System kaucyjny to magazynowanie powietrza? Sami się ośmieszacie
Głupia krytyka, ale roznosi się, co pokazuje, w jakich niebezpiecznych czasach żyjemy - nieprawdziwe, szkodliwe hasełko może wyrządzić wiele szkód.

Kilka tygodni temu właściciel Antykwariatu Zakładka podzielił się fotorelacją z odwiedzin mieszkania nieżyjącej już osoby, u której "zamiłowanie do książek zamieniło się w manię". Przestrzeń została częściowo oczyszczona, a i tak ogrom kolekcji przerażał lub fascynował, zależy kto patrzył. Wcześniej "sterty książek sięgały do sufitu, a po pomieszczeniach można było się poruszać wąskimi korytarzami/wąwozami".
Syllogomania – zwrócił uwagę ktoś w komentarzu, a więc patologiczne zbieractwo. A może nawet i uzależnienie. Znalazłem się jednak w gronie osób, które pozazdrościło takiej imponującej kolekcji. Mania? Niewykluczone, ale stała za tym miłość do literatury, wielka pasja. Nie wiem, czy chciałbym kiedyś przedzierać się przez labirynt książek, ale marzy mi się niejeden wielki regał, taki na całą ścianę, w całości wypełniony tytułami. W wynajmowanym mieszkaniu nie mam na to przestrzeni, więc na razie książki lądują nie tylko na regale, ale i na parapecie, między szafkami, na półkach – słowem, gdzie się da.
Definitywnie wyleczyłem się z minimalizmu. W zasadzie to nigdy na niego nie zachorowałem, ale pociągała mnie sama idea. W teorii to bardzo sensowna filozofia życiowa. "Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce, jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci" – jak pisał poeta. W końcu faktycznie nikt nie powiedział, że "wolno się przyzwyczajać", że "cokolwiek jest na zawsze", że kiedykolwiek i gdziekolwiek będzie się u siebie.
"Chęć zakorzenienia się w jakimś miejscu również może być formą ucieczki" – pisze z kolei w "Okrutnych bogach" Paul Kingsnorth, zdecydowanie jeden z moich ulubionych autorów. Szukanie stabilności to potrzeba uwolnienia się od "wirującego, niestabilnego i nieprzewidywalnego życia". Być w miejscu, nawet nie własnym, ale otoczonym ulubionymi książkami, płytami, przedmiotami, które cieszą oko – to całkiem przyjemny cel.
I to nie jest tak, że kupuje się książkę jak przychodzi na nią potrzeba czytania, a najpierw powinno się wyczyścić zapasy i być z lekturami na bieżąco. Bywa tak, że dany tytuł musi poczekać na właściwy moment, trafić na swoją kolej. Tworzy się pomiędzy autorami dziwna więź, a przed czytelnikiem ścieżka, jakby układało się puzzle. Albo przechodziło grę i odblokowywało kolejny poziom. Skoro przeczytało (ale też posłuchało płyty) się X, to teraz jest idealny czas na Y. Ale najpierw trzeba się na to przygotować i stąd potrzeba gromadzenia.
Wielokrotnie chwaliłem siebie za odpowiedzialne podejście, za zdolność przewidywania i wyprzedzania faktów, dzięki czemu jakaś książka czekała na mnie na półce już w domu.
Czyli coś mnie z krytykami systemu kaucyjnego łączy
Dla nich przestrzeń własnych czterech ścian też jest cenna i niezbędna, wręcz kluczowa. A system kaucyjny wytworzył im nowego wroga.
Według Instytutu Monitorowania Mediów system kaucyjny to jeden z najgorętszych tematów ostatnich miesięcy. Najczęściej wskazywane wady systemu kaucyjnego to kaucja jako "podwójne opodatkowanie" (czyli pierwsza bzdura, bo ta rzekoma opłata może w łatwy sposób do nas wrócić) oraz konieczność przechowywania opakowań. Wiąże się to z "magazynowanie powietrza" (druga bzdura).
To bardzo poetyckie hasło, publicystycznie naprawdę udane, irytuje mnie i śmieszy. Czasami jednocześnie, częściej jednak w pojedynkę denerwuje. Niby trafne. Patrzę na regał za moimi plecami. Książki ustawione są w rzędzie jedna po drugiej. Na nich, już pionowo, leżą kolejne tytuły. Żadna przestrzeń nie może się zmarnować, pustka nie może wypełniać powietrza po nic.
Idąc tą logiką można jednak oszaleć. Mój czajnik w tej chwili magazynuje powietrze. Mógłbym wlać wprawdzie wody, ale i tak tylko do określonego poziomu. Producent każe zostawić trochę zapasu, czyli wykreował tę paskudną przestrzeń, w której magazynuje się powietrze. Nie gotując wody mógłbym go oszukać i wlać do pełna. Jeden problem wyeliminowany. Ale co dalej?
Zawsze coś zostanie. Puste szklanki w szafce, ileż powietrza się tam składuje – po nic. Jakim marnotrawstwem jest za duża doniczka albo wazon, szczególnie jeśli nie ma w nim kwiatów. Kiedy wychodzę z domu, mieszkanie nie jest już schronieniem, jest magazynem powietrza, przestaje mi służyć.
Według danych udostępnionych przez Netto średnio na jeden kupon przypada 5,5 zwróconego opakowania. Można przyjąć, że pod tym względem klient sieci nie jest ani bardziej leniwy niż pozostali, ani silniejszy od innych konsumentów – pewnie tyle puszek bądź butelek oddają średnio Polacy do zwrotu wszędzie gdzie się da. Albo niech będzie: załóżmy, że standardowa liczba przynoszonych odpadów to 10. Co sobie żałujemy – jednak 15!
Stawiam 15 pustych butelek, okropnych magazynów powietrza
Za starych, dobrych czasów wystarczyło je zgnieść i zwracało się powietrzu wolność. Teraz jest w męczeńskiej niewoli. Nie mam przed sobą 15 butelek, używam jedynie wyobraźni, która może być, przyznaję, myląca. Na pewno jest nieprecyzyjna. To jednak wystarczy, żeby uzmysłowić sobie, że jeśli masz miejsce na 15 pełnych butelek wypełnionych wodą, to jednocześnie, w dokładnie tym samym pomieszczeniu, masz miejsce na 15 pustych butelek niezgniecionych. Magia! Nic nie poradzę, inaczej wyjść mi nie chce, uparcie wychodzi niewygodny rezultat.
Gdyby krytycy systemu kaucyjnego mówili, że przez złą Unię Europejską nie mogą gromadzić książek, ich syllogomania jest poważnie zagrożona, może bym się uśmiechnął i sam zastanowił. "Faktycznie, te 15 niezgniecionych butelek to pewnie ze 3-4 książki, które muszą stać gdzieś indziej!".
Gdyby zwrócili uwagę, że w mikrokawalerkach pomieści się tyle i tyle niezgniecionych butelek, pochwaliłbym na skierowanie uwagi na istotny problem, jakim jest tworzenie klitek i nazywanie ich szumnie inwestycjami, a nie miejscami do życia. A tak?
Oczywiście wiem, że to tylko publicystyczna fraza. Mrugnięcie okiem. Taki żart, jak ten z Unii Europejskiej, która przykręciła zakrętki do butelek i proszę bardzo, od razu surowa zima wróciła. Najpierw funkcjonował jako satyra z niewierzących w katastrofę klimatyczną, ale ci przechwycili dowcip. Tylko że zaczęli śmiać się sami z siebie. To tak samo absurdalne, jak walki dorosłych chłopów z korkami. Pamiętacie te wszystkie filmy? Wszyscy się przyzwyczaili, ba, pewnie wyszło, że to wcale nie taki problem, jak mówili chłopcy z Twittera. No to wymyślono "magazynowanie powietrza".
A jednak działa. Fraza się przyjęła, o czym świadczą komentarze, filmiki i podsumowanie przygotowane przez Instytutu Monitorowania Mediów. Wystarczy rzucić hasło, niezgodne z rzeczywistością, jakąkolwiek logiką, a przylepi się i narobi zamieszania. Pod tym względem system kaucyjny to kolejne zjawisko, na które trzeba spojrzeć z uwagą i troską. Jak bardzo łatwo można manipulować, wprowadzać w błąd, zniechęcać i podważać zaufanie. To takie proste, że aż przerażające. Jak się bronić? Czy w ogóle jesteśmy w stanie zatrzymać taką falę?



















