Na Grenlandii jest coś, co wszystkich kusi. To klucz do technologii jutra
Za sporem o lodową wyspę stoi coś więcej niż polityka. Grenlandia może okazać się kluczem do technologicznej przyszłości świata.

Z zewnątrz to tylko biała plama na mapie. W środku to potencjalna skarbonka współczesnej gospodarki. Z szacunków geologów wynika, że na Grenlandii występuje 25 z 34 surowców uznanych przez Unię Europejską za krytyczne. W świecie, który buduje zielone technologie i boi się uzależnienia od Chin, taka wyspa automatycznie staje się dosłownie obiektem pożądania. Także dla Stanów Zjednoczonych i Donalda Trumpa.
Grenlandia, czyli lodowa wyspa z listą marzeń Brukseli
Kiedy Unia Europejska tworzyła kilka lat temu swoją listę surowców krytycznych, chodziło o to, by wskazać te pierwiastki i minerały, bez których nowoczesna gospodarka się wykolei. Surowiec krytyczny to taki, który jest niezbędny np. dla energetyki, elektroniki czy przemysłu obronnego, a jednocześnie trudno go zastąpić i łatwo o przerwanie dostaw.
Na tej liście znalazło się 34 pozycji. Jak wylicza prof. Krzysztof Szamałek, szef Państwowej Służby Geologicznej w rozmowie z portalem Nauka w Polsce, aż 25 z nich występuje na Grenlandii. Co ważne, mówimy tylko o pasie wybrzeża i obszarach morskich, które udało się już lepiej rozpoznać. Reszta, około 80 proc. powierzchni wyspy, wciąż kryje się pod grubym lądolodem.
Spośród tych 34 surowców krytycznych 25 występuje na Grenlandii – na zbadanych obszarach tej wyspy, czyli na obszarach morskich i w pasie wybrzeża (pozostałe 80 proc. wyspy jest pokryte lądolodem). – mówi geolog prof. Krzysztof Szamałek.
Dla porównania, w Polsce geolodzy widzą potencjalne złoża pozwalające uzyskać raptem 4-5 surowców z unijnej listy. Różnica w skali jest więc ogromna. Tam, gdzie my mówimy o pojedynczych możliwościach, Grenlandia wygląda jak geologiczny supermarket z alejkami pełnymi tego, czego najbardziej potrzebuje współczesna technologia.
Co dokładnie kryje się pod grenlandzkimi skałami?
W uproszczeniu, na Grenlandii leży prawie wszystko, co jest dziś najbardziej pożądane w przemyśle wysokich technologii. Profesor Szamałek wymienia m.in. grafit, grupy lekkich i ciężkich pierwiastków ziem rzadkich, molibden, niob, tantal, metale z grupy platyny, metale szlachetne wykorzystywane nie tylko w jubilerstwie, ale również w elektronice i elektrotechnice, a do tego stront, tytan, hafn czy cyrkon.
Warto rozplątać w tym miejscu kilka pojęć. Pierwiastki ziem rzadkich to grupa metali, które są kluczowe dla produkcji magnesów do silników elektrycznych, turbin wiatrowych, ekranów, laserów czy wielu elementów w satelitach i uzbrojeniu. Mimo nazwy wcale nie są skrajnie rzadkie, ale znalezienie ich w złożach, które opłaca się eksploatować, jest trudne.
Z kolei molibden, niob i tantal to metale, które poprawiają własności stopów – sprawiają, że stal staje się twardsza, bardziej odporna na temperaturę i korozję. Metale z grupy platyny pełnią z kolei funkcję katalizatorów w reakcjach chemicznych, są ważne w motoryzacji, przemyśle chemicznym, a coraz częściej także w projektach związanych z zieloną energią.
Na razie mówimy jednak o zasobach szacowanych. W wielu przypadkach wiemy, że odpowiednie minerały są obecne, ale nie ma jeszcze pełnego rozpoznania ich wielkości i jakości. To wymaga lat dodatkowych badań, wierceń i obliczeń. Już sama próbka z wybrzeża pokazuje jednak, dlaczego ta pokryta lodem wyspa nagle trafiła na agendę polityków i prezesów największych firm technologicznych.
Chiny dominują, Europa i USA szukają alternatywy
Dziś w produkcji pierwiastków ziem rzadkich zdecydowanie dominują Chiny. To one kontrolują dostawy, a więc i ceny, a także mogą w razie konfliktu politycznego szybko zakręcić kurek. Dla Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i innych rozwiniętych gospodarek to poważne ryzyko. Nawet najlepiej zaprojektowana fabryka samochodów elektrycznych nie wyprodukuje ani jednego auta, jeśli zabraknie kluczowych metali do silników czy baterii.
Obecnie w produkcji tej grupy pierwiastków dominują Chiny. Dlatego też państwa Unii Europejskiej oraz pozostałe kraje, które korzystają z tych pierwiastków ziem rzadkich, chciałyby, aby na rynku pojawiły się dostawy pochodzące także od innych producentów – dodaje prof. Szamałek.
Grenlandia jest w tym układzie niezwykle kusząca. Nie dlatego, że na świecie kończą się pierwiastki ziem rzadkich, bo geolodzy podkreślają, że na lądzie wciąż mamy wiele złóż. Chodzi raczej o dywersyfikację, czyli uniezależnienie się od jednego dominującego dostawcy.
Jeśli na rynek weszłoby więcej surowców z Grenlandii, pojawiłby się realny konkurent dla chińskich dostaw. To z kolei przełożyłoby się na większe bezpieczeństwo gospodarcze Europy i USA. Nic dziwnego, że zainteresowanie wyspą rośnie nie tylko w Brukseli, ale również w Waszyngtonie.
Trump mówi o bezpieczeństwie, geolodzy widzą surowce
Donald Trump wprost wskazywał Grenlandię jako obszar, który jego zdaniem ma znaczenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. W oficjalnych wypowiedziach padały argumenty strategiczne, jednak w tle zawsze pozostaje pytanie o surowce.
Dla amerykańskiej administracji wyspa będąca autonomicznym terytorium Danii to nie tylko miejsce pod instalacje wojskowe, ale także potencjalny dostęp do zasobów, które dziś znajdują się głównie pod kontrolą Chin. Możliwość sięgnięcia po grafit, pierwiastki ziem rzadkich czy metale z grupy platyny z obszaru politycznie związanego z Zachodem mogłaby mocno przetasować globalną układankę.
Przeczytaj także:
Skalę gry najlepiej oddają wyliczenia ekonomistów. Według opracowania cytowanego przez Tygodnik Gospodarczy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, teoretyczna wartość zasobów surowcowych Grenlandii to aż około 4,4 bln dol. Największą część stanowi ropa naftowa – mniej więcej 1,4 bln dol. – oraz metale ziem rzadkich warte szacunkowo około 1,5 bln dol. To liczby, które z automatu przyciągają uwagę światowych potęg.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI







































