REKLAMA

Dyskonty zamieniły Tłusty czwartek w cyrk. Ludzie kupują po 24 pączki, zjedzą trzy

Klienci wynoszą z dyskontów kartony po 24 sztuki, a ja pytam: po co? Zamiast święta mamy festiwal marnowania jedzenia i walkę o produkt pączkopodobny. To smutny obraz cebulenia, na którym zarabiają tylko wielkie sieci.

Dyskonty zamieniły Tłusty czwartek w cyrk. Ludzie kupują po 24 pączki, zjedzą trzy
REKLAMA

Walka o wypieki za jeden grosz zdominowała święto jakim jest Tłusty Czwartek. Klienci masowo wynoszą ze sklepów hurtowe ilości towaru, błędnie wierząc w obronę dawnej tradycji, choć tak naprawdę dają się wciągnąć w marketingową pułapkę niskich cen, tracąc smak na rzecz cebulenia.

W sumie, gdy miałem sekundkę na polu przed jednym z popularnych dyskontów, zobaczyłem że ludzie rzucili się na te pączki za kilka groszy - może i nie był to poziom walki o karpia sprzed wieków, ale co druga-trzecia osoba niosła karton. Albo dwa. Tłusty czwartek zamienił się w rywalizację o pączki za ułamek złotego, a kupujący często zapominają o smaku na rzecz skrajnie niskiej ceny.

REKLAMA

Trudno było w tym dostrzec radosne, cukiernicze świętowanie. Wyglądało to raczej na mechaniczną chęć zrobienia zapasów i obawę, że handlowa okazja przejdzie obok nosa.

Święto marketingu czy dawny obyczaj?

Od dawna powtarzają się dwa dyżurne argumenty: bo to tradycja i bo jest tanio. Klienci uspokajali w ten sposób swoje sumienia przed zakupem kolejnego kartonu. Problem w tym, że dzisiejszy tłusty czwartek stał się bardziej świętem marketingu niż jakichkolwiek dawnych obyczajów. 

W sumie myślę o tym, że to bardziej święto gazetek promocyjnych, a nie jakiejś tradycji. Słowo tradycja świetnie maskuje chęć nabycia towaru hurtowo i daje moralne usprawiedliwienie dla wynoszenia ze sklepu całych palet.

Łatwiej zasłonić się dawnym zwyczajem, niż przyznać, że daliśmy się złapać na handlowy haczyk wielkich sieci. Chyba że mówimy o tradycji cebulenia, aby najeść się za kilka groszy - bo co innego tłumaczy te kartony po 12 czy 24 sztuki na jedną rodzinę?

Oto jak wyglądały kluczowe promocje na pączki w popularnych sieciach dyskontowych w tłusty czwartek 2026, gdzie wszystkie wymagały spełnienia warunków, takich jak zakup wielosztukowy, aplikacja lojalnościowa lub minimalny koszyk:

  • Biedronka: pączek z nadzieniem (65 g) kosztował 5 groszy przy zakupie 24 sztuk; pączek z marmoladą 0,69 zł przy 6 sztukach; pączki „Słodka Kraina” z cukrem lub lukrem 0,99 zł przy 6 sztukach.
  • Lidl: pączek z nadzieniem wieloowocowym za 6 groszy przy zakupie 12 sztuk; wariant z nadzieniem za 0,69 zł przy 6 sztukach. Donuty były tańsze o 33 procent przy 4 sztukach.
  • Inne sieci (Aldi, Netto, Dino itp.): pączki kosztowały od 0,69 zł przy 6 sztukach. W Netto pojedyncze sztuki wyceniono od 1,99 zł, a ogólne oferty wielopaków po kilkanaście groszy obowiązywały przy zakupach za minimalną kwotę.

Tłumy w sklepach często przekonują same siebie, że przecież zawsze tak było, a przy obecnych cenach grzech nie skorzystać ze zniżki - zwłaszcza gdy co trzecia osoba idzie z kartonem na 12 lub 24 sztuki, jak widziałem na polu. 

Czy jednak faktycznie to stara praktyka? Wydaje mi się, że zwyczaj najadania się przed postem opierał się na domowym smażeniu lub wizycie u lokalnego rzemieślnika. Albo już udaniu się do tego marketu, ale wybraniu 3-4 maks. Ten dziś zamienił się w poranne przepychanki o dyskontowe wypieki z taśmy.

Psychologia cebulenia i zamknięty ekosystem

Dyskonty doskonale zdają sobie z tego sprawę, ścigając się na coraz bardziej skomplikowane promocje - i już nie pierwszy widziałem, jak to działa, z ludźmi rzucającymi się na te groszowe oferty. 

Oferują pączki po kilkanaście groszy, a dzisiaj wręcz ucinają cenę do 0 zł przy odpowiednim pakiecie. Przestaje liczyć się apetyt, a zaczyna chłodna kalkulacja, jak zmaksymalizować oszczędność. Psychologicznie to potężne narzędzie. Marne kilka złotych w kieszeni daje emocje przypominające wygraną.

W tle sprawnie działają aplikacje lojalnościowe i twarde limity na paragon - mechanizmy, które na polu widziałem w akcji przy każdej kasie. Ten tani pączek to w rzeczywistości starannie skalkulowana nagroda za dobrowolne wejście w zamknięty ekosystem danej marki. Sieć zyskuje darmową reklamę, gdzie jedynym kosztem jest strata na wypieku. Po co kampania w sieci, która swoje kosztuje? Przygotuj tzw. loss leadera i ciesz się tweetami, tiktokami i artykuła… ups.

Niska jakość i marnowanie żywności

W tym całym szale zakupowym zupełnie ginie refleksja nad jakością i marnowaniem żywności - zwłaszcza gdy co trzecia osoba taszczy karton 12/24, jak na polu. Słodki wypiek z dyskontu często rozczarowuje, przypominając produkt z długim składem chemicznym, a nie puszyste ciasto z prawdziwym nadzieniem.

Klienci pakują kartony z myślą o rozdzieleniu ich w pracy czy w szkole. Ale fakty: produkt z masowej taśmy szybko traci resztki świeżości i zniechęca do jedzenia. Wydaje mi się, że część tych hurtowych zakupów ostatecznie wyląduje na śmietniku, ponieważ kompulsywna chęć posiadania wygrywa z realnymi możliwościami żołądka.

Obserwowanie tych ilości skłania do zastanowienia, ile z tego jedzenia faktycznie zostanie zjedzone ze smakiem. Na polu co trzeci klient z kartonem 12 lub 24 sztuk wyglądał na pewnego sukcesu, ale jutro będzie inaczej. Klient z kartonem liczącym 24 sztuki planuje podzielić się ze znajomymi.

W praktyce domownicy zjedzą najwyżej kilka z nich, a reszta po dwóch dniach stanie się czerstwa. To napędza spiralę marnowania jedzenia. Zamiast obrzędu mamy do czynienia z nadkonsumpcją generowaną przez gazetki promocyjne.

Rzemieślnicze cukiernie jako alternatywa

Na szczęście ten dyskontowy pęd to nie cały obraz dzisiejszego dnia. Kiedy ruszyłem dalej, zauważyłem wyraźny kontrast przed normalnymi, nawet sieciówkowymi, ale nadal cukierniami - tam nikt nie rzucał się na kartony 12/24 za grosze. 

Tam ludzie stoją cierpliwie po kilka sztuk, płacąc za nie uczciwą, znacznie wyższą cenę. Nikt nie instaluje aplikacji ani nie kombinuje z limitami, bo nie ma jak oszczędzić.

Te miejsca udowadniają, że zapotrzebowanie na sensowne wyroby jest silne. Klienci lokalnych punktów pokazują, że lepiej zjeść jednego pączka z prawdziwym owocowym wnętrzem, niż napychać się dyskontowym zamiennikiem z syropem glukozowym. Ale też jeśli ktoś czytający lubi pączki z Biedronki - wszystko jest dla ludzi. W rozsądnych ilościach.

REKLAMA

Czasem warto zignorować wszechobecne promocje, wyciszyć powiadomienia na telefonie i przypomnieć sobie o umiarze. Daje to pewną nadzieję, że z czasem otrząśniemy się z promocyjnego letargu, a jakość wygra z marketingowymi sztuczkami.

Tłusty czwartek w dyskontowym wydaniu często przypomina festiwal pogoni za ułamkami złotego, gdzie ilości maskują rzeczywiste koszty i późniejsze wyrzucanie jedzenia - zwłaszcza gdy na polu co trzecia osoba taszczy karton w imię tradycji cebulenia. Sklepy zarabiają na naszym przywiązaniu, a my płacimy za to gorszym smakiem. Wyjście z tej sytuacji jest jednak dość proste. Świadome zakupy i wspieranie lokalnych piekarni to najlepszy sposób, by wrócić do prawdziwego charakteru tego święta.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-12T12:28:21+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T11:44:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T10:40:01+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T10:25:32+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T06:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T06:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T21:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T18:08:41+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T17:26:10+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T16:57:33+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T16:16:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T15:50:03+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T15:26:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T14:50:21+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T14:39:24+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T14:32:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T12:56:46+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T11:32:41+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA