Przerażające ćwiczenia koło Polski. Szykują się na najgorsze
Aż ciarki przechodzą po plecach. Szwecja wraca do ćwiczeń, które przez lata wydawały się należeć do zamkniętego rozdziału historii. Tamtejsze siły zbrojne po raz pierwszy od ponad 70 lat przeprowadziły szkolenie z organizacji masowych pochówków poległych żołnierzy i marynarzy.

To element ćwiczeń totalnej obrony, czyli przygotowań państwa do funkcjonowania w warunkach wojny. W scenariuszu zakładano najtrudniejszą sytuację. Szwecja znajduje się w konflikcie zbrojnym, a wojsko musi szybko, zgodnie z procedurami i z poszanowaniem godności zmarłych, zająć się poległymi.
Szwecja wraca do procedur wojennych
Ćwiczenia odbyły się w rejonie Väddö, w Roslagen, na północ od Sztokholmu. Na terenie w pobliżu miejscowego kościoła przygotowano tymczasowe miejsca pochówku dla około 500 fikcyjnych poległych żołnierzy i marynarzy. W praktyce wykorzystano worki obciążone drewnem, ważące tyle, ile ludzkie ciało. Każdy z nich miał przypisaną tabliczkę identyfikacyjną z fikcyjnym numerem personalnym.
To szczegół ważniejszy, niż może się wydawać. W czasie wojny śmierć żołnierza nie oznacza tylko konieczności fizycznego zabezpieczenia ciała. To także cały łańcuch formalności, identyfikacja, dokumentacja, raporty, powiadomienia, ewidencja państwowa i późniejsze przekazanie szczątków rodzinie. Jeśli system zawiedzie, konsekwencje będą dramatyczne nie tylko dla bliskich, ale także dla morale armii.
W trakcie ćwiczeń chodziło o tymczasowe pochówki w sytuacji, w której transport ciał do rodzinnych miejscowości byłby niemożliwy lub zbyt niebezpieczny. Założenie jest takie, że po ustabilizowaniu sytuacji polegli mogliby zostać przeniesieni na właściwe cmentarze.
Ćwiczymy, jak zająć się poległymi żołnierzami i marynarzami w sposób szybki, pełen szacunku i godności, nawet w najgorszym możliwym scenariuszu – powiedział serwisowi Dagens Nyheter kapelan polowy Jenny Ahlén.
To element, który trzeba ćwiczyć. Ludzie będą umierać i kropka. Pytanie tylko, ilu, bo nie damy rady uratować wszystkich - dodał podpułkownik David Bergman.
Wojna to nie tylko czołgi i rakiety
Szwedzkie ćwiczenia pokazują zmianę myślenia. W scenariuszu obrony własnego terytorium trzeba zakładać, że nie wszystkich uda się uratować. To brutalne, ale konieczne założenie w planowaniu wojskowym. Armia musi wiedzieć, jak działać, gdy liczba zabitych przekracza możliwości szybkiej ewakuacji, a infrastruktura cywilna jest przeciążona albo uszkodzona.
W ćwiczeniach brali udział nie tylko żołnierze, lecz także przedstawiciele instytucji cywilnych. Obecność urzędników odpowiedzialnych za ewidencję ludności i system poboru pokazuje, że w nowoczesnej obronie państwa granica między wojskiem a administracją cywilną staje się bardzo cienka. Wojna wymaga działania całego państwa, nie tylko jednostek frontowych.
Z wojskowego punktu widzenia krigsgravtjänst, czyli służba pochówków wojennych, ma kilka celów. Pierwszy jest oczywisty, zabezpieczyć ciała poległych w sposób możliwie godny i uporządkowany. Drugi dotyczy identyfikacji. Każdy błąd w dokumentach może oznaczać dramatyczną pomyłkę przy informowaniu rodzin lub późniejszym pochówku.
Trzeci cel jest mniej techniczny, ale równie istotny. Chodzi o morale. Żołnierz idący do walki musi mieć przekonanie, że w razie ranienia jego towarzysze zrobią wszystko, by go ratować. A jeśli zginie, jego ciało nie zostanie porzucone, a rodzina otrzyma informację i możliwość pożegnania. To jeden z elementów zaufania, na którym opiera się skuteczność wojska.
Szwedzcy dowódcy zwracają uwagę, że realistyczne szkolenie nie powinno być traktowane jako straszenie młodych ludzi przed służbą. Przeciwnie, ukrywanie ryzyka byłoby nieuczciwe. Państwo, które wymaga od obywateli gotowości do obrony, musi jasno mówić, co taka służba może oznaczać.
Więcej na Spider's Web:
NATO zmieniło szwedzkie kalkulacje
Szwecja przez dekady utrzymywała politykę wojskowej neutralności, choć stopniowo zbliżała się do Zachodu. Pełnoskalowa wojna Rosji przeciw Ukrainie zmieniła sytuację bezpieczeństwa w Europie Północnej. Sztokholm zdecydował się na wejście do NATO, a wraz z tym wróciły tematy, które wcześniej schodziły na dalszy plan.
Ćwiczenia pochówków wojennych są jednym z najbardziej ponurych przykładów tej zmiany. Nie oznaczają, że Szwecja spodziewa się natychmiastowego ataku. Pokazują raczej, że państwo odbudowuje zdolności potrzebne w razie najgorszego scenariusza. Takie procedury nie mogą istnieć wyłącznie na papierze, bo w chwili kryzysu będzie za późno na improwizację.
Ćwiczenie na Väddö nie jest tematem łatwym ani efektownym. Nie ma w nim spektakularnych startów myśliwców, odpaleń rakiet czy pokazów nowych pojazdów bojowych. Jest za to coś, co w realnym konflikcie może okazać się równie ważne. Sprawdzenie, czy państwo potrafi zachować procedury i godność nawet wtedy, gdy sytuacja staje się skrajna.



















