Vinted tnie konta jak leci. Mały handel dostał w twarz od Unii
Użytkownicy tracą konta, ogłoszenia znikają setkami, a Vinted mówi o zakazie sprzedaży komercyjnej. Na horyzoncie majaczy dyrektywa DAC7 i widmo fiskusa. Tak się żyje na naszym vintedowym podwórku.

Polscy sprzedawcy na Vinted od kilku tygodni budzą się z tym samym komunikatem: konto zablokowane, ogłoszenia zniknęły, dostęp do sprzedaży ucięty. Oficjalnie chodzi o zakaz działalności komercyjnej, nieoficjalnie – wielu użytkowników wskazuje na efekt unijnych raportów DAC7 i coraz szczelniejszego spojrzenia fiskusa na platformy sprzedażowe. Dla części osób dorabiających na ubraniach z szafy ta mieszanka regulaminu i unijnych przepisów zamienia Vinted w pole minowe.
Od końca stycznia coraz ostrzej
Pierwsze sygnały o problemach pojawiły się pod koniec stycznia, ale w lutym sytuacja przybrała formę regularnej fali. Na grupach zrzeszających sprzedawców co dzień pojawiają się relacje osób, którym nagle wyczyszczono kilkadziesiąt, a nawet ponad 100 ogłoszeń, albo na kilka dni odcięto możliwość wystawiania nowych przedmiotów.
Najpierw czasowa blokada na 5-7 dni, potem u części użytkowników decyzja o trwałym wyłączeniu konta. Inni nie tracą dostępu do swojego profilu, ale widzą, jak kolejne wystawione rzeczy znikają z katalogu. Wśród osób, które sprzedają regularnie, narasta poczucie, że wystarczy chwila, by z dnia na dzień zostać odłączonym od głównego źródła dodatkowego dochodu.
Vinted przyznaje, że takie działania trwają, i tłumaczy je egzekwowaniem własnego regulaminu.
– Zgodnie z naszymi zasadami katalogu, sprzedaż komercyjna nie jest dozwolona na Vinted. W związku z tym w przypadku wykrycia działalności komercyjnej prowadzonej przez użytkowników Vinted możemy ukrywać lub usuwać oferty oraz blokować konta – mówi Magdalena Szlaz z działu PR Vinted, cytowana przez Wyborcza.biz.
Vinted poluje na komercję, ale środek ciężkości się przesuwa
Według zasad katalogu platforma ma służyć głównie do pozbywania się rzeczy z własnej szafy – używanych ubrań, butów, akcesoriów czy drobnej elektroniki, którym daje się drugie życie. To nie jest miejsce na zorganizowaną sprzedaż nastawioną na zarabianie, niezależnie od tego, czy ktoś handluje rzeczami nowymi, czy poluje na okazje i z marżą odsprzedaje je dalej.
Serwis jasno wskazuje, że za działalność komercyjną uznaje sytuacje, w których sprzedawca regularnie zarabia na transakcjach. Patrzy nie tylko na liczbę zamówień, ale też na łączny przychód. Na celowniku mogą znaleźć się osoby, które reprezentują firmę albo sprzedają w jej imieniu, wystawiają seryjnie podobne produkty w różnych rozmiarach i kolorach, działają jak projektant lub wytwórca własnych rzeczy, oferują usługi albo wrzucają typowo katalogowe, sklepowo wyglądające zdjęcia.
Największy problem dotyka tych, którzy z hobby zrobili sobie mały biznes – szyją, robią biżuterię, odświeżają ubrania, a potem sprzedają je na Vinted. Platforma z jednej strony chwali kreatywność, z drugiej zamyka im drzwi, traktując takie aktywności jak pełnoprawną działalność handlową, której na zwykłym koncie po prostu nie wolno.
Donosy, algorytmy i strach przed jednym kliknięciem
Użytkownicy, którzy stracili konta lub ogłoszenia, coraz częściej mówią wprost, że to nie jest tylko kwestia suchego regulaminu. W ich relacjach pojawiają się dwie dodatkowe warstwy – donosów i automatycznych filtrów.
Po pierwsze, rośnie przekonanie, że zgłoszenia od innych użytkowników potrafią wywołać lawinę. Wystarczy kilku sfrustrowanych kupujących, którzy nie dostali rabatu, na jaki liczyli, albo nie doczekali się szybkiej odpowiedzi, by konto trafiło pod lupę. W efekcie uczciwi sprzedawcy zaczynają bać się wystawiać cokolwiek bardziej profesjonalnie, bo każda wzmianka o hurtowej dostępności czy pełnej rozmiarówce może zostać odczytana jako sygnał, że za profilem stoi mały sklep.
Wielu użytkowników jest przekonanych, że swoje robi także coraz ostrzej wyczulona sztuczna inteligencja. Algorytmy przeszukują opisy pod kątem słów takich jak hurt, sklep czy wszystkie rozmiary, a potem automatycznie usuwają ogłoszenia lub flagują konto jako podejrzane. Vinted oficjalnie nie zdradza, jakie dokładnie kryteria wykorzystuje, ile kont zostało zablokowanych i jak duża część decyzji zapada automatycznie. To dodatkowo podgrzewa atmosferę i poczucie chaosu.
DAC7 i fiskus w tle. Unijne progi, realne nerwy
Na tę mieszankę regulaminu, donosów i algorytmów nakłada się jeszcze jeden czynnik, który szczególnie mocno pobudza wyobraźnię: unijna dyrektywa DAC7. Od 2024 r. platformy sprzedażowe mają obowiązek raportowania do urzędów skarbowych użytkowników, którzy w ciągu roku sprzedali co najmniej 30 przedmiotów albo uzyskali ponad 2 tys. euro przychodu.
Dla wielu osób to sygnał, że era bezkarnego dorabiania na Vinted się skończyła, a przekroczenie progu powoduje, że zarówno fiskus, jak i sama platforma zaczynają baczniej przyglądać się profilowi. W efekcie część sprzedawców widzi bezpośredni związek między wejściem w życie nowych obowiązków raportowych a falą blokad.
Przedstawiciele Vinted podkreślają, że zasady zakazu sprzedaży komercyjnej obowiązywały jeszcze zanim DAC7 zaczęła działać, a przekroczenie progów raportowania nie oznacza automatycznie, że ktoś prowadzi działalność handlową. Nie zmienia to faktu, że unijne przepisy radykalnie ograniczyły szarą strefę i zmusiły platformy do ułożenia sobie relacji z fiskusem.
Vinted Pro za granicą, ściana dla polskich przedsiębiorców
Najbardziej frustrujący element tej układanki jest dla polskich sprzedawców wyjątkowo prosty: brak legalnej, wygodnej ścieżki, by prowadzić na Vinted zarejestrowaną działalność.
W kilku krajach Europy Zachodniej – m.in. w Holandii, Francji, Włoszech, Belgii, Portugalii, Hiszpanii, Luksemburgu czy w Wielkiej Brytanii – funkcjonuje Vinted Pro, czyli wersja platformy przeznaczona dla sprzedawców komercyjnych. Można tam oficjalnie prowadzić firmowy profil, płacić podatki i działać bez strachu, że konto poleci przez zbyt dużą liczbę transakcji.
Zobacz także:
W Polsce taki system wciąż nie istnieje. Mały przedsiębiorca, który chciałby zalegalizować swój handel na Vinted, ma związane ręce. Albo wchodzi w szarą strefę, licząc na to, że nie wpadnie w filtr komercji, albo rezygnuje z platformy i przenosi sprzedaż na inne serwisy, godząc się na wyższe prowizje i konieczność budowania wszystkiego od zera.
Tu już nawet nie chodzi o kwestie podatkowe, bo wielu sprzedawców masowych na Vinted na zarejestrowaną działalność i odpowiednio ewidencjonuje sprzedaż, chociaż jest to niezgodne z regulaminem. Chodzi o to, dlaczego platforma nie zdecyduje się na wprowadzenie Vinted Pro w naszym kraju, skoro zwyczajnie się to jej opłaci?







































