami.

Rupi Kaur

Dzięki socialowej sile jako poetka zaistniała choćby Weronika Maria Szymańska, kryjąca się pod pseudonimem Billie Sparrow i znana przede wszystkim z prowadzenia kanału na YouTubie, który obserwuje ponad 300 tysięcy użytkowników. Na fali rosnącej popularności Billie Sparrow wydała również tomik poezji: #arkusz poetycki”.

Na polu poezji internetowej największy sukces w Polsce do tej pory odniosła jednak Anna Ciarkowska (26 tys. fanów na Instagramie) autorka tomu „Chłopcy, których kocham”. Po premierze sprzedawał się - jak donosiła zaskoczona krytyka - lepiej niż Szymborska. Po tym sukcesie Ciarkowska poszła w „Pestkach” i świeżo wydanej „Dewocji” już w stronę prozy. Jednak w obu przypadkach niewątpliwie w promocji książek i zbudowaniu na nie czytelniczego elektoratu pomogła grupa followersów jej instapoezji.

- Ja ze swoją prozą pukałem do kilku wydawców i nie wzbudzała zainteresowania. Gdy - zresztą za radą mojego znajomego Macieja Kaczyńskiego, twórcy Facecji - założyłem fanpage Nowych Wierszy, a ten zaczął zdobywać popularność w sieci, to znalazł się i wydawca na moją książkę - mówi nam Grzegorz Uzdański. Jego ciepło przyjęte przez krytykę powieści „Wakacje” i „Zaraz będzie po wszystkim” wydał W.A.B w 2016 i 2019 roku. Teraz po Nowe Wiersze Znanych Poetów w postaci papierowej sięgnął Znak.

Może oczywiście razić i zaskakiwać mieszanie ze sobą pastiszowych utworów Uzdanowskiego i Ciarkowskiej, która w swoich dziełach znacznie mniej nawiązuje do internetowego, socialmediowego świata, a pisze raczej o własnych emocjach i doświadczeniach. Ale pisarka sama w wywiadzie dla serwisu Otwarte.eu otwarcie przyznawała się do inspiracji trendem instapoets. – Przez wiele lat prowadziłam różne blogi, ale nie chciałam mierzyć się z szerszą publicznością. Fanpage był dla mnie ogromnym krokiem poza strefę komfortu. Nie da się ukryć, że ośmieliła mnie Rupi Kaur i inni instapoeci, którzy coraz chętniej publikują na Facebooku i Instagramie. To był dla mnie skok na głęboką wodę – wyjście ze skorupy, wyjęcie swojej poezji z szuflady. Wiedziałam, że to jest dla mnie szansa i że stawką jest mój spokój - tłumaczyła Ciarkowska.

– Instagramowa poezja to w dużej mierze taka gra z medium, w którym obcujemy. Z różnego rodzaju informacjami medialnymi, ale też fake newsami i memami. Te wiersze się do tego odnoszą, są zakorzenione w tym, co konsumujemy za pośrednictwem mediów społecznościowych – tłumaczy Marta Klimowicz, socjolożka internetu.

Wojciech Szot, dziennikarz, recenzent i popularyzator literatury, tłumaczy, że poezja jest zjawiskiem mieszczącym w sobie i masowość, i elitarność. – Z jednej strony każdy kiedyś pisał wiersz, choć na szczęście większość z nas zaprzestała tej twórczości. To jest super, bo to doświadczenie, które warto mieć w wieku kilkunastu lat, ale niekoniecznie brnąć w nie dalej. Z drugiej strony dobra poezja jest przeważnie elitarna i zawsze taką zostanie - wydana w tym małym tomiku, który ma kilkaset egzemplarzy i jest przeznaczony dla niewielkiej grupy odbiorców – mówi Szot.

Lajki, szery i wzruszenia

Mimo tylu pokus i rozrywek na wyciągnięcie ręki , instapoetom udało się znaleźć ten jeden trik dzięki, któremu są czytani, lajkowani i szerowani. Socialowe ograniczenia określające, ile tekstu zmieści się w kwadraciku Instagrama i co lubi algorytm, mocno narzucają formę instapoezji, ale też stają się jej unikalną siłą. Wiersze, które są dwustronne, są problematyczne, ciężko je zaprezentować w mediach społecznościowych. Nie można pokazać świetnego wiersza na przykład Różewicza, bo on przechodzi na drugą stronę kartki i w tym momencie nie da się go dobrze sfotografować na Instagram.

Ale choć poetów czasów Instagrama wiele łączy, to i wiele dzieli. Czym innym są zakrawające o pastisz wiersze Uzdańskiego, a czym innym może i bliskie memom, ale jednak pisane na serio wiersze Kościelskiego. Te drugie u Wojciecha Szota - czego recenzent nie ukrywa - budzą mocno mieszane uczucia. - Są oparte przeważnie na dość prostym koncepcie, że musi być zabawna pointa, ewentualnie na dość ostrych kontrastach zdań trochę jakby wykrzykiwanych, wyskandowanych. To nie są najgłębsze mądrości, to nie jest praca nad metaforą, językiem, to jest praca nad zwykłym zestawieniem kilku słów, żeby robiły wrażenie – mówi nam Szot. Dodaje, że to poezja na sekundę, by włączyć Instagram i między pięknym widokiem z egzotycznej wyspy, apetyczną kawką i słodkim pieskiem zobaczyć śmieszny, wzruszający, ironiczny tekst. - Nie ma tego co dezawuować, bo w tym kontekście są jak najbardziej potrzebne. W tym medium Kościelski jest całkiem niezłym poetą. Jego wyznacznikiem oceny tego rodzaju poezji będzie klikanie. To jest po prostu poezja klikalna. W tych kategoriach świetna jest też Rupi Kauri, jej poezja jest po to, żeby dać lajka i serduszko - ocenia Szot.

Faktycznie, instawiersze często nie są specjalnie skomplikowane. Rzadko w nich można spotkać wielowarstwowe metafory i wyrafinowane gry słowem. Zamiast tego często kluczowe jest, by odpowiedzieć na potrzeby tu i teraz. Więc kiedy Kościelski w czasie czerwcowych upałów publikował raz za razem przez kilka dni pod rząd ten sam utwór „Gorąco jak chuj”, to mimo powtarzalności cały czas zbierał kolejne tysiące polubień.

Krzysztof Kościelski - „Gorąco jak chuj

Niby to samo, czyli żądza cyfrowej atencji przyświeca też wierszom od znanych poetów, czyli twórczości Uzdańskiego. Jednak właśnie ich forma - odwoływanie się do kunsztu wybitnych autorów i udane ich zamarkowanie - powoduje, że są bliższe klasycznie rozumianej poezji. Bawią się koncepcją fake newsa, są do pewnego stopnia memem, pełnią te wszystkie funkcje, o których same piszą, jednocześnie pozostając poezją.

- Te wiersze są też dla mnie takim symbolem - jak wygląda dziś sztuka, czym się otaczamy, jak jest przetworzona na wiele różnych sposobów. Musisz zachowywać czujność, jak dostajesz jakieś informacje. Nie możesz się nabrać na to, co twoja ciocia napisała o szczepionkach na Facebooku, albo co mówi rzekomy Barack Obama. Nie możesz informacji przyjmować za dobrą monetę, musisz je sprawdzić, zweryfikować, poszukać źródeł, czyli wykonać jakąś pracę dodatkową. Na przykład sprawdzić, czy na pewno Szymborska mogła napisać ten wiersz - twierdzi socjolożka Marta Klimowicz.

Taka łamigłówka plus wysoka warstwa artystyczna to w sporej mierze źródło sukcesów tych wierszy. - Ta moja twórczość rzeczywiście bardzo mocno wpisuje się we współczesną kulturę internetową. Pełną cytatów, zabawy czasem humorystycznej, czasem na serio, gdzie wciąż otaczamy się tym, co już było, tylko podawanym na nowo - mówi nam Uzdański. Przyznaje, że pisze wiersze głównie dla zabawy swojej i czytelników. - Lubię taką zabawę słowem. Ale też - nie ma co ukrywać - liczyłem, że innym to się spodoba, będę dostawał tę współczesną gratyfikację w postaci polubień, komplementów. To socialowe, emocjonalne wsparcie działa przecież na nas wszystkich - dodaje pisarz.

Książka czy twarzoksiążka?

Prędzej czy później wszystkich instapoetów łączy kierunek ku tradycyjnym papierowym wydaniom. Nie każdemu oczywiście dany jest sukces na miarę Kauri, ale sława internetowa bardzo pomaga znaleźć wydawcę chętnego do zainwestowania w poezję.

W takiej postaci czyta się je zupełnie inaczej niż na wallu gdzieś między kolejnym newsem o PiSie i zdjęciami kolegi z wakacji na Zanzibarze. W papierze łatwo zapomnieć o ich ironicznym, reprodukcyjnym charakterze. Zaczynają mówić do czytelnika innym językiem. - To jednak są wiersze. Mogę do nich podchodzić racjonalnie, starając się jak najlepiej zamarkować styl kolejnego poety, ale jednak piszę w nich o ważnych sprawach, emocjach, życiu, więc czasem nawet mnie one wzruszają - przyznaje Grzegorz Uzdański. Ironiczna formuła, kostium pozwalają mu mówić o ważnych sprawach wprost. - Tak jest choćby z „Rokiem” nawiązującym do Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej. Owszem, to pastisz naprawdę bardzo znanych utworów z „Pocałunków” tej poetki, ale - i taki właśnie miałem odbiór od czytelników - i tak jest dla naszego pokolenia wzruszający. Mówi o naszych bardzo intymnych, aczkolwiek powszechnych, doświadczeniach. Ja sobie bardzo na serio wyobrażam współczesnego poetę czy poetkę piszącym właśnie o takim stalkowaniu byłego na Instagramie - mówi Uzdański.

W odwołaniu się do emocji leży klucz sukcesu instapoetów. - To nie muzyka, tu nie da się zastosować autotune'a, poezja ma to do siebie, że nie można nałożyć jednego filtra, który sprawi, że wszystko będzie brzmiało podobnie. Poezja jest przeważnie bardzo osobistym przeżyciem przelanym na papier - tłumaczy Wojciech Szot.

Bo jednak na papierze odbiór jest z gruntu inny niż w internecie. - W książce wiersze są odłowione z kontekstu. Nie widzimy ich przypadkiem, gdzieś tam scrollując Facebooka, ale przewracając kolejne kartki. Zupełnie inaczej się wtedy o nich myśli, do nich podchodzi, a i mózg, gdy czytamy książkę, po prostu inaczej funkcjonuje - dodaje Marta Klimowicz.

W internecie jesteśmy nastawieni na odbieranie dowcipnych, śmiesznych wiadomości, memów. Wiersze więc niejako automatycznie układają się w taką memiczność. Na papierze tworzą zaś tom poezji. I w tym jest także pułapka. - Coś, co jest internetowe, niekoniecznie dobrze działa na papierze. Co innego feed, a co innego kartka. Artykuł internetowy piszemy inaczej niż artykuł, który idzie do druku. To zawsze się różni, także kontekstem odbioru - dodaje Szot.

Jednak instapoeci wcale nie fetyszyzują wydań papierowych. Kościelskiego po premierze jego książki przepytywał portal Granice.pl: „Myśli Pan, że kiedy buzz w social mediach opadnie i skończy się szum wokół wydanej właśnie książki, te wiersze przetrwają?”. - Panie, ja mam trzydzieści tysięcy fanek w wieku reprodukcyjnym. Tu i teraz. Co mnie obchodzi, czy jakieś wiersze przetrwają. No dobra, żartuję. Mam nadzieję, że kiedy wyłączą już Internet i za pomocą broni elektromagnetycznej zniszczą całą elektronikę, moja książka błyśnie komuś na strychu niczym kapsuła czasu. I weźmie on ją, i od drzwi do drzwi pójdzie, i nauczać będzie o czasach popapranych. A gdyby powstała jeszcze jakaś grupa wyznaniowa odmawiająca przed snem psycholinki i świtezianki, to by dopiero… A nie, przepraszam xD - odpowiada poeta.

Dziś Kościelski nie ma już ochoty na wywiady o swojej twórczości. Ale wciąż regularnie publikuje w mediach społecznościowych. Fanek ma już prawie 54 tys., jest dla kogo pisać.