Ekologia  / News

W końcu ktoś zaczął sprzątać Wielką Pacyficzną Plamę Śmieci. W obecnym tempie usunięcie jej zajmie całą wieczność

Słyszeliście o Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci? To takie morskie wysypisko, które rozrosło się do tego stopnia, że doczekało się własnej nazwy pisanej wielkimi literami. W końcu ktoś zaczął ją sprzątać.

Jak myślicie, czy Ocean Clean Up Project był akcją zorganizowaną przez ONZ? A może Unię Europejską? A może sfinansowały ją państwa, które podpisały się pod Porozumieniem Paryskim (z którego nota bene nic wielkiego jak dotąd nie wynikło)?

Ocean Cleaup - sprzątanie Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci

Nie. Projekt został sfinansowany w głównej mierze dzięki prywatnym dotacjom na fundację The Ocean Cleanup, założoną przez 25-letniego holendra Boyana Slata. Tak, tylko Slat postanowił coś z tym zrobić. I tak, pierwsze podejścia zakończyły się absolutnym niepowodzeniem, ale nawet nie śmiem z tego żartować. Wszyscy oprócz Slata udają bowiem, że problem Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci nie istnieje.

W praktyce cały projekt sprowadza się do rozstawienia konstrukcji o nazwie Project 001, która działa mniej więcej na tej samej zasadzie, co sieć rybacka. W tym przypadku mamy do czynienia z dużą, wypełnioną powietrzem rurą w kształcie podkowy, która samoczynnie zgarnia śmieci unoszące się na powierzchni do środka. Po kilku dniach takiego dryfowania można przypłynąć, złapane w pułapkę śmieci przetransportować na wysypisko, odstawić podkowę na miejsce i powtarzać proces aż do skutku.

Po początkowych niepowodzeniach i ulepszeniu konstrukcji samej podkowy, Slat pochwalił się pierwszym plastikowym łupem, który udało się ściągnąć na brzeg. Patrząc na zdjęcia z tego przedsięwzięcia i biorąc pod uwagę fakt, że w oficjalnym komunikacie nikt nie wspomina ani słowem o łącznej masie złapanych śmieci, śmiem twierdzić, że nie było tego za wiele. No ale to pierwszy udany kurs - Slat zapewne testował swoją konstrukcję.

Co stanie się z wyłowionymi śmieciami?

Slat ma już pomysł, co zrobi z całym tym, wyłowionym z morza plastikiem. Chce wykorzystać jak najwięcej wyłowionych śmieci i przerobić je zarówno na przedmioty użytkowe, jak i dekoracyjne. Chociaż zamiast przedmiotów dekoracyjnych, bardziej pasuje tu określenie przedmioty pamiątkowe.

Holender chce po prostu sprzedawać wyłowione przez siebie śmieci i za pieniądze uzyskane z ich sprzedaży finansować dalszą działalność swojego projektu. Z jednej strony jest to genialny pomysł, zważywszy na ograniczony budżet Ocean Cleanup.

Z drugiej… biorąc pod uwagę bardzo małą skalę całego przedsięwzięcia i sprzedaż śmieci w formie cegiełek, cały projekt zaczyna przypominać trochę komercyjną szopkę, która - o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem - będzie zarabiać na siebie przez kilkadziesiąt lat.

Z kolei z trzeciej strony jest to zapewne jedyne wyjście, żeby akcja zapoczątkowana przez 25-latka nie zbankrutowała po kilkunastu kursach po śmieci i z powrotem. Jedno jest pewne: Ocean Cleanup Project w obecnej formie kojarzy się najbardziej z syzyfową pracą.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst