Tech  / News

Polska prokuratura ma dane ponad 100 tys. internautów piratów. Udostępnili je dostawcy internetu

221 interakcji
dołącz do dyskusji

W rękach prokuratury znajdują się dane ponad 100 tys. polskich internautów, którzy bezprawnie rozpowszechniali jeden z polskich filmów. Na liście znajdują się takie tytuły, jak: Obława, Czarny czwartek, Last minute, Być jak Kazimierz Deyna oraz Drogówka. Informacje potwierdzają dostawcy internetu.

Jak informuje dziennik.pl, w rękach prokuratury są dane ponad 100 tys. internautów - taką własnie liczbę podały firmy świadczące usługi związane z dostępem do internetu. Sylwia Czubkowska, dziennikarka gazety, zapytała sześć firm (UPC, Vectra, Orange, Cyfrowy Polsat, Multimedia oraz Netia) o to, czy przekazały prokuratorze dane na temat internautów, którzy rozpowszechniali filmy. Trzech z nich zdecydowało się odpowiedzieć, ale pod warunkiem, że ich nazwa nie zostanie podana.

Z uzyskach w ten sposób informacji wynika, że jeden z operatorów udostępnił dane ok. 8,5 tys. osób, drugi 30 tys. osób, a trzeci aż 60 tys. osób. To daje łącznie prawie 100 tys. osób, a przecież sprawa dotyczy również pozostałych firm. Aktualnie Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie prowadzi cztery sprawy, ale właśnie do listy dołączył jeszcze film Drogówka.

pirates.jpg

Na razie internauci są wzywani w roli świadków, aby złożyć wyjaśnienia w sprawie, ale wkrótce wielu z nich może otrzymać pismo z propozycją przedsądowej ugody. W jej ramach przyjdzie im zapłacić kwotę 550 zł za złamanie praw autorskich.

Co oznacza bezprawne rozpowszechnianie? Wystarczyło jeden z tych filmów pobrać przez sieć Torrent, gdzie w trakcie pobierania każdy użytkownik udostępnia także już sciągnięte paczki danych. Powodów do zmartwień nie mają osoby, które wykorzystują serwisy typu Chomikuj lub popularne serwisy z filmami online. Według polskiego prawa, samo pobieranie nie jest karalne. Pod paragraf podchodzi jedynie udostępnianie.

piractwo2

Helena Rymar, adwokat specjalizujący się w prawie autorskim i prawie mediów, w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną podkreśla, że dostawcy internetu tak naprawdę nie mieli żadnego wyboru u musieli podać dane na temat internautów.

- Jeżeli dostaną wezwanie z prokuratury czy z sądu, to są prawnie zobowiązani do udzielenia im takich informacji. Ich klienci mogą się złościć i narzekać, ale operatorzy mają po prostu taki obowiązek – mówi adwokat.

Adwokat podkreśla także, że nie należy udostępniać kancelarii prawnej, która prowadzi sprawę przeciwko internautom, żadnych dodatkowych informacji, szczególnie adres e-mailowego, ponieważ mogą się one przydać do wytoczenia pozwu cywilnego. Według Rymar jedyną rzeczą, którą w tym momencie mogą zrobić wezwani internauci, to zawnioskować do GIODO, czy nie została złamana ustawa o ochronie danych osobowych.

Cała ta sprawa może być dopiero początkiem większej akcji. Filmy najprawdopodobniej zostały pobrane dużo więcej razy niż owe 100 tys., więc wkrótce kolejni internauci mogą spodziewać się wezwań do złożenia wyjaśnień.

Zdjęcia pochodzą z Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst