Miecznik zyska supermoce. Kupujemy amerykański "mózg" okrętu
Miecznik rośnie nie tylko w uzbrojenie, lecz także w automatykę. Polska sięga po amerykański IPMS używany już w wielu flotach świata.

L3Harris dostarczy dla Mieczników system IPMS, czyli zintegrowany system zarządzania platformą okrętową. Zbiera on dane z całego okrętu i pozwala załodze kontrolować to, co dla codziennego działania jednostki najważniejsze, a mianowicie napęd, sieć elektryczną, urządzenia pomocnicze, automatykę i elementy związane z opanowywaniem uszkodzeń. IPMS to narzędzie do monitorowania i sterowania napędem, funkcjami elektrycznymi, systemami pomocniczymi oraz systemami damage control.
IPMS nie daje oczywiście fregacie magicznej niewidzialności ani nowej rakiety dalekiego zasięgu. Daje lepszą kontrolę nad własnym organizmem. A nowoczesna fregata to dziś właśnie organizm – duży, gęsto upakowany elektroniką, energią, automatyką i setkami układów, które muszą działać razem, zwłaszcza w sytuacji awarii albo trafienia.
Chaos pod pokładem jest zdecydowanie niewskazany
W dyskusjach o marynarce wojennej najwięcej emocji budzą zazwyczaj wyrzutnie rakiet, radary i śmigłowce. Zapominamy jednak o tym, że nawet najlepiej uzbrojony okręt staje się po prostu bezużyteczny, jeśli zawiedzie jego organizm. Kiedy fregata nie radzi sobie z zarządzaniem energią, a załoga nie potrafi opanować pożaru czy nagłego zalania, cała ta potężna siła ognia traci jakiekolwiek znaczenie. Prawdziwa wartość bojowa jednostki zaczyna się w maszynowni i w systemach bezpieczeństwa.
IPMS jest właśnie po to, żeby zapanować nad tym całym zapleczem. Taki system nie tylko pokazuje dane na ekranie. On ma łączyć sterowanie, alarmowanie, archiwizację zdarzeń, wspomaganie reakcji awaryjnych i rozproszone stanowiska operatorskie w jeden, spójny układ. L3Harris podkreśla też otwartą architekturę, interfejsy do innych systemów i możliwość integracji kolejnych funkcji, w tym szkoleniowych, monitorowania stanu technicznego czy zamkniętej telewizji okrętowej.
Oznacza to mniej biegania z notatnikiem między przedziałami, mniej szumu informacyjnego w krytycznym momencie i szybsze zrozumienie tego, co się właściwie dzieje, gdy coś zaczyna się sypać. A na morzu, zwłaszcza w sytuacji bojowej, kilka minut przewagi w diagnozie awarii może oddzielać opanowany incydent od katastrofy.
Fregaty Miecznik nabierają już kształtów
Program Miecznik wreszcie rusza z kopyta. W PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni fizycznie powstają już trzy wielozadaniowe fregaty oparte na sprawdzonym brytyjskim projekcie Arrowhead 140. Mówimy tu o naprawdę dużych jednostkach – 138 metrów długości, około 7 tysięcy ton wyporności i zasięgu pozwalającym na operowanie daleko od macierzystych portów. Ich zadaniem będzie twarda robota: osłona szlaków żeglugowych, obrona bałtyckiej infrastruktury oraz zwalczanie celów na wodzie, pod wodą i w powietrzu.
Harmonogram prac staje się coraz bardziej namacalny. Budowa kadłuba pierwszej z nich, Wichra, jest na tyle zaawansowana, że wodowanie zaplanowano już na sierpień 2026 r. Druga jednostka, Burza, ma położoną stępkę, a z końcem kwietnia ruszyły prace nad trzecią – Huraganem. Ten okręt ma zostać przekazany marynarce pod koniec 2031 r.
Przeczytaj także:
Właśnie dlatego wybór systemu zarządzania platformą (IPMS) to teraz coś więcej niż tylko podpisanie kolejnego listu intencyjnego. To nie jest kupowanie technologii na bliżej nieokreśloną przyszłość. Ten system trafi prosto na okręty, które już rosną w tym momencie na stoczniowych pochylniach.



















