Tech  / Felieton

Po obejrzeniu ostatniego odcinka House of Cards 3, skasowałem wszystko co wcześniej o serialu napisałem

Przed obejrzeniem ostatnich trzech odcinków ostatniego sezonu House of Cards miałem już sporą część tekstu podsumowującego gotową. Po 10 odcinku poczułem, że będę musiał dużo w niej zmienić. Po obejrzeniu ostatniego 13, skasowałem wszystko co wcześniej napisałem. House of Cards 3 to doskonałe dzieło, jednak zupełnie, kompletnie wręcz różne od dwóch poprzednich.

Stąd też bierze się rozczarowujący szok po obejrzeniu pierwszych kilku odcinków trzeciego sezonu. Gdy się jednak przebrnie przez całość, zrozumie się, że te pierwsze odcinki są kluczowe do zrozumienia finału. Mam wielką nadzieję, że niewielu widzów przestanie oglądać serial po powiedzmy pięciu, sześciu epizodach. Stracą bowiem szansę zrozumienia wyjątkowości historii, którą opowiada House of Cards 3.

Wszystko jest tu inne niż poprzednio.

Przede wszystkim to nie jest sezon o polityce, mimo iż polityki jest tu najwięcej z dotychczasowych serii. To bardzo głębokie studium relacji międzyludzkich. Zrozumieć to można - powtórzę - tylko po obejrzeniu całości.

W trzecim sezonie House of Cards Frank Underwood nie jest główną postacią. Głównych bohaterów jest tu bowiem trzech: Claire Underwood, Doug Stamper i Frank, i to w dokładnie takiej kolejności. Każda z tych postaci opowiada niesamowitą historię przemiany wewnętrznej, która skutkuje przewartościowaniem wszystkiego, z czym do tej pory sami siebie utożsamiali - kim byli, w co wierzyli. Takich przemian jest tu notabene znacznie więcej.

Trzecia część House of Cards jest też kręcona w zupełnie inny sposób niż dwie poprzednie. Bezpośrednie zwroty Franka do widzów są znacznie rzadsze, a po tym, jak wrzeszczy do nas: What are you looking at? znikają w ogóle. Ma to związek z tym, że to nie Frank jest tu jedyną główną postacią, choć także z tym, że jego wpływ na polityczny teatr, w którym odgrywa główną rolę, jest znacznie mniej wyrazisty niż dotychczas.

claire-underwood-aura-une-annonce-a-faire

To wszystko zaczyna się rozumieć dopiero wtedy, gdy historia dobiega końca.

I tak jak byłem zły, wręcz rozczarowany twórcami po obejrzeniu połowy epizodów z trzeciej serii, tak po obejrzeniu całości mogę im tylko powinszować zarówno odwagi odejścia od sprawdzonego przecież formatu, jak i stworzenia zupełnie nowego tematycznego środka ciężkości.

House of Cards 3 to wciąż wybitne dzieło, ale w zupełnie inny sposób niż dwa poprzednie sezony. A teraz przepraszam - idę go ponownie oglądać.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst