Tech  / Felieton

Kupiłem bilet na nowe Gwiezdne wojny, ale przez systemy e-sprzedaży w polskich kinach miałem uczucie, że wybieram się na Zemstę Sithów

Nie przypominam sobie w ostatnich latach, aby jakikolwiek film kinowy przed premierą zrobił taką furorę jak nowe Gwiezdne wojny. Epizod VII o podtytule Przebudzenie Mocy wejdzie na ekrany 18 grudnia, ale już teraz można kupić bilety na pokazy premierowe, a te… rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Szkoda tylko, że systemy rezerwacji w polskich sieciach kin wołają o pomstę do nieba i pod tym względem tkwimy ciągle w poprzedniej epoce.

Fanem Gwiezdnych wojen jestem od 1997 roku, kiedy to dorwałem w swoje ręce Edycję Specjalną oryginalnej trylogii na kasetach VHS. Dzisiaj mają one już wyłącznie wartość kolekcjonerską, bo udało mi się je nieźle zajechać oglądając w kółko te same filmy.

Po nauczeniu się na pamięć wszystkich dialogów z oryginalnej trylogii przyszła kolej na Mroczne Widmo.

Film miał premierę w Polsce opóźnioną względem światowej o kilka miesięcy, a seans nieco popsuło pojawienie się oficjalnej gry w wakacje - ale i tak do dzisiaj wspominam pokaz przedpremierowy na który wygrałem bilety w konkursie w radiu.

Po premierze Ataku Klonów i Zemsty Sithów, w których przypadku data premiery nie odbiegała już tak bardzo od światowej, byłem pewien, że przygoda z filmami spod marki Star Wars się zakończyła. Sagę postanowił jednak kontynuować Disney.

Okazuje się też, że film trafi na nasze ekrany w tym samym terminie, co w USA i w większości innych państw.

Nie obyło się przy tym bez małego skandalu, bo polskie kina miały pierwotnie prezentować nowy film z tygodniowym opóźnieniem. Na szczęście Disney okazał litość i przesunięto premierę na 18 grudnia - na chwilę przed tym, jak sprawą zaczęli się zajmować polscy politycy.

Na 2 miesiące przed premierą polskie kina rozpoczęły sprzedaż biletów na pokazy premierowe. Rozpoczęło to istny szał! Co jak co, ale decyzja o przesunięciu premiery okazała się dla Disneya strzałem w dziesiątkę. Nie przypominam sobie, aby jakikolwiek inny film wywołał tak duże pospolite ruszenie.

Spytałem o to zresztą przedstawicieli Cinema City i też nie potrafili wskazać filmu, który wywołałby w widzach takie poruszenie.

Co drugi post w social media których dzisiaj widzę dotyczy umawiania się na wspólne wypady do kina. Sam z grupą znajomych wybieram się w nocy z czwartku na piątek i obejrzę film minutę po północy. Kina przy tym się mocno wycwaniły, bo biletów nie da się zarezerwować - a jedynie kupić z dwumiesięcznym (!) wyprzedzeniem.

To nie zniechęca klientów, a po kilku godzinach od rozpoczęcia sprzedaży wszystkie bilety w rozsądnych miejscach sali na pierwsze seansy w dwóch największych sieciach kin zostały wykupione, a sam ze znajomymi musiałem zadowolić się piątym rzędem - no ale to Gwiezdne wojny, więc nawet w pierwszym rzędzie dobrze bym się bawił.

Szkoda tylko, że kupując bilet poczułem się jak podróżnik w czasie.

Osoby, które decydują się płacić za bilety do kina online, z pewnością mnie zrozumieją. Nie jest to zwykłe czepialstwo i szukanie problemów na siłę - po prostu systemy transakcyjne w polskich sieciach kinowych wyglądają jakby zatrzymały się w czasie przy premierze Zemsty Sithów.

Multikino, jak i Cinema City mają strony internetowe niedostosowane do urządzeń mobilnych i szybko zrezygnowałem z zakupu tą drogą. Aplikacje mobilne też nie wyglądają zbyt ciekawie - w Multikinie dla iOS nie mogłem znaleźć Gwiezdnych wojen, a Cinema City miało aktualizację… w 2013 roku.

Bilet na Przebudzenie Mocy kupiłem w końcu przez przeglądarkę w komputerze.

przebudzenie-mocy-cinema-city-zamawianie-biletow

Pal sześć, że przez to straciłem szansę na lepsze miejsca, ważne, że bilet udało się kupić. Mam jednak nadzieję, że sieć Cinema City zainwestuje wreszcie w nowoczesny system sprzedaży biletów i w nową aplikację mobilną. Obecny system jest po prostu słaby, przestarzały i niewygodny w nawigacji - i oczywiście wystąpiły komplikacje przy zakupie.

Już pomijałbym wygląd, gdyby ten system dobrze działał. Ze względu na duże zainteresowanie biletami wysiadło podpięcie, do tego przestarzałego rozwiązania, serwisu PayPal. Bilety udało mi się kupić dopiero przechodząc kilka okienek dalej podając swoje dane w usłudze DotPay, która na szczęście zadziałała, przynajmniej u mnie, bez zarzutu.

Sfrustrowało to jeszcze bardziej niż mnie mojego redakcyjnego kolegę Maćka.

przebudzenie-mocy-cinema-city-zamawianie-biletow-1

Zauważył on opcję płatności przez DotPay... dopiero po kilku telefonach do banku i powiązaniu swojej karty z PayPalem, gdy dowiedział się że PayPalem i tak nie zapłaci. Wisienką na torcie jest zaś to, że zakup online… wiąże się z wyższą opłatą za bilet, niż przy zakupie w kasie!

Na szczęście bilet mam, na seans pójdę za dwa miesiące i o problemach do tego czasu zapomnę. Chciałbym jednak, by przy kolejnej premierze pierwszego filmu z Antologii Gwiezdnych wojen za rok skorzystać z nowszego i wygodniejszego narzędzia.

Daty premier mamy już na równi z resztą świata, pora dołączyć do Zachodu też pod względem obsługi zamówień - do tego czasu na mniej oblegane seanse dalej będę rezerwował bilety telefonicznie lub... kupował jak człowiek pierwotny, w kasie kina.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst