Wieloryb utknął na Bałtyku. To nie powinno się wydarzyć
W Zatoce Lubeckiej na niemieckim wybrzeżu Bałtyku utknął na płyciźnie ogromny wieloryb. Kiedy ruszyła akcja ratunkowa zwierzę jeszcze żyło. Sytuacja jest bardzo trudna, bo nie chodzi tu o prostą pomoc w wypchnięciu go z powrotem do morza.

Wieloryb został zauważony w nocy z 22 na 23 marca w rejonie Niendorfu. Policja potwierdziła, że zwierzę znalazło się na czymś w rodzaju piaszczystej mielizny. Sam teren wokół miejsca zdarzenia został odgrodzony, żeby ograniczyć stres i chaos wokół zwierzęcia. Służby od razu zaapelowały, by nie podchodzić do wieloryba ani od strony plaży, ani z wody.
Przy takich zdarzeniach najgorsze, co mogą zrobić gapie, to potraktować wszystko jak widowisko. Wieloryb na płyciźnie nie odpoczywa i nie czeka spokojnie na przypływ. U tak dużego zwierzęcia każdy dodatkowy stres, hałas, ruch łodzi czy dronów może pogorszyć stan i utrudnić pracę ludziom, którzy próbują ocenić, czy w ogóle da się mu pomóc.
Najpewniej jest to ten sam humbak, który od tygodni błąka się po Bałtyku
Bardzo szybko pojawiło się przypuszczenie, że może chodzić o tego samego wieloryba, który na początku marca pojawił się w porcie w Wismarze i zaplątał się tam w sieci. Wtedy ratownicy uwolnili zwierzę, ale zgodnie podkreślano, że było wyraźnie zestresowane i osłabione. W kolejnych dniach pojawiały się też informacje o obserwacjach tego samego osobnika w innych częściach zachodniego Bałtyku, m.in. w rejonie Travemünde.
W takich przypadkach proste wyciągnięcie albo przeciągnięcie takiego zwierzęcia może skończyć się po prostu katastrofą. Eksperci z ITAW w Büsum mówili wprost, że wyniesienie wieloryba na ląd mogłoby go dosłownie rozerwać. To brzmi bardzo brutalnie, ale idealnie oddaje problem. Ciało tak wielkiego ssaka nie jest przystosowane do własnego ciężaru poza wodą. Gdy znika wypór, zaczynają się uciski narządów, problemy oddechowe, przeciążenia mięśni i tkanek, a każda źle przeprowadzona próba ratowania na siłę może tylko pogorszyć sytuację.
Właśnie dlatego pierwszym krokiem nie było widowiskowe holowanie, lecz dokładne oględziny i ocena stanu zwierzęcia z możliwie bezpiecznej odległości, także z łodzi. W takich przypadkach ratunek nie polega na odruchowym wypchnięciu go z powrotem, tylko na chłodnej ocenie, czy organizm ma jeszcze siłę, czy zwierzę nie jest ciężko osłabione i czy operacja nie skończy się dla niego jeszcze gorzej.
Wieloryb w Bałtyku sam w sobie jest rzadkością, ale nie całkiem bez precedensu
Bałtyk nie jest naturalnym domem dla dużych wielorybów fiszbinowych. Pojedyncze wizyty się oczywiście zdarzają, ale nadal są traktowane jako wydarzenia wyjątkowe. Już w 2008 r. pisano o humbaku u niemieckich wybrzeży Bałtyku jako o sensacji naukowej, a organizacje i media morskie w ostatnich latach kilka razy odnotowywały podobne, wciąż bardzo rzadkie obserwacje u Rugii, Hiddensee czy w Zatoce Greifswaldzkiej.
To nie znaczy jednak, że każda taka wizyta to dobra wiadomość. Owszem, część biologów interpretuje częstsze obserwacje jako skutek odbudowy niektórych populacji humbaków na północnym Atlantyku, ale jednocześnie zamknięty, płytki i gęsto użytkowany Bałtyk jest dla takiego zwierzęcia środowiskiem pełnym pułapek: sieci, ruch statków, płycizny, hałas i słaba możliwość znalezienia odpowiedniej drogi powrotnej. Innymi słowy, sam fakt, że humbak wpływa głęboko w Bałtyk, może już oznaczać, że coś poszło nie tak.
Ten dramat tak naprawdę nie zaczął się na mieliźnie
W tym konkretnym przypadku nie da się nie zauważyć, że na wcześniejszym etapie pojawił się motyw zaplątania w sieci. IFAW (Międzynarodowy Fundusz na rzecz Dobrostanu Zwierząt) przypominał z okazji tegorocznego World Whale Day, że dla wielorybów jednymi z najważniejszych współczesnych zagrożeń pozostają właśnie zaplątania w sprzęt rybacki oraz kolizje ze statkami. To nie są poboczne ryzyka, tylko jedne z głównych powodów osłabienia, urazów i śmierci wielu dużych waleni.
Przeczytaj także:
W przypadku Bałtyku ten problem jest szczególnie drażliwy, bo mówimy o morzu silnie eksploatowanym, płytkim i pełnym infrastruktury oraz aktywności człowieka. Jeśli wieloryb najpierw wpada w sieci, potem błąka się po nietypowym dla siebie akwenie, a na końcu ląduje na mieliźnie, to trudno mówić o czystym przypadku. To raczej wygląda jak łańcuch problemów, w którym jeden błąd środowiskowy pcha zwierzę w kolejny.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Wendy Mayo / Pexels



















