Gry  / Relacja

Dziennik pokładowy: wziąłem udział w imprezie Star Wars wewnątrz Fortnite. Było dziwnie i ekscytująco

Jednorazowe, zaplanowane na dokładną godzinę wydarzenie poświęcone Gwiezdnym wojnom było najważniejszym momentem w historii gry Fortnite od momentu premiery Rozdziału Drugiego. Postanowiłem wziąć w nim udział i naprawdę nie żałuję. Było ciekawie, było dziwnie i było ekscytująco.

O jednorazowych wydarzeniach na żywo wewnątrz gry Fortnite czytałem same pozytywy. Nigdy jednak nie brałem w nich udziału. Obok nosa przeszedł mi między innymi koncert Marshmello, w którym wzięły udział miliony fanów. Będąc dokładnym, miliony awatarów należących do fanów siedzących wygodnie na kanapach i fotelach. Gdy więc dowiedziałem się, że w Fortnite odbędzie się jednorazowy event poświęcony nowej części Gwiezdnych wojen, zapisałem datę w kalendarzu. Nie chciałem tego przegapić.

Już pal licho myśliwiec TIE, przyznawany każdemu graczowi biorącemu udział w imprezie. Chciałem uczestniczyć w tym wyjątkowym wydarzeniu, ponieważ tak może za jakiś czas wyglądać przyszłość. Zamiast jeździć na koncerty ulubionych artystów, zamiast widzieć się w kinie ze znajomymi założymy po prostu hełmy wirtualnej rozdzielczości, przenosząc się duchem, ale nie ciałem. Wydarzenia live w Fortnite to namiastka takiej wizji i dlatego chciałem przeżyć jedno z nich na własnej skórze.

Nie każdy miał jednak ten przywilej. Ze względu na to, że wydarzenie odbyło się o konkretnej godzinie, w dodatku trwało raptem kilkadziesiąt minut, wielu graczy oraz wielu fanów Star Wars nie mogło wziąć udziału w tym niecodziennym doświadczeniu. Praca, rodzina, wyjazdy, obowiązki - proza życia. Dlatego postanowiłem pokazać wam krok po kroku, jak Gwiezdne wojny trafiły do Fortnite i na co mogli liczyć gracze dysponujący odrobiną wolnego czasu:

Zaczęło się tradycyjnie. Od problemów z logowaniem.

Impreza poświęcona Gwiezdnym wojnom została zaplanowana na 20:00 polskiego czasu. Twórcy gry sugerowali jednak aby stawić się wewnątrz wirtualnego świata już o 19:30. W ten sposób serwery mogły uniknąć bombardowania loginami, rozkładając ruch w szerszym odcinku czasu. Jednak nawet pomimo tego półgodzinnego buforu nie obyło się bez problemów.

Na PlayStation 4 udało mi się zalogować dopiero za trzecim razem. O wiele lepiej poszło na Switchu - tutaj wystarczyło już pierwsze logowanie. Biorąc jednak pod uwagę gorszą warstwę wizualną na konsoli Nintendo, wybrałem wydajniejsze PS4. Jak się później okazało, udane logowanie za trzecim podejściem mogłem uznać za fart i szczęście. Wielu graczom nie udało się zalogować przez cały czas trwania imprezy.

Jak zabić pół godziny? Zabijając siebie nawzajem.

Zaczyna się klasycznie, od lotu podniebnym autobusem. Wyskakując nad lokacją Risky Reels (tam ma odbywać się show) moja standardowa paralotnia zamieniła się w czarny myśliwiec TIE należący do Najwyższego Porządku. Jeśli dobrze interpretuję sceny ze zwiastunów, w nadchodzącym filmie lata nim sam Ben „Kylo Ren” Solo. Taka kosmiczna paralotnia to prezent dla każdego gracza biorącego udział w tym jednorazowym wydarzeniu.

Podczas lądowania spostrzegłem, że gracze zabijają czas w trybie grupowego PvP. Dwie drużyny po około 15 uczestników strzelały do siebie z czego popadnie, walcząc o dominację nad lokacją Risky Reels. Po pewnym czasie graczom skończyła się jednak amunicja, więc większość z nich biegała z młotami w rękach, bez żadnego konkretnego planu. Każdy co jakiś czas wpatrywał się tylko w wielki, holograficzny zegar.

Halo halo, tu J.J. Abrams.

W pewnym momencie niebo rozerwał donośny głos unoszący się nad całą areną do rozgrywek battle royale. Jako fan Gwiezdnych wojen (rozczarowany kondycją nowej trylogii) od razu rozpoznałem, do kogo należy. Na dziesięć minut przed rozpoczęciem wydarzenia reżyser Rise of the Skywalker wykonał testowe połączenie audio, przygotowując się pod nadchodzące wydarzenie. W tle grała muzyka ze Star Wars. Zaczynało być ciekawie.

Ta próba mikrofonu to pierwszy element sprawiający, że poczułem się częścią czegoś wyjątkowego. Czegoś niestandardowego. Czegoś, co w Fortnite nie zdarza się codziennie. Abrams zapowiedział prezentację klipu z najnowszego filmu, po czym zakończył przekaz, a gracze wrócili do zabijania się nawzajem. Czyżbym czuł lekką ekscytację?

Dziesięć minut zwłok(i).

Na kilka minut przed planowanym rozpoczęciem wydarzenia rozebrzmiał inny głos. Gracze zostali poinformowani, że start pokazu zostaje przesunięty o dziesięć minut. Ma to dać szansę zalogowania się tym graczom, którzy dotychczas nie mogli tego zrobić. Przedstawiciel organizatora sugerował, że wciąż jest jeszcze szansa na dostanie paralotni TIE, a gracze którym nie uda się zalogować mogą oglądać wydarzenie na Twitchu.

Postanowiłem rozejrzeć się po Risky Reels. Lokacja zazwyczaj przypomina kino samochodowe, ale teraz została znacząco przebudowana. W jej centralnej części znajduje się ciemny, metalowy okrąg. Z kolei obok niego widzimy cztery mniejsze, ale podobne okręgi przystające do siebie. Zaraz odkryjemy, do czego ma służyć ta tymczasowa instalacja.

Miliony uczestników, po 30 graczy na instancję.

Jeśli spodziewaliście się, że podczas imprezy Star Wars w Fortnite zobaczycie tłumy awatarów, na pewno byliście rozczarowani. Epic Games podzieliło fanów (tych którym udało się zalogować) na około 30-osobowe grupy, ograniczając w ten sposób ruch na mapie. To bardzo dobra decyzja z organizacyjnego punktu widzenia, optymalizująca wiele aspektów pokazu.

Na szczęście tłumy graczy nie były potrzebne, aby mój czerwony pancerz bojowy został dostrzeżony. Wystarczyła chwila na głównym okręgu, a wokół mnie już tańczyły kobiety ze słabością do ciemnej strony mocy. To było moje pięć minut. No, właściwie to kilkadziesiąt sekund, bo nieoczekiwanie nad naszymi głowami przeleciał Sokół Millenium!

Zaczęło się.

Kosmiczna bitwa, niszczyciele i duży dzieciak.

W tle ponownie zaczęła rozbrzmiewać muzyka Johna Williamsa. Na niebie pojawił się kultowy Sokół Millenium, ścigany przez myśliwce TIE. Były lasery. Były wybuchy. Były licencjonowane dźwięki charakterystyczne dla kosmicznej sagi. Mimowolnie uśmiech zaczął pojawiać się na mojej twarzy. Ten wewnętrzny dzieciak radował się gdzieś w środku mnie gdy piloci Sokoła rozprawiali się z wrogami nad naszymi głowami.

Musicie mi wybaczyć czytelność klipu wideo. Z tego dziecięcego podekscytowania nie byłem w stanie zamknąć trybu budowy, który na PS4 z jakiegoś powodu rządził się kompletnie innymi zasadami niż ten który znam ze Switcha. Dlatego przepraszam za te półprzezroczyste projekty schodów i ścian, które widać podczas oglądania kosmicznych maszyn. Lekka wtopa.

Sokół wylądował!

Ten wielki metalowy okrąg o którym wspominałem wcześniej okazał się płytą lądowiska. To na niej wylądował Sokół Millenium. Z jego wnętrza wyszły dwie postacie - szturmowiec grany przez aktora Bena Schwartza oraz J.J. Abrams. Reżyser Rise of the Skywalker dostał nawet własnego, unikalnego awatara. J.J. skomentował to twierdząc, że nigdy nie był szczuplejszy. Do duetu dołączył holograficzny Geoff Keighley - organizator i prowadzący The Game Awards.

Gdy śmietanka zgromadziła się na scenie, gracze szaleli i skakali przy jej krawędzi jak banda nastolatków podczas koncertu ulubionego artysty. Uczestnictwo w takim wirtualnym panelu było dla mnie początkowo nieco dziwne. Zwłaszcza, gdy awatary innych osób wchodziły mi na głowę. Wystarczyła jednak chwila abym zapomniał, że gram w Fortnite. Przecież jestem tutaj dla Gwiezdnych wojen. Zacząłem przysłuchiwać się rozmowie osób na scenie, zacząłem chłonąć strzępy informacji o nadchodzącym filmie i popijać wodą suche żarty prowadzących.

Darth Jar Jar: "kocham demokrację”.

Po kilku minutach rozmowy, tańczenia i wysyłania sobie emotek rozpoczął się pokaz klipu ze Star Wars: Rise of the Skywalker. Nim jednak doszło do jego emisji, J.J. zaprosił graczy do zabawy. Te cztery mniejsze, przystające do siebie okręgi okazały się panelami do głosowania. Gracze mieli zgadnąć, jaka scena pojawi się w klipie. Do wyboru mieliśmy między innymi Rycerzy Ren, sztuczkę Jedi oraz… Darth Jar Jara. Postawiłem na rycerzy, ponieważ wiadomo, że ci pojawią się w filmie. Niestety, nie trafiłem.

Spodobał mi się ten interaktywny element. Abrams, Schwartz i Keighley w czasie rzeczywistym komentowali, która odpowiedź zbiera najwięcej głosów. Zbudowało to poczucie więzi z prowadzącymi i pokazało, że ci nie tylko czytają uprzednio ustalone dialogi z kartki. Dodatkowy plus należy się za Darth Jar Jara - jedną z największych teorii konspiracyjnych w historii Gwiezdnych wojen. Disney pokazał, że jest jej w pełni świadomy.

Gra o filmie, film w grze.

Po kilku żartach dotyczących Jar Jara rozpoczęła się emisja klipu. Scena ze Star Wars: Rise of the Skywalker pokazuje bohaterów Rey, Poe oraz Finna infiltrujących struktury nieprzyjaciela. W pewnym momencie trójka członków ruchu oporu napotyka szturmowców Najwyższego Porządku. Na ich szczęście sytuację udaje się rozwiązać po cichu i bez podnoszenia alarmu.

Pozwoliłem sobie nagrać cały klip promocyjny, także miłego seansu! O ile można tak określić oglądanie filmu wewnątrz gry nagranej na innym filmie. Klipocepcja.

Orędzie od Imperatora.

Co świetne, po emisji krótkiego (i nieco rozczarowującego, bo w części widziałem go już wcześniej) klipu organizatorzy nie rozpędzili całego towarzystwa. Zamiast tego rozpoczęli kolejne głosowanie. Tym razem zgromadzeni gracze mieli wskazać, jaki kolor miecza świetlnego jest ich ulubionym. To było bardzo proste. Oczywiście, że czerwony.

Nim Abrams wyjaśnił o co chodzi, scena została zaatakowana przez kolejne myśliwce TIE. Prowadzący uciekli do Sokoła Millenium, po czym próbowali zgubić pilotów Najwyższego Porządku. Paneliści skoczyli w nadprzestrzeń i wydawało się, że to już definitywny koniec imprezy. Wtem niebo pociemniało, a czas diametralnie zwolnił. Mroczna muzyka zaczęła grać w tle, z kolei do graczy przemówił nie kto inny jak sam Imperator.

Kapitalna scena, którą polecam zobaczyć.

Bitwa na miecze świetlne.

Po mrocznym orędziu Palpatine’a wszystko wróciło do normy. Poza jednym, drobnym detalem. Gracze otrzymali miecze świetlne, na które głosowali wcześniej. W ręce mojego awatara pojawiło się czerwone ostrze Kylo Rena, z charakterystycznym jelcem. Scena, która jeszcze przed chwilą była miejscem wspólnego celebrowania Gwiezdnych wojen, teraz zamieniła się w wielką arenę do walki w systemie wszyscy na wszystkich.

Miecze świetlne trafiły do Fortnite. Można znaleźć je w skrzyniach z łupami podczas normalnej rozgrywki. Taka broń pozwala nie tylko atakować przeciwników wręcz, ale także odbijać strzały wymierzone w ich kierunku. Szkoda tylko, że miecz trzeba najpierw zdobyć i nie posiada się go w ekwipunku od samego początku. Tak czy inaczej - świetny pomysł.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst