Tech  /  News

„PiS potraja liczbę twoich bitcoinów”. Nowe oszustwo podpina się pod rozdawnictwo rządu

Picture of the author

Oszuści nie śpią i… śledzą polską politykę. Ich najnowszy przekręt uderza w osoby, które coś słyszały o „rozdawnictwie polskiego rządu” i myślą, że każdemu prędzej czy później skapnie. Ale że akurat bitcoiny? Panie, ważne, że dają – klikamy!

Trzeba przyznać, że oszustwo, przed którym przestrzega Sekurak na swoim profilu facebookowym, jest grubymi nićmi szyte. Konto podszywające się pod Prawo i Sprawiedliwość informuje, że skoro pandemia wpływa na życie młodych ludzi, to państwo musi wesprzeć swoją „społeczność”.

„Nowy social” jest nietypowy: najpierw musisz zainwestować, żeby cokolwiek wyjąć

Byłaby to dość specyficzna zapomoga, nie tylko za sprawą tego, że wypłacana w bitcoinach. W czym jednak problem – ma pomyśleć potencjalna ofiara – skoro już stoją specjalne automaty, to być może rząd idzie z duchem czasu?

Najdziwniejsze jest jednak to, że PiS, owszem, da, ale najpierw musi zabrać. To żadna polityczna metafora. Po prostu tak działa ta pułapka oszustów  – w myśl zasady „nie pytaj, co państwo może dać tobie”, najpierw wpłać 0,02 BTC lub nawet 1 BTC (czyli w tym najmniejszym wariancie – grubo ponad 3 tys. zł). Jeśli jednak ktoś jest uparty i zapyta, co będzie z tego miał, państwo, czyli fikcyjny PiS, odpowiada: trzy razy tyle.

Na bitcoiny już próbują naciągać fałszywi celebryci, pod których podszywają się przestępcy, ale oszustw metodą „na rząd” raczej jeszcze nie było. Swoją drogą ciekawe, czy to faktycznie robota internetowych cwaniaków, czy może lekcję sprawiedliwości chcieli wymierzyć np. zwolennicy opozycji, przypominając, że nie ma darmowych obiadów bitcoinów? Na szczęście póki co nikt się nie nabrał.

I taki wariant trzeba brać pod uwagę, bo oszustów-edukatorów nie brakuje. Niedawno przekonał się o tym jeden z użytkowników serwisu z ogłoszeniami, który kupił zdjęcie broni. Perfidny sprzedawca dał w tytule hasło „zdjęcie” i potem wysłał nie tylko fotografie przedstawiające przedmiot, ale również list, w którym zwracał uwagę na czytanie nagłówków.

zdjęcie główne: aut. Grand Warszawski