Tech  / Felieton

Apple Music? Spotify nie ma się chyba czego obawiać

135 interakcji
dołącz do dyskusji

Oh. Ok - napisał na Twitterze szef Spotify Daniel Ek komentując w ten nieco prześmiewczy sposób to, co Apple zaprezentował w ramach nowej usługi Apple Music. Potem ów komentarz usunął.

Szkoda, bo świetnie oddaje on ogólną reakcję świata na nowy serwis streamingowy od Apple. Oh - bo pompa, z jaką Apple prezentował odświeżoną ofertę internetowego radia mogła budzić głównie podniesienie kącika ust w geście lekkiego rozbawienia. Ok - bo po tym, jak dowiedzieliśmy się szczegółów logistycznych Apple Music możemy wrócić do używania Spotify, Deezera, czy innego Tidala bez większej spinki, że nadchodzi ich kres.

Apple Music to serwis wyjątkowo odtwórczy. Nie ma w nic dosłownie nic, czego nie byłoby już dziś na rynku w bardzo podobnej formie.

Można zżymać się, że Apple nigdy nie był pierwszy ze swoimi pomysłami na urządzenia i usługi, ale zawsze wchodził na rynek z czymś rewolucyjnie nowym, co zmieniało status-quo i dzięki temu zdobywało miliony klientów. W Apple Music nie ma takiego elementu. Wszystkie trzy najważniejsze cechy nowej usługi muzycznej Apple’a to kombinacja tego, co z powodzeniem funkcjonuje na rynku. Radio 24/7 nie różni się wiele od usług Pandory, streaming od tego, co można znaleźć w Spotify, a Connect to kopia pomysłu Tidala.

Mieszanka tego wszystkiego nie przynosi większej wartości dodanej. W każdym z wiodących serwisów streamingowych istnieje bowiem odmiana wszystkich tych poszczególnych części składowych Apple Music. Może Spotify nie stawia na muzyczny serwis społecznościowy à la Connect, ale pozwala na obserwację artystów wraz z powiadomieniami o ich nowych wydaniach, prezentuje ich biografię, umiejscawia wśród muzycznego otoczenia.

Oczywiście Apple ma wielką przewagę na starcie nad każdym z osobna serwisem streamingu muzyki. 800 mln zarejestrowanych kart kredytowych klientów iTunesa (w ramach sklepu muzycznego i z aplikacjami na urządzenia mobilne) to potężna baza, z której każdy jeden procent przekonwertowany do usługi Apple Music oznacza dziesiątki milionów płacących klientów.

Apple będzie też zapewne w mniej lub bardziej otwarty sposób wykorzystywać swoją dominującą pozycję na rynku muzycznym - będzie sporo „exclusive’ów”, wydań na wyłączność, przedpremier i specjalnych kompilacji muzycznych dostępnych tylko dla klientów Apple Music.

Mimo wszystko jednak Daniel Ek możne odetchnąć z ulgą - rewolucji na rynku streamingu nie ma, także jeśli wziąć pod uwagę model biznesowy Apple Music. Serwis Apple’a będzie kosztował miesięcznie 9,99 dol. w USA, czyli tyle ile wersja Premium Spotify. Idę jednak o zakład, że to będzie oznaczało cenę 9,99 euro/miesiąc w Europie, także w Polsce, gdzie Spotify - podobnie jak na innych krajach o nieco niższej sile nabywczej pieniądza - oferuje serwis po nieco niższych cenach (19,99 zł). To może oznaczać, że na niektórych rynkach lokalnych Apple Music będzie dwa razy droższe od Spotify! To z kolei raczej wyklucza spektakularny sukces.

Przypuszczam więc, że usługa Apple’a może być jedną z wielu istniejących z powodzeniem na rynku. Pewnie w krótkim czasie stanie się liderem, jednak nie powinna zmiażdżyć innych, co przewidywali niektórzy obserwatorzy rynku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst