Te klipsy to tak naprawdę słuchawki. Docenisz je w dwóch sytuacjach
Wyglądają jak klipsy, nie zatykają ucha i nie każą pamiętać, która jest która - Baseus Inspire XC1 już na starcie kuszą kilkoma ciekawymi rozwiązaniami. I przy okazji mogą sprawdzić się tam, gdzie niekoniecznie byśmy się tego spodziewali.

Ale po kolei.
Baseus Inspire XC1, czyli właściwie co?

Z pozoru - ot, kolejne słuchawki bezprzewodowe, takie z dwoma osobnymi słuchawkami i euti ładującym. To, co jest jednak mniej standardowe, to fakt, że a) to nie są typowe słuchawki wciskane przemocą do ucha, odcinające nas od całego świata i b) są to słuchawki, które można zaliczyć do coraz popularniejszego nurtu "klipsów".
Czyli po wyjęciu ich z pudełka zobaczymy coś takiego:

Żadnych dodatkowych pałąków, żadnych zaczepów "nad" uszy, nic. Tylko i wyłącznie jeden elementem, który wciskamy za ucho (ten większy, z logo Sound by Bose) i jeden - mniejszy - który właściwie nakładamy na ucho od wewnętrznej strony.
I jak to się spisuje?
Tutaj można wyróżnić kilka zaskoczeń i kilka... nie zaskoczeń.
Przede wszystkim, przynajmniej w przypadku moich uszu - raczej sporych - konieczna była chwila na przyzwyczajenie się do takiego systemu mocowania słuchawek. Początkowo było dość dziwnie, ale z czasem taka konstrukcja sporo w moich oczach zyskała. Głównym powodem był fakt, że Baseus Inspire XC1 zdejmuje "ciśnienie" nie tylko z samego wnętrza ucha, gdzie zazwyczaj wciskamy słuchawki, ale też i z tych części ucha, na których zazwyczaj opierają się zwykłe słuchawki czy słuchawki sportowe z dodatkowymi punktami "mocowania".
Z drugiej strony, podejrzewam, że kwestia pasowania, szczególnie w wydaniu długoterminowym, jest w przypadku Baseus Inspire XC1 bardzo zależna od kształtu i rozmiaru ucha. Nie ma tutaj bowiem absolutnie żadnej regulacji, może poza lekkim rotowanie góra-dół. Całość opiera się na elastyczności pałąka, jednym elemencie dotykającym tyłu ucha i jednym ustawionym nad kanałem. Jeśli trafiło nam się za duże albo za małe ucho, wypadające jakoś poza uwzględniony zakres projektowania - możemy mieć problem.
Z drugiej strony - testowałem Baseus Inspire XC1 na sporych i raczej drobnych uszach i jakiegoś dramatu nie było. Owszem, osoba z mniejszymi uszami miała wrażenie, że słuchawki leżą odrobinę luźno, ale okazało się to tylko wrażeniem - nic nigdzie nie spadło.
A, i tak przy okazji - nie ma tu podziału na prawą i lewą słuchawkę. Możemy je założyć dowolnie i system sam wykryje, która jest która. Jedyną różnicą będzie to, gdzie znajduje się pojedynczy przycisk sterowania na każdej ze słuchawek - będzie on albo na dole, albo na górze. Przy drugiej okazji dam jeszcze plusa za fizyczny przycisk, dużo mniej frustrujący niż wszystkie panele dotykowe. Jasne, delikatnie ogranicza to dostępne opcje sterowania, ale przynajmniej... pozwala faktycznie czymkolwiek posterować.
A jak Baseus Inspire XC1 trzyma się w uchu?

To jest prawdopodobnie moje największe zaskoczenie. Baseus Inspire XC1 nie sprawiają bowiem wrażenia, żeby były przyspawane do naszego ucha, a jednocześnie zakres rzeczy, które można w nich robić bez obawy o nie, jest szokująco spory. Skakanie, bieganie, jazda na rowerze, wiszenie głową do góry nogami, jakieś siłownie - na moich uszach XC1 trzymały się we wszystkich takich przypadkach szokująco wręcz sprawnie.
Jeśli więc ktoś obawiał się, że zgubi te słuchawki przy pierwszym wyjściu do lasu albo nawet do sklepu - spokojnie, nic takiego się nie stanie.
Co również ciekawe, nawet pomimo tego, że XC1 bardzo łatwo można zdjąć, po prostu odciągając je prostopadle w bok, o tyle strącenie ich przypadkowym gestem jest właściwie niemożliwe. Jeśli np. będziecie je mieli pod czapką albo trącicie je przypadkiem ręką podczas biegania - nie stanie się nic, może poza lekki obróceniem wokół własnej osi.
W kwestii współpracy z kaskami rowerowymi - odpowiedź brzmi: to zależy. Z jednej strony są dużo lepsze niż słuchawki zapierające się na górnej części ucha, bo nie kolidują np. z okularami. Z drugiej strony, ta "tylna" część słuchawek potrafi delikatnie kolidować z paskami od kasku, jeśli ktoś ma je zapięte bardzo ciasno. U mnie, przy raczej delikatnie luźnych paskach, kolizji nie było. Podejrzewam zresztą, że trudno o idealne rozwiązanie tej sytuacji w ogóle i niezależnie od wybranej opcji będzie trzeba się godzić z konsekwencjami.
Ale jak to, słuchawki na rower?
Słuchawki tego typu - jak najbardziej, zresztą sam jeżdżę od wielu, wielu miesięcy w słuchawkach i nigdy nie było to problemem.
Powód? Po prostu są to słuchawki otwarte - albo jak podaje producent na stronie: powietrzne. Czyli nie tylko zapewniamy sobie większy komfort przez brak ucisku na ucho, ale też słuchawka działa bardziej jak głośnik, grający muzykę "obok" naszego ucha, a nie bezpośrednio w nim.
Efekt jest taki, że Baseus Inspire XC1 pozwala i słyszeć muzykę, i to, co dzieje się dookoła. Wymaga to oczywiście dobrego zarządzania głośnością - bo XC1 potrafią być naprawdę głośne - ale w sytuacjach, kiedy chcemy słyszeć muzykę i otoczenie, jak najbardziej da się to zrobić.
Przy okazji - nie musimy się martwić o pot czy deszcz, bo IP66 jest na pokładzie i póki co wygląda, że działa.
I jak to się sprawdza w praktyce?
Dobrze, aczkolwiek z kilkoma uwagami - choć te negatywne będą raczej charakterystyczne dla większości słuchawek o takiej konstrukcji.
Przede wszystkim - absolutnie nie ma co liczyć, że te słuchawki odetną nas od świata w miejscach o sporym natężeniu hałasu. Nie ma tutaj ANC, nie ma właściwie żadnej pasywnej izolacji, a głośność - choć spora - sama w sobie nie wystarczy. O ile więc na rowerze czy w podobnych warunkach z przyjemnością posłucham sobie muzyki, o tyle o podcastach raczej jakoś strasznie bym nie marzył.

Z drugiej strony - jeśli jest odrobinę ciszej, Baseus Inspire XC1 pokazują, co naprawdę potrafią. Przyznaję, że od dawna nie miałem słuchawek otwartych, które tak przyjemnie wypełniałyby ucho dźwiękami.
Oczywiście nie piszę o jakiejś porażająco szerokiej scenie czy szczegółowości. Nie, Baseus Inspire XC1, po prostu sprawiają wrażenie, jakby prawie grały bezpośrednio w naszym uchu, nawet pomimo tego, że nic takiego nie ma miejsca.
Sama jakość dźwięku jest natomiast prawdopodobnie dużo lepsza, niż większość osób oczekuje pod otwartych słuchawkach, aczkolwiek mam tutaj jedno zastrzeżenie. Otóż domyślne strojenie, opisane jako Sound by Bose mogłoby - albo wręcz powinno - mieć chociaż odrobinę więcej życia. Nie będzie to raczej problemem dla osób, które np. głównie słuchają podcastów albo spokojniejszej muzyki, ale przy utworach, które mają nas rozruszać podczas treningów - chciałbym, żeby tej dynamiki było chociaż odrobinę więcej.
I żeby nie było - nie chodzi tutaj o brak basu, bo tego jest tutaj naprawdę sporo, szczególnie jak na słuchawki otwarte. Możliwe po prostu, że jest go nawet trochę za dużo i jednocześnie nie jest super klarowny, przez co przytłacza całą resztę. Oczywiście można się w pewnym stopniu wspomagać własnymi ustawieniami EQ, ale i to rozwiązanie ma swoje ograniczenia.
Z drugiej strony - po kilku próbach udało mi się ostatecznie tak ustawić Inspire XC1, że nawet w trybie treningowym nie miałem poczucia, że cokolwiek mi nie leży. Możliwe też, że sporej liczbie użytkowników przypadnie do gustu ten domyślny tryb strojenia.
A jak jest z wyciekaniem dźwięku?
Nieźle. W warunkach domowych czy biurowych nie ma potrzeby, żeby wyraźnie rozkręcać poziom głośności, a co za tym idzie - właściwie cały dźwięk zostaje w naszych uszach.

W warunkach wyższej głośności otoczenia - trzeba już zdecydowanie podkręcić głośność i wtedy osoba stojąca bezpośrednio obok nas może słyszeć, że nie mamy w uszach po prostu efektownych klipsów. Z drugiej strony - jeśli otoczenie jest głośne, to i dźwięki z naszych słuchawek gdzieś pewnie zginą w tłumie.
Rozmowy telefoniczne?
Napisałbym, że jest w porządku. W większości przypadków - szczególnie przy dzwonieniu w warunkach domowych/biurowych - nie ma najmniejszych problemów ani z głośnością, ani z jakością dźwięku, ani z jakością dźwięku, który dociera do naszego odbiorcy. Ba, w trakcie testowych połączeń zebrałem nawet komentarze, że słuchać mnie wyjątkowo dobrze.
Na dworze - bywa już różnie, ale pomijając ekstremalne przypadki, powinno dać radę. Aczkolwiek nie wiem, czy chciałbym prowadzić w nich dłuższe rozmowy podczas szybkiej jazdy na rowerze.
Czas pracy?
Do 8 godzin bez doładowywania, co jest wynikiem i osiągalnym, i raczej standardowym. Jeśli planujecie w nich wybrać się na całodniową wyprawę rowerową, pamiętajcie o doładowaniu ich podczas przerwy.
Co jeszcze warto wiedzieć?
Chociażby to, że całkiem sprawnie działa tutaj Multipoint. Jest też tryb podbicia basów, który - przy charakterystyce tych słuchawek - wydaje się całkowicie zbędny. Dla fanów gier jest tryb niskiej latencji, choć na szczęście słuchawki mają na tyle niezauważalne opóźnienie, że może nie być potrzebny w większości zastosowań.
Poza tym mamy jeszcze tryb Dolby Audio, który dla muzyki sprawdza się w porządku, ale przyznaję, że nigdy jakoś temu rozwiązaniu nie udało się mnie porwać. Użytkownicy Androida będą mogli za to skorzystać z obsługi kodeka LDAC, przy czym jego włączenie - podobnie jak Dolby Audio - wyłącza całkowicie możliwości własnej konfiguracji dźwięku.
Z drobnych uwag - nie jestem fanem etui. Nie ma w nim nic jakoś wybitnie złego, ale doceniłbym jakieś miejsce do zaczepienia palca przy otwieraniu albo przycisk do otwierania.
Baseus Inspire XC1 - czy warto?

Pomijając ewentualne wady wynikające z samej konstrukcji otwartych słuchawek, Baseus Inspire XC1 po kilku tygodniach generują we mnie tylko jedno poważniejsze "ale". O ile bowiem raczej standardem jest, że nie wszystkie słuchawki pasują wszystkim, tak w przypadku XC1 i ich klipsowej konstrukcji ta kwestia jeszcze bardziej nabiera na znaczeniu. Przejrzałem zresztą całe wiadro opinii o tych słuchawkach na Amazonie i jeśli ktoś nie jest tymi słuchawkami bardzo zadowolony, to właśnie głównie dlatego, że akurat nie pasowały do jego ucha. W moich testach wprawdzie dopasowanie było dość uniwersalne, nawet między różnymi użytkownikami, ale za wszystkie możliwości trudno mi odpowiadać.
Jeśli jednak trafimy z uszami, to właściwie trudno jest się do czegoś przyczepić, a za to jest sporo rzeczy, które naprawdę nas ucieszą. Komfort przy odpowiednim dopasowaniu jest świetny, jakość rozmów telefonicznych - bardzo dobra, jakość dźwięku - co najmniej dobra, choć z trochę zbyt dominującym basem, deklarowany czas pracy - realny do osiągnięcia, a fizyczne przyciski pomogą podczas aktywności. Do tego bardzo trudno te słuchawki zrzucić z głowy i z czasem zapomniałem nawet o tym, że nie ma żadnego dodatkowego pałąka czy innego mocowania. Po prostu zostawały na głowie. A tego, przyznaję, na starcie testów się nie spodziewałem.
Jeśli więc ktoś szuka słuchawek do uprawnia sportu, ale chce słyszeć otoczenie (pierwszy przypadek z tytułu), to wbrew pierwszym obawom - jak najbardziej mogą być to te słuchawki. Podobnie w sytuacji (i to jest ten drugi przypadek), kiedy np. w domu chcemy czegoś słuchać, ale jednocześnie chcemy też wiedzieć, że np. dziecko płacze albo pies znowu hałasuje, wyżerając śmieci z kubła. Zresztą... dokładnie tak korzystałem z tych słuchawek przez ostatnich kilka tygodni (odejmując wątek z dzieckiem) i spisały się po prostu jak trzeba.
Baseus Inspire XC1 - zalety:
- jeśli trafimy z naszymi uszami - są niesamowicie wygodne;
- nie robią problemów, jeśli nosimy okulary;
- otwarta konstrukcja pozwala słyszeć i muzykę, i otoczenie;
- zaskakująco dobrze wypełniają ucho dźwiękiem, nawet przy niskich poziomach głośności;
- fizyczne przyciski do sterowania - małe i trochę ograniczają liczbę dostępnych opcji, ale za to w końcu da się z nich korzystać;
- dźwięk jest... po prostu dobry;
- nie ma znaczenia, którą wsadzimy do którego ucha;
- ekstremalnie trudno je strącić z ucha.
Baseus Inspire XC1 - wady:
- nie muszą pasować do wszystkich uszu;
- nie każdemu spodoba się domyślne strojenie;
- etui czasem wymaga gimnastyki przy otwieraniu;
- brak wykrywania zdjętych słuchawek.







































