Motoryzacja  / Recenzja

Renault Twizy: niezwykły samochód elektryczny, przez który uśmiech nie schodzi z twarzy - recenzja Spider's Web

Picture of the author

Quad, albo skuter z dachem? Nie to samochód, w dodatku elektryczny. Ostatni weekend spędziłem z Renault Twizy i wbrew pozorom było to niezapomniane motoryzacyjne przeżycie.

Jeździłem już paroma elektrykami, w tym tymi od Renault, jak Kangoo czy Zoe. Oczywiście prowadziłem także różne samochody z klasycznym silnikiem spalinowym. Nic jednak nie jest się w stanie równać z Twizy. Przejażdżka nim to po prostu wspaniała letnia przygoda.

Te słowa brzmią zapewne nieco jak ze sponsorowanego artykułu do jakiegoś magazynu lifestyle'owego. Zanim jednak powiem, że ten samochód w naszych realiach nie ma większego sensu, muszę się nim trochę pozachwycać. Niewiele jest bowiem aut, które budzą tyle radości. Nie tylko u nas, podczas prowadzenia, ale też wśród wszystkich, których mija się na swojej drodze.

Samochód, który przyciąga spojrzenia

To chyba najważniejsza uwaga jeśli chodzi o ten samochód. Jadąc Renault Twizy nie można być niezauważonym. Jego mikroskopijne wręcz wymiary, brak szyb i fakt, że zarówno kierowca, jak i pasażer mogą wyjść z lewej lub prawej strony, robią wrażenie i przykuwają uwagę. Podczas odbioru u Przygucckich powiedziano mi, że ten egzemplarz już spowodował wypadek. Sam jednak nie doznał szkód - po prostu inni uczestnicy ruchu się zagapili i doszło do stłuczki.

O parametry samochodu byłem wypytywany na przejściu dla pieszych, pod sklepem, a nawet pod kościołem, wychodząc z niedzielnej mszy. Za Twizy odwracają się nawet motocykliści. Jestem niemal pewien, że takiej uwagi nie skupia na sobie niejedno Ferrari. Jeśli więc chcecie się wyróżnić za niewielkie pieniądze, wybór jest prosty - kupcie Renault Twizy.

Król czerwonej fali, król miejskiej dżungli

Jest jednak moment, w którym Twizy nie powoduje uśmiechów na twarzach innych kierowców, a raczej zdenerwowanie. To ruszanie ze skrzyżowania. Gdy tylko zapali się zielone światło Twizy jest już praktycznie po drugiej stronie ulicy, natomiast reszta dopiero rusza. Ten maluszek dzięki silnikowi elektrycznemu zbiera się do startu natychmiastowo.

Dane producenta mówią, że potrzebuje 6,6 s na pokonanie 50 m ze startu zatrzymanego. Od 0 do 45 km/h rozpędza się w 6,1 s. Trochę dłużej zajmuje mu już rozkręcenie się do maksymalnej prędkości, która według producenta wynosi 80 km/h. Co ciekawe, w czasie moich wojaży udało się wycisnąć z niego aż 85 km/h i jest to już rzeczywiście maksimum.

[gallery link="file" ids="226649,226648,226643"]

Takie osiągi sprawiają, że Renault Twizy jest pojazdem wystarczającym do poruszania się po mieście, czyli w jego naturalnym środowisku. Płynnie ruszamy spod świateł, nie stanowimy zagrożenia na drodze będąc "zawalidrogą", jesteśmy w stanie też bez problemowo wyminąć stojący na przystanku autobus, czy sprawnie przejechać na lewy pas, aby skręcić.

iPhone na drodze

Najbardziej kontrowersyjnym parametrem samochodów elektrycznych jest zasięg, jaki mogą one pokonać na jednym naładowanym akumulatorze. W przypadku Renault Twizy waha się on od 50 do 80 km i zależy to przede wszystkim od stylu jazdy. Jeżdżąc ekologicznie, starając się odzyskiwać energię podczas hamowania możemy spokojne przejechać ponad 70 km na jednym ładowaniu. Agresywniejsza jazda skraca zasięg, ale i tak pozwala na pokonanie około 50 km.

[gallery link="file" ids="226711,226714,226695,226699,226655,226668"]

Używałem Twizy jak podczas normalnego weekendu w mieście. Wybrałem się do centrum handlowego, na Piotrkowską, w okolicę parku i do znajomych. Ze spokojem wracałem z każdej z podróży do domu. Jednocześnie każdy pobyt Twizy w garażu oznaczał podłączenie do gniazdka. Jest to trochę tak jak z iPhonem, który w teorii wytrzymuje cały dzień, ale zawsze staram się mieć przy sobie ładowarkę i w miarę możliwości go doładowywać. Tak samo jest właśnie z Twizy - gdy zobaczycie gniazdko w zasięgu wzroku, to prawdopodobnie z niego skorzystacie.

Przy codziennym użytkowaniu tego typowo miejskiego pojazdu jest to zasięg wystarczający. Podawane w specyfikacji, jednak już nie komunikowane oficjalnie 100 km zapewniłoby natomiast o wiele większy komfort psychiczny.

Pamiętaj o abonamencie

Twizy sam w sobie jest niezwykle tani w eksploatacji. Jedno ładowanie akumulatora to wydatek około 4 zł. Przejechanie ponad 100 km kosztuje, więc niecałe 8 zł, a ceny benzyny nie chcą spaść poniżej 5 zł za litr.

Sam Twizy też nie jest szczególnie drogim autem, biorąc pod uwagę jego przykuwające uwagę wzornictwo oraz funkcjonalność w warunkach miejskich. Cena zaczyna się od 33 900 zł i jest tylko kilka dodatków, które możemy opcjonalnie zakupić ( nie ma w nich niestety jakichkolwiek szyb). Dla porównania nowy Smart, który pojawi się na rynku będzie kosztował ponad 46 tys. zł. Oczywiście możemy wymieniać liczne używane samochody, które będą tańsze i zaoferują więcej przestrzeni, ale chyba nie o to chodzi w koncepcji Twizy.

Niestety kupując Renault Twizy trzeba mieć na uwadze fakt, że kupujemy samochód bez akumulatora. Ten leasingujemy, a właściwie po prostu płacimy za niego miesięczny abonament. Jego wysokość jest uzależniona od umowy jaką ustalimy z dealerem. Przy przebiegu wynoszącym 2500 km rocznie i okresie umowy wynoszącym 36 miesięcy będzie to 169 zł, natomiast gdy Twizym będziemy przejeżdżać 7500 km rocznie to abonament wyniesie już 249 zł.

Co otrzymujemy w ramach abonamentu? Gwarancję sprawności akumulatora i jego pojemności nie mniejszej niż 75% wartości pierwotnej, a także całodobową pomoc Assistance. Osobiście strategia Renault przekonuje mnie. Lepszy abonament na akumulator, niż zmartwienia związane z potencjalną wymianą pod koniec jego żywotności. Koszty te należy jednak uwzględnić przy kalkulacji opłacalności tego pojazdu.

Auto dla dwojga

Wspominałem już o wyglądzie, akumulatorze, cenie, czas na parę słów o tym jak się samochodem jeździ i podróżuje. Szczególnie to drugie nie jest takie oczywiste. Twizy na pokład zabiera dwie osoby i choć wsiadanie do tyłu nie należy do komfortowych, to już sama podróż, nawet w przypadku większych osób, przebiega bez zarzutów.

Aby usiąść z tyłu musimy przesunąć przednie siedzenie, a następnie się rozkraczyć. Siedzenie okrakiem przez całą, długą podróż może nie być zbyt wygodne dla pań w spódniczkach, jednocześnie nawet wysokie osoby nie będą narzekać na brak miejsca na nogi. Poza wsiadaniem i wysiadaniem do którego trzeba się przyzwyczaić , miejska podróż dla całej dwójki jest naprawdę przyjemna.

Trzeba jednak zaznaczyć, że w Twizy poczujemy na naszych pośladkach wszelkie niedoskonałości drogi, wyboje, czy podjazd pod krawężnik w trakcie parkowania. W dodatku Twizy jest samochodem dość ubogim w dodatki. W samochodzie nie znajdziemy radia, ogrzewania, czy nawet lusterka wewnętrznego, na co mogą uskarżać się niektóre panie. Malutka Renówka jest też wykończona tworzywem sztucznym, co oczywiście sprawia, że samochód nie ucierpi w czasie deszczu i łatwo jest go też w środku wyczyścić. Niestety wywołuje to pewne wrażenie taniości. Z drugiej strony chyba nikt nie oczekiwał zobaczyć w środku skórzanych siedzeń i wstawek z prawdziwego drewna.

Jeśli natomiast chodzi o przyjemność z jazdy, to tej jest pod dostatkiem. Kompaktowe rozmiary i ponadprzeciętna zwrotność gwarantują dodatkowo łatwość w parkowaniu. Żeby było jeszcze łatwiej, Twizy nie posiada też skrzyni biegów. Po lewej stronie kierownicy znajdziemy jedynie przyciski do jazdy do przodu i do tyłu.

W kwestii bezpieczeństwa, oprócz klasycznych pasów, kierowca ma też dodatkowy pas, który może nałożyć na prawe ramię. Pojazd wyposażono także w poduszkę powietrzną w kierownicy. Z pewnością Twizy chroni nas lepiej niż motocykl, czy skuter, ale w przypadku wypadków jesteśmy bardziej narażeni niż przy poruszaniu się większym pojazdem, zresztą tak jak w każdym małym aucie.

Mankamentem Renault Twizy jest też praktycznie całkowity brak bagażnika. W desce rozdzielczej znajdziemy dwa schowki, w tym jeden w miarę pojemny i zamykany na klucz. Dodatkowo z tyłu za siedzeniem pasażera znajduje się 31 litrowy bagażnik, który raczej służy do przewożenia apteczki, niż codziennego transportu jakichkolwiek, nawet średnich rozmiarów przedmiotów. Zdejmowanie oparcia, aby się tam dostać nie należy do najwygodniejszych. Jeśli chcemy przewieźć coś większego, to musimy zrezygnować z pasażera, albo dać mu to na kolana. Przydałoby się jednak jakieś miejsce na codzienne zakupy, kładzenie ich z boku nie należy do najbezpieczniejszych, a tak Twizy zyskałby kolejną przewagę nad skuterem.

Dla kogo Twizy?

Renault Twizy nie jest samochodem dostosowanym do polskich warunków. Poprzez brak szyb, ogrzewania jego użyteczność w naszym klimacie ogranicza się raczej do letnich miesięcy. Co prawda prowadziłem go w czasie dość ulewnego deszczu i nie zmokłem, to jednak musimy się liczyć z ochlapaniem przez innych kierowców.

Twizy jest samochodem wręcz idealnym do Rzymu, Mediolanu, Paryża, Barcelony i wszelkich śródziemnomorskich miejscowości, gdzie zimą najwyżej musimy się cieplej ubrać, aby komfortowo nim jeździć. Dodajmy do tego jeszcze dotacje państwowe na samochody elektryczne oraz przywileje w postaci stacji darmowego ładowania, dedykowanych miejsc parkingowych czy możliwości wjazdu do ścisłego centrum. Biorąc pod uwagę takie benefity Renault Twizy bardzo zyskuje i staje się świetnym drugim samochodem w rodzinie, albo samochodem przeznaczonym dla tych, którzy podróżują w ten sposób wyłącznie po mieście.

Co z Twizy w Polsce? Jeśli chcemy, to nic nie stoi na przeszkodzie aby go zakupić. Gwarantuję, że przyszłym nabywcom zapewni dużo radości, a i nasze ulice dzięki niemu będą weselsze. Jednak jeśli miałbym komuś polecić ten samochód, to poleciłbym go raczej firmom, które chcą się w pewien sposób wyróżnić. Twizy przyciąga wzrok, więc może być bardzo atrakcyjną formą reklamy zewnętrznej. Testowy egzemplarz udostępnił Łódzki dealer Renault, firma Przyguccy, i właśnie ich logotypami, adresem internetowym, a nawet kodem QR samochód został obklejony.

Taki samochód zdecydowanie bardziej wyróżnia się niż inne pojazdy z naklejkami na drzwiach. Potencjalnie może to więc być całkiem nie drogi sposób na reklamę chociażby dla lokalnej pizzerii, czy miejskiego kuriera.

Radość z różnorodności motoryzacji

Trudno mi jest powiedzieć złe słowo o Twizy. To oczywiste, że nie jest to samochód dla każdego, zresztą to samo można powiedzieć praktycznie o każdym innym modelu dostępnym na rynku. Nie jest to pojazd uniwersalny, który zabierze całą rodzinę w podróż na wakacje, to miejskie autko dla dwojga, które ma raczej stanowić alternatywę dla skuterów i Smartów. Twizy jest tylko trochę droższy od nowej Vespy i jednocześnie zauważalnie tańszy od nowego Smarta. Gdybym mieszkał na południu Europy, mocno bym się nad nim zastanowił. W warunkach Polskich jest ciekawostką, wybitnie przykuwającą uwagę.

Twizy nie zaskakuje jakością wykonania, nie oferuje zawrotnych prędkości, jego zasięg nie imponuje, a wyposażenie jest raczej mizerne. Mały Renault daje jednak niesamowitą radość z jazdy. Przez cały weekend, podczas którego nim jeździłem, uśmiech nie schodził mi z twarzy. I to jest właśnie najwyższym dowodem uznania dla tego elektrycznego mikrusa.

Twizy nigdy nie podbije rynku, ale wpisze się do annałów historii motoryzacji. Szalony pomysł Francuzów nie skończył na samochodzie koncepcyjnym, a jeździ po drogach i wyróżnia się wśród sedanów, hatchbacków, crossoverów i SUV-ów.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst