1. SPIDER'S WEB
  2. Social media
  3. Tech
  4. Technologie

Droga TVP, robienia dydaktycznych materiałów wideo ucz się od youtuberów. Tu masz dobre przykłady

TVP może się uczyć od youtuberów. Tak się robi robi dydaktyczne wideo

Droga (nawet bardzo) TVP, nie musisz wynajdywać wzoru na obwód koła w kwestii nauczania za pośrednictwem ekranu. Przed wami robili to ludzie z YouTube'a i robili to dobrze. Może warto się nimi zainspirować. 

Programy robione przez TVP w celach edukacyjnych wyglądają tak, jakby wyciągnięto je z przepastnego archiwum stacji. Są pełne błędów, nudne i trącą całym stadem myszek.

Tymczasem na YouTubie prężnie działa kategoria edukacja i oferuje prawdziwe perełki.

Czego chcecie się nauczyć? Angielskiego? O nim z werwą opowie wam Arlena Witt. Polskiego? Z całym bogactwem jego fantastycznych zawiłości mierzy się Paulina Mikuła z Mówiąc inaczej. Matematyki? Chemii? Fizyki? Idźcie na polskie Khan Akademy. Możnaby pewnie argumentować, że przywołani twórcy opowiadają na swoich kanałach przede wszystkim o ciekawostkach, o których i tak przyjemniej się słucha, i z tego wynika ich sukces, możnaby... ale ten argument zgrabnym ruchem wytrąca menzurką Pan Belfer, nauczyciel chemii, który realizuje na swoim kanale program zarówno dla szkoły podstawowej jak i ponadpodstawowej. Do tej (niekompletnej z pewnością) listy można dodać całą masę ciekawych kanałów takich jak Uwaga! Naukowy Bełkot, emce, Nauka. To Lubię  czy SciFun, które poruszają czasami naprawdę trudne tematy, w taki sposób, że tego po prostu chce się słuchać.

Tymczasem TVP zdecydowało się po prostu nagrać lekcje w takiej formie, w jakiej odbywałyby się one w klasie. Witamy w telewizji XXI wieku.

Youtuberzy biją na głowę jakość materiałów oferowanych przez TVP.

Filmy edukacyjne na YouTubie istnieją dłużej niż lekcje TVP i były chętnie oglądane przez uczniów jeszcze zanim wszystkich zagoniono do domów i rozpoczęto na żywym organizmie wielki narodowy eksperyment zwany zdalną edukacją. YouTube'owe lekcje, to nagrania z dobrze stworzonymi materiałami, z błędami czy literówkami zdarzającymi się sporadycznie, bo zwykle wycinanymi w edycji, z ciekawymi i angażującymi prowadzącymi, a co także ważne realizowane za pomocą budżetu, który naprawdę nie przekracza możliwości dotowanej z pieniędzy nas wszystkich telewizji publicznej. Za ich twórcami stoi sukces liczony w subskrypcjach i odsłonach. Naprawdę nie warto tego ignorować.

I jasne, nie oczekuję od TVP tego, że nagle dzieci będą ustawiać budziki w telefonach, żeby tylko nie przegapić lekcji fizyki prowadzonej przez charyzmatycznego prowadzącego. Oczekuję, że lekcja fizyki, którą telewizja mi zaproponuje, nie będzie obciachowa. Tyle i aż tyle.

I tylko nauczycielek żal. No dobra, dzieci też.

Trzeba pamiętać, że to, że szkoła w wersji telewizyjnej stała się pośmiewiskiem, nie jest winą prezentujących materiały nauczycielek, które nagle, zamiast do 30-osobowej klasy muszą przemawiać do kamery. Mało kto wyszedłby z tego obronną ręką, szczególnie jeśli zleceniodawca robiłby wszystko, by my to utrudnić – a wydaje się, że TVP, zamiast odjąć dzielnym paniom problemów, postanowiło je spotęgować.

Ktoś zdecydował, że taki projekt da się przygotować w kilka dni z ludźmi, którzy nigdy nic podobnego nie robili, ktoś przygotował fatalne materiały, które wersja optymistyczna – ktoś zatwierdził, nawet ich nie przeglądając / wersja pesymistyczna – nikt nawet nie przejrzał, ktoś nie sprawdził nagrań pod kątem merytorycznym, ktoś puścił w telewizji piramidalne bzdury.

TVP po prostu wpuściła na minę zatrudnione przez siebie nauczycielki.