Karabin, hełm i… dron. Zmieniają definicję żołnierza
Drony mają się stać bronią osobistą każdego żołnierza, tak jak karabin. To ma być koniec wyspecjalizowanych jednostek.

Generał Kim Gyu-ha, szef Sztabu Armii Korei Południowej, powiedział na odprawie w kwaterze głównej w Gyeryongdae zdanie, które zmienia sposób myślenia o tym, czym jest wyposażenie żołnierza: drony powinny być traktowane jak broń osobista. Każdy żołnierz ma je obsługiwać tak swobodnie, jak strzela z karabinu. Nie jako specjalność dla wybranych, nie jako gadżet dla jednostek elitarnych, lecz jako standardowe narzędzie pracy każdego piechura, czołgisty i artylerzysty.
10 tys, dronów w tym roku, 50 tys. do 2029 r.
Liczby mówią same za siebie. W 2026 r. armia koreańska zamierza wprowadzić do jednostek około 10 tys. dronów szkoleniowych – małych, komercyjnych bezzałogowców, produkowanych z komponentów krajowego przemysłu (silniki, sterowniki, ramy). To nie są drony bojowe. To platformy do nauki latania, nawigacji, obserwacji terenu i koordynacji z innymi żołnierzami. Celem jest, żeby każdy poborowy przeszedł podstawowy kurs operatora drona w jednym z 21 regionalnych centrów szkoleniowych rozsianych po całym kraju.
Do 2029 r. liczba dronów w jednostkach ma przekroczyć 50 tys. – po jednym na drużynę. Drużyna w armii koreańskiej to zazwyczaj 9-11 żołnierzy. Dron na tym poziomie pełni funkcję trzeciego oka – pozwala dowódcy drużyny zobaczyć, co jest za wzgórzem, w lesie, w budynku, na skrzyżowaniu bez wysyłania tam ludzi.
Ale plan nie kończy się na samym rozpoznaniu. Armia zamierza wdrożyć drony uderzeniowe na poziomie batalionu (w tym drony kamikadze), a docelowo łączyć funkcje rozpoznawcze i uderzeniowe w jednej platformie. Generał Kim przyznał wprost, że postęp technologiczny Korei w dziedzinie dronów był dotąd powolny, ale zaznaczył, że prace przygotowawcze trwają od 2018 r. i że widoczne efekty pojawią się między 2028 a 2030 rokiem.
Nie tylko broń. Dron jako przepustka do cywilnego rynku pracy
Jest w koreańskim planie element, który odróżnia go od wszystkich innych programów dronowych na świecie, a mianowicie komponent cywilny. Minister Ahn wprost zapowiedział, że szkolenie dronowe w armii ma dawać żołnierzom kwalifikacje przydatne po zakończeniu służby – certyfikaty operatora drona, doświadczenie w programowaniu misji, obsłudze sensorów i analizie danych. W kraju, w którym służba wojskowa jest obowiązkowa i trwa 18 miesięcy, każda umiejętność zdobyta w mundurze, która przekłada się na pracę w cywilu, zmniejsza społeczny koszt poboru.
Koreański przemysł dronowy, choć mniejszy niż chiński czy amerykański, rośnie bardzo szybko. Takie firmy, jak Korean Air (które ma dział dronów wojskowych), LIG Nex1, Hanwha Systems i dziesiątki mniejszych startupów produkują platformy od mikrodronów rozpoznawczych po ciężkie bezzałogowce uderzeniowe. Masowe zamówienie 11 184 dronów szkoleniowych w 2026 r. jest zastrzykiem dla krajowego sektora i celowym wsparciem przemysłu przez resort obrony.
Przeczytaj także:
Karabin, hełm, plecak i dron. Tak ma wyglądać standardowe wyposażenie koreańskiego żołnierza za trzy lata. Jeśli Korea to zrealizuje, stanie się pierwszą dużą armią na świecie, w której obsługa bezzałogowca będzie tak samo podstawową umiejętnością jak strzelanie. Nie specjalnością. Nie dodatkiem. Częścią tego, czym jest bycie żołnierzem.



















