Darmowa aplikacja nie wystarczy. Polskie Vasco udowadnia to w Las Vegas
Polska firma Vasco Electronics na targach w Las Vegas udowadnia, że dedykowany hardware wciąż ma sens. Model Vasco Translator Q1 i słuchawki Vasco Translator E1 pokazują, że nawet w dobie powszechnego angielskiego rola elektronicznych tłumaczy nie słabnie.

Szczerze mówiąc, nie byłem zaskoczony tym, co zobaczyłem w Las Vegas. W 2026 r. dominującym hasłem nie była już sztuczna inteligencja jako nowinka, lecz AI jako niewidzialny asystent (oraz roboty i hologramy).
W samym środku tej zmiany, w gwarnej North Hall, polska firma Vasco Electronics udowadnia, że hardware ma się dobrze. Podczas gdy wiele firm ucieka w chmurę i subskrypcje, krakowski producent konsekwentnie rozwija fizyczne urządzenia, które w określonych warunkach wciąż biją aplikacje mobilne na głowę.

Dla tych, którzy jeszcze nie kojarzą marki: Vasco specjalizuje się w przełamywaniu barier językowych. Firma zasłynęła z dedykowanych translatorów mowy, działających w blisko 200 krajach bez dodatkowych opłat za internet.

To kluczowa różnica - kupujesz sprzęt i nie martwisz się o roaming czy szukanie Wi-Fi. Wprowadzając na rynek nowy model Vasco Translator Q1 w listopadzie 2025 r. oraz rozwijając ekosystem słuchawek E1, firma stawia jednak odważniejsze tezy. Nie chodzi już wyłącznie o przekład słów, ale o przenoszenie całej "osobowości" rozmówcy.

Spacerując między stoiskami, trudno jednak uciec od szerszego pytania: czy w dobie wszechobecnych smartfonów dedykowane urządzenia mają jeszcze rację bytu? Obecność Vasco w tym technologicznym tyglu prowokuje do refleksji. Spróbujmy rozpracować cztery filary tego problemu.
1. Czy AI odeśle translatory do lamusa?

Mogłoby się wydawać, że w 2026 r., gdy pokolenia wychowane na internecie wchodzą w dorosłość, bariera językowa naturalnie zanika. To jednak iluzja. Maciej Góralski, CEO Vasco Electronics, stawia sprawę jasno:
Myślę, że globalizacja powoduje, że translatory będą coraz bardziej potrzebne, bo będziemy się potrzebowali komunikować z ludźmi na całym świecie w coraz bardziej egzotycznych językach i z coraz większą skutecznością.
Powszechność angielskiego jest faktem w świecie cyfrowym i turystycznych bańkach, ale prawdziwa globalizacja paradoksalnie zwiększa zapotrzebowanie na lokalność.

Poza hotelowym lobby szybko zderzamy się z rzeczywistością, w której lokalni mieszkańcy pielęgnują swój język ojczysty. Co więcej, Góralski zauważa ciekawą tendencję wśród młodych ludzi:
Dane pokazują, że ludzie nie do końca chcą się uczyć języków obcych, a nawet angielskiego, ponieważ zamykają się w swojej bańce kulturowej. Szczególnie kraje jak Francja, Hiszpania czy Włochy mają swoją kulturową bańkę w swoim własnym języku i niekoniecznie chcą wychodzić poza swój ojczysty język. Zainteresowanie popkulturą anglojęzyczną nie jest już tak dominujące jak kiedyś.
Drugim czynnikiem jest moda na autentyczną eksplorację. Lokalne społeczności coraz bardziej doceniają turystów, którzy zadają sobie trud komunikacji w ich języku, zamiast narzucać rozmówcy angielszczyznę. Użycie urządzenia takiego jak Vasco, dzięki któremu wypowiadamy zdania płynną greką czy tajskim, jest odbierane jako gest szacunku i zachęca do bardziej otwartej rozmowy.

Nie bez znaczenia jest też tempo współczesnego biznesu. Globalizacja sprawia, że nasze kontakty są coraz bardziej rozproszone - jednego dnia rozmawiamy z klientem z Chin, drugiego z partnerem z Brazylii. Nauka każdego z tych języków jest niemożliwa. Translatory AI wypełniają tę lukę natychmiastowo.
2. Dlaczego znając język, wciąż potrzebujesz Vasco?
Z kilku powodów. Co najbardziej oczywiste: nikt przecież nie zna wszystkich języków świata, zaś osoba, z którą rozmawiamy niekoniecznie musi znać język którego my się nauczyliśmy. Równocześnie, nawet bardzo dobra znajomość słownictwa może nie wystarczyć do rozmawiania na bardziej skomplikowane czy specjalistyczne tematy.
Co więcej, znajomość "uniwersalnego" angielskiego często może nas rozczarować. Jak punktuje prezes Vasco:
Okazuje się, że w języku angielskim nie porozumiemy się w niektórych krajach, a nawet tych bardzo dużych, takich jak Francja czy Włochy. Nie wspominając już o krajach azjatyckich, gdzie nawet takie słowa oczywiste dla niektórych jak "credit card" czy "bus" nie oznaczają tego, co wydawałoby nam się, że wszyscy rozumiemy.
Urządzenie pełni rolę kontekstowego słownika, który ratuje sytuację w starciu ze specyficznym słownictwem. Funkcje AI potrafią wyjaśnić niuanse danego terminu, co pozwala uniknąć kosztownych nieporozumień w kontraktach, których nie wyłapałaby zwykła aplikacja w telefonie.
Dla profesjonalistów kluczowe pozostaje też bezpieczeństwo. Darmowe translatory w smartfonach często "karmią" swoje algorytmy wprowadzonymi danymi, naruszając tym samym regulacje bezpieczeństwa. Vasco, korzystając z szyfrowanej transmisji i serwerów w Europie, daje gwarancję, że treść poufnej rozmowy biznesowej nigdzie nie wycieknie.
3. Przyszłość translacji: kontekst, głos i niewidzialność
Przyszłość translacji, którą Vasco rysuje na CES, to przede wszystkim personalizacja. Nowy model Q1 wprowadza funkcję klonowania głosu (Vasco My Voice). Dzięki temu urządzenie po krótkiej próbce dźwiękowej potrafi generować tłumaczenie głosem użytkownika, zachowując jego barwę i intonację. Technologia przestaje być filtrem - rozmawiając z kimś w Pekinie, usłyszymy własny głos mówiący po mandaryńsku.

Kolejnym krokiem jest rozumienie kontekstu. Tłumaczenie przyszłości nie opiera się tylko na słowach, ale na tym, co "widzi" AI. Integracja kamery pozwala na analizę otoczenia - system uwzględnia widoczny tekst, lokalizację oraz kontekst otoczenia, przechodząc od tłumaczenia słowo w słowo do tłumaczenia znaczeń. Rozwiązanie to, czyli Vasco Assistant, pomoże nam przybliżyć historię sfotografowanego budynku, opisać, z czego składa się egzotyczne danie, lub też wyjaśnić, czy dozwolone jest parkowanie w miejscu z symbolem którego znaczenie znają tylko lokalni mieszkańcy.
Ale firma ma też już w ofercie usługi czysto software’owe, czego przykładem jest Vasco Audience.

To rozwiązanie pozwala na symultaniczne tłumaczenie wystąpień publicznych bezpośrednio na smartfony słuchaczy.











Zamiast inwestować w drogi sprzęt konferencyjny, prelegent może mówić w swoim języku, a odbiorcy czytają lub słuchają tłumaczenia w czasie rzeczywistym na własnych urządzeniach.
4. Co jest kluczem do sukcesu Vasco?

Co stoi za sukcesem Vasco w starciu z gigantami technologicznymi? Firma z Krakowa wypracowała unikalny model, który prezes Góralski określa mianem elastyczności i skuteczności, ale wskazuje też na jeden konkretny game changer:
Jesteśmy jedyną firmą na świecie, która oferuje urządzenia z internetem do tłumaczeń na zawsze, bezpłatnie i bez limitów.
Ta niezależność, wynikająca z wbudowanej karty SIM, to wciąż unikalna cecha. Użytkownik po wylądowaniu w USA czy Chinach nie musi szukać lokalnego operatora ani martwić się o roaming. Urządzenie działa od razu po wyjęciu z pudełka.

Drugim kluczem jest jakość wynikająca z agregacji. Vasco nie buduje jednego silnika do wszystkiego, lecz łączy ponad 10 najlepszych rozwiązań na świecie. Jeśli tłumaczysz z polskiego na japoński, urządzenie dobierze inną parę silników niż przy tłumaczeniu z angielskiego na hiszpański.
Trzecim elementem jest filozofia Single Purpose Device. W świecie smartfonów, które co chwilę atakują nas powiadomieniami, Vasco robi jedną rzecz, ale robi ją dobrze. Fizyczne przyciski, mocna bateria i brak rozpraszaczy sprawiają, że jest to narzędzie pracy, a nie kolejna zabawka.
Finalnie, europejski rodowód firmy buduje zaufanie w sektorze B2B i B2G. Transparentność w kwestii przetwarzania danych i lokalizacja serwerów w Niemczech to mocny argument dla firm i instytucji, które zabraniają pracownikom korzystania z otwartych narzędzi Google. Vasco skutecznie zagospodarowało niszę bezpiecznej, profesjonalnej translacji.







































