Tego robota potrzebował mój dom. Przyszedł z własną pralką
Roboty odkurzające i myjące podłogi są już właściwie standardem w polskich domach. Ale robot myjący okna? Sprawdziłem, czy to działa i czy ma w ogóle sens.

Powód ku temu był dobry, bo Ecovacs - który od lat produkuje właśnie takie sprzęty - zaprezentował niedawno swój sztandarowy model. Niedługo potem nowiutki Winbot W3 Omni wylądował u mnie w domu i miał... naprawdę trudne zadanie.
Ale - po kolei, zaczynając od najważniejszych rzeczy.
Czy Winbot W3 Omni faktycznie myje okna?
Odpowiem na to na przykładzie testu z wykorzystaniem okna, które ostatnio było myte... nie wiem kiedy. Wyglądało więc tak:

A w detalach tak:

Gdyby wprowadzić klasyfikację zabrudzenia okien, to prawdopodobnie to bez trudności załapałoby się do kategorii "bardzo". O ile w ogóle nie zostałaby dla niego utworzona osobna kategoria.
Nie pozostało mi nic innego, niż zatargać na piętro bazę z robotem i pojemnikami z wodą (sumarycznie - około 14 kg), włączyć bazę, przytrzymać przycisk na robocie i po prostu przykleić go do szyby.

Po kilku minutach część wewnętrzna została oczyszczona, więc brudna szmatka trafiła do pralki - o której za chwilę - na robota trafiła świeża szmatka, a sam robot trafił na zewnętrzną stronę okna. Gdyby ktoś pytał - tak, okno da się zamknąć, a potem uchylić "na" kablu, choć pewnie nie jest to zalecane przez producenta. Ale inaczej mój kot pewnie zdecydowałby się zwiedzać świat.

Widać przy tym po szmatce, jak faktycznie brudna była zewnętrzna część okna. Zresztą tutaj już po jej zdjęciu z robota:

Wstępne oględziny umytego okna skłoniły mnie do podjęcia decyzji o tym, żeby cały proces od zewnętrznej strony na wszelki wypadek przeprowadzić jeszcze raz.
Dobra wiadomość - w zestawie dostajemy dwie szmatki do czyszczenia, więc nie trzeba blokować całego sprzątania oczekiwaniem na wypranie. Przy okazji - intensywne pranie w dołączanej do zestawu pralce zajmuje 90 sekund i szmatka, którą widzicie powyżej, wygląda po tym praniu tak:

Jest dobrze, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że to, jak dobrze będzie wyglądać nasze okno po myciu zależy od tego, w jakim stanie jest szmatka. Tutaj w 90 sekund mamy niemal idealnie czysty "zamiennik".
Ale wróćmy do okna, które po myciu wygląda tak:

A w detalu tak:

I tak:

Czy to jest idealne i perfekcyjne mycie ostateczne?
Raczej nie. Są rodzaje zanieczyszczeń, których ten robot nie jest w stanie do końca usunąć - z moich testów wynika, że głównie chodzi o a) bardzo drobne i bardzo mocno przyklejone zanieczyszczenia oraz b) kamień na kabinie prysznicowej. I na tym na dobrą sprawę się kończy.
Poza tym jednak nie będę ukrywał - jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co od kilku tygodni udaje się temu robotowi zrobić z oknami w moim domu, a sam efekt jest wielokrotnie lepszy od tego, czego się spodziewałem.
Przytłaczająca większość zanieczyszczeń? Usunięta bez najmniejszego śladu i smug. Krawędzie? Doczyszczone razem z uszczelkami. Ilość światła w domu? Absolutnie na plus. Im dłużej jednak korzystam z tego robota, tym bardziej widoczna staje się jedna rzecz.

Czyli?
Głównie to, co widać było już na tym przykładzie z oknem z mojego biura. Przy bardzo brudnym oknie, niezależnie od tego, który tryb wybierzemy, pierwszy przejazd przeważnie nie jest idealnie satysfakcjonujący. Drugi jest już prawie idealny i taki, że aż chce się powiedzieć "wow".
Oznacza to też jednak, że tego robota - dla ułatwienia sobie życia - warto traktować jako robota utrzymującego porządek, a nie wyciąganego z szafy raz na rok, żeby za jednym kliknięciem wszystko się idealnie błyszczało.
Zresztą dokładnie tak korzystam z testowego W3 Omni - raz na jakiś tydzień albo dwa robię po prostu krótką rundkę po domu, dzięki czemu wszystkie okna są stale niemal perfekcyjnie czyste.
I ile czasu to zajmuje? Ile jest z tym w ogóle roboty?

I to jest trochę skomplikowane. Zdecydowanie nie jest to bezobsługowość robotów odkurzających, aczkolwiek widać, że zrobiono tutaj chyba wszystko, co tylko się dało.
Jeśli chodzi o fizyczną część zabawy, to naszym głównym wyzwaniem będzie noszenie ze sobą stacji. Tak, ma wygodny uchwyt, ma też zawieszkę na robota i system automatycznego zwijania pięciometrowego przewodu. Ale też nie da się ukryć, że lekkie to to nie jest, a do tego jest dobrze wyważone wtedy, kiedy robot nie jest przyczepiony do bazy. Jeśli przyczepimy robota, to całość przechyla się na jego stronę podczas noszenia. Nic poważnego, ale odrobinę można sobie ponarzekać.
Jeśli dotrzemy już na miejsce mycia, to fizycznej roboty nie ma już w ogóle. Ba, nie musimy nawet szukać gniazdka do zasilania, bo w stacji możemy zamontować dołączony do zestawu akumulator i spokojnie obskoczyć cały dom bez ładowania. Albo nawet dwa domy.
Potem zostaje nam odczepić robota od stacji, przytrzymać przycisk na jego obudowie, przyłożyć go do okna i już - gotowe. Można w bazie wybrać ewentualnie program mycia, ale jeśli nam to nie przeszkadza, robot i tak sam wybierze automatycznie ten, który był aktywowany poprzednio, więc klikania potencjalnie jest tutaj zero.

I w tym momencie możemy sobie na dobrą sprawę gdzieś na kilka minut pójść, bo robot wszystko zrobi za nasz. Sam ustali, gdzie są granice okna, sam wyznaczy sobie - i to bardzo sprawnie - trasę przejazdu i postara się pokryć programem mycia całą szklaną powierzchnię.
Naszym zadaniem jest już tylko przyjście w momencie, kiedy robot skończy pracę, odklejenie go od szyby i przerzucenie tacki z mopem do pralki.
Dobra, o co chodzi z tą pralką?
O rozwiązanie jednego istotnego problemu, czyli wspomnianego "ten robot sprząta tylko tak dobrze, jak czystą ma szmatkę". Zresztą jeśli wejdziecie na Reddita, żeby poczytać o tych robotach, to większość postów zaczyna się od wpisów "kupiłem Winbota i 20 podkładek mopujących". Nie ma bowiem co ukrywać - dla najlepszych efektów warto zmieniać tę podkładkę co okno - albo czasem częściej.
"Pralka" od Ecovacs jest rozwiązaniem tego problemu - i to tak naprawdę. W stacji bazowej znajdziemy bowiem mechanizm, który w kilkadziesiąt sekund - co już było widać - z brudnej szmatki zrobi czystą i wilgotną szmatkę.

Żeby było przyjemniej, całość jest zaprojektowana tak, żeby pady dało się włożyć a) tylko we właściwą stronę (nie pytajcie) i b) łatwo się je wyrównuje, żeby wszystko było domknięte i dociśnięte jak trzeba.

Czy to jest idealne i ostateczne rozwiązanie? Nie wiem. Czy jest skuteczne? Tak. Czy jest lepsze niż targanie ze sobą 15 mopów, z czego 7 jest już brudnych? Oj, tak.
A czy to wszystko nie jest przypadkiem głośne?

Trochę, choć nie napiszę, że jest jakoś wyraźnie głośniejsze od np. suszarki do włosów czy zwykłego robota odkurzającego. Przy czym mamy tutaj dwa rodzaje hałasu - trochę szumiąco-tłuczący, z "pralki" i szumiący z robota.
Ten pierwszy nie ma wielkiego znaczenia, bo towarzyszy nam krótko. Ten drugi natomiast towarzyszy nam od momentu przyczepienia robota do szyby aż do momentu odczepienia go. Żeby bowiem robot trzymał się szyby, musi się mocno "zassać". I to brzmi właśnie jak cały czas pracujący robot odkurzający.
Poza tym większość odgłosów towarzyszących myciu okien jest niemal niesłyszalna. Czasem zdarzy się jakiś delikatny pisk, ale poza tym - tylko szum "przyssawki".
Aczkolwiek raczej nie decydowałbym się na mycie okien o 6 rano w niedzielę. To może spokojnie poczekać.
I ten robot nie odpada od ściany?
Nie. Przynajmniej w moim przypadku nie odpadł nigdy. Producent podaje przy tym w specyfikacji, że W3 Omni nadaje się do mycia okien - i powierzchni - które są raczej idealnie pionowe. Więc np. moich okien połaciowych nie próbowałem czyścić, szczególnie od dołu.
Powierzchni? Czyli nie tylko okna?
Tak. Bez większego problemy myłem nim kabinę prysznicową - i to z naprawdę świetnym efektem. Tak, jak wspomniałem, nie zszorował idealnie wielotygodniowego kamienia z bardzo twardej wody, ale efekt i tak był bardzo, bardzo dobry.
Przy okazji - daję W3 Omni plusa za nawigację po szybie kabiny, która zamocowana jest metalowymi obejmami. Robot nie ma najmniejszych problemów z ominięciem tych elementów i sprawną nawigacją od samego dołu szyby, do jej "wolnego" końca na górze. Tak, jeśli macie szybę bez typowo okiennego zakończenia, to W3 Omni to zauważy i nie wyleci w powietrze.
A, gdyby ktoś pytał, to robot może też spokojnie myć ściany w łazience, też sprawdziłem.
Dobra, ale czym on myje?

Odpowiedź można podzielić na dwie części.
Jeśli chodzi o część "płynową", to robota wyposażono w zbiornik i dwa zestawy dyszy spryskujących. Do zbiornika nalewamy albo specjalnego płynu (trochę ponad 100 zł za litr - wystarczy na długo) albo - w razie potrzeby - wodę, żeby robot nie jeździł na sucho. Dystrybucją płynu zajmuje się sam - po prostu co "skos", to "psik", a potem przecieranie.
Skuteczność tego płynu określiłbym jako bardzo sensowną i całkowicie wystarczającą - nie poradziła sobie u mnie jedynie ze wspomnianym już kilka razy kamieniem na szybie łazienkowej.
Jeśli natomiast chodzi o część mechaniczną, to mamy tutaj i szmatkę, i specjalne "rolki", opuszczane podczas jazdy przy krawędziach, służące do zeskrobywania tego, co gnieździ się po bokach okien.

I tak, potwierdzam - działa to bardzo dobrze. Może nie idealnie perfekcyjnie, szczególnie jeśli okno było ekstremalnie brudne na starcie, ale po kilku myciach - albo wcześniejszym ręcznym odskrobaniu okna - efekt jest dokładnie taki, jak trzeba.
Czyli... to faktycznie działa?

Absolutnie tak, aczkolwiek stwierdziłbym, że jest tutaj dużo więcej gwiazdek niż w przypadku robotów odkurzających podłogi.
Przede wszystkim - to nie jest proces, który można w pełnej krasie zautomatyzować. Musimy wynieść robota ze stacją, napełnić stację czystą wodą, wylać brudną, przyłożyć robota do okna i dopiero możemy sobie pójść. Można też zadać pytanie, czy na pewno robot myje szybciej i lepiej niż człowiek.
Z drugiej strony - jestem osobą, która okna do tej pory myła ręcznie może raz na rok, więc argument o tym, że mógłbym to zrobić szybciej i lepiej samemu nie jest przesadnie trafiony. Nie mam natomiast większych problemów, żeby raz na tydzień czy dwa wyjąć robota, przyczepić go do okna, a po zakończeniu jednego etapu pracy - przenieść go do kolejnego.
Efekt jest więc taki, że choć wymaga to ode mnie trochę zachodu, to robię coś, czego... inaczej bym pewnie tak chętnie nie zrobił. Jednocześnie oszczędzając sporo czasu w porównaniu do standardowego mycia i dodając do tego - chyba niezbędny dla mnie - gadżeciarski akcent.
I choć można się śmiać z tego, że przełomem w tym robocie jest dołączona pralka, to nie ma wątpliwości, że niesamowicie ułatwia to całą robotę. Zamiast masy mopów, które musiałbym normalnie ze sobą nosić i jeszcze dbać, żeby potem trafiły do prawdziwej pralki, noszę ze sobą zestaw tych dwóch (jeden na robocie, jeden w pralce) i jestem w stanie obskoczyć cały dom. Idealnie.
Czy warto?

Trudne pytanie, biorąc pod uwagę cenę. W tym momencie Ecovacs Winbot W3 Omni kosztuje ok. 2800-2900 zł. Sporo, ale z drugiej strony - patrząc na efekt, kupiłbym go sobie do domu zamiast np. wymieniać robota odkurzającego na coś lepszego.
I jasne, można mówić, że ręcznie też się da wszystko domyć. Tylko to samo można powiedzieć o odkurzaniu, a jakoś popularność robotów odkurzających coś nie chce zmaleć...
Ecovacs Winbot W3 Omni - zalety:
- to naprawdę działa;
- "pralka" w stacji bazowej pozwala ogarnąć cały dom z dwoma mopami bez najmniejszych przestojów;
- nawiguje niemal idealnie po oknach, kabinach prysznicowych czy ścianach z kafli;
- 5 m przewodu między robotem a stacją - spory zapas nawet na to, żeby myć wysokie okna "po drugiej stronie";
- absolutnie banalna obsługa - włączamy bazę, włączamy robota, przykładamy robota do okna, idziemy sobie;
- czytelne i proste komunikaty stacji "w razie czegoś";
- fizyczne przyciski do obsługi bazy;
- wbudowany akumulator wystarczy na długie godziny mycia, a jeśli go nie potrzebujemy - możemy go odłożyć i mieć lżejszą bazę;
- wbudowany w bazę wieszak do łatwiejszego noszenia i przechowywania robota;
- skuteczne czyszczenie też przy krawędziach;
- dzięki temu robotowi mam czyste okna i chce mi się je czyścić. A to już coś.
Ecovacs Winbot W3 Omni - wady:
- o ile domyje większość brudu na oknach, o tyle raczej traktowałbym go jako robota utrzymaniowego;
- więcej zachodu niż przy robotach odkurzających;
- pojemnik z płynem dołączany do urządzenia wystarczy tylko na chwilę - zamówcie od razu litrowy;
- cena jest... spora, nawet jeśli produkt dowozi to, co obiecuje producent;
- baza jest ciężka, a baza z robotem jest też niefajnie wyważona.



















