Social media  / Felieton

Twoi znajomi przestaną się kompromitować na Facebooku. Zadba o to facebookowy, gigantyczny sztuczny mózg

Większość z nas ma zapewne taką grupkę znajomych: wrzucają pijackie zdjęcia z imprez, swoje fotki o zabarwieniu mocno erotycznym i inne śmieciowe treści. Ich sprawa, ich problem. Facebook chce jednak zaprząc sztuczną inteligencję, by tym ludziom… pomóc.

Do czego można wykorzystać sztuczną inteligencję? Ten święty Graal informatyki, kiedy w końcu zostanie dopracowany, może zmienić świat na zawsze. Namiastki prawdziwej sztucznej inteligencji jednak są już wykorzystywane dziś i korzyści są oczywiste. „Mózgi” Google’a, Microsoftu i innych firm starają się zrozumieć bazylion zgromadzonych w Sieci danych by móc je wykorzystać, przetworzyć i zaprezentować użytkownikom w przydatnej i praktycznej formie.

Systemy informatyczne uczą się ludzkiej mowy naturalnej, potrafią rozwiązywać coraz to bardziej złożone problemy nie tylko dzięki matematyce, ale również i dzięki czemuś, co w dużym uproszczeniu można nazwać „intuicją”. Facebook chce zaprząc tę najnowszą zdobycz techniki do dużo bardziej przyziemnego celu. Związanego z cyckami, zwracaniem przetrawionej żywności do muszli klozetowej czy publikowaniem innych głupot.

Kres durnych „selfików”

Magazyn The Wired przeprowadził niedawno ciekawy wywiad z Yanem Lecunem, który nadzoruje badania nad sztuczną inteligencją w Facebooku. Polecam lekturę całości, jest bardzo ciekawa, jednak moją uwagę zwrócił jeden poruszony przez Facebooka problem. A raczej sam fakt, że taki problem istnieje i że społecznościowy gigant uznaje go za na tyle poważny, że inwestuje w jego rozwiązanie duże środki.

sztuczna inteligencja asystent robot

Otóż facebookowa sztuczna inteligencja ma zająć się przetwarzaniem zdjęć, które umieszczamy na swoim profilu. Będzie starała się zrozumieć treść zdjęcia, kontekst sytuacji oraz rozpoznać osoby na zdjęciu występujące, ze szczególnym nastawieniem na autora postu. Nie po to, by gromadzić wiedzę na temat świata, a w celu uchronienia autora przed dokonaniem jakiegoś kretynizmu.

Owym kretynizmem ma być publikacja zdjęcia, na którym leżysz pijany pod stołem z dumnym podpisem „ale fajna impreza”. Czy też innego, w którym z lubością zaciągasz się jointem i widać wyraźnie, że gdyby nie kadr zdjęcia, to świat mógłby podziwiać twój jakże zgrabny (twoim zdaniem…) biust w pełnej krasie.

„Publikujesz to zdjęcie publiczne. Serio chcesz, by twoja mama i twój szef to zobaczyły?”

Pomysł, na pierwszy rzut oka, brzmi sensownie. Dobry wujek Facebook uratuje cię przed kompromitacją i powstrzyma cię przed działaniem wyjątkowo bezmyślnym. Dłuższa refleksja budzi jednak przerażenie. I nie chodzi tu o to, że komputerowe algorytmy stają się tak zmyślne i inteligentne, a o to, że takiego narzędzia w ogóle potrzebujemy.

Poziom inteligencji naszego społeczeństwa wydaje się maleć z pokolenia na pokolenie. Kiedyś nabijaliśmy się z Amerykanów i ich kubków z kawą z napisem „uwaga, grozi poparzeniem”. Dziś, jak się okazuje, cały świat zidiociał. Co trzeba mieć w głowie, by publikować nagie czy pijackie zdjęcia, np. na kilka dni przed rozmową kwalifikacyjną? Jakim idiotą trzeba być, by zmusić swoje dziecko do „zaheilowania” pod swastyką, zrobić mu zdjęcie i umieścić w Sieci, bo to przecież „takie śmieszne i urocze”? Nie chce mi się mnożyć przykładów.

Problem nie dotyczy tylko Facebooka, jak wytkną za chwilę psychofani Google+. Wystarczy wejść na YouTube i przekonać się na własne oczy, jak wielu skończonych idiotów stąpa po naszej planecie i, co szczególnie przerażające, przekazuje swoje geny dalej. Powyżej umieściłem zwiastun genialnej komedii Mike’a Judge’a pod tytułem „Idiokracja”. Niegdyś satyra, formą podobna nieco do naszej rodzimej „Seksmisji”. Oby nie okazała się proroctwem dla naszej cywilizacji.

* Ilustracje pochodzą z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst