Tech

Wii U nie boi się konkurencji, bo takowej nie posiada

Wszyscy mówią o genialnej przedsprzedaży iPhone’a 5, a tymczasem na rynku elektroniki użytkowej pojawił się inny gracz, który może być dumny ze swojego produktu. Chodzi o konsolę Wii U. Nie wierzyłem w jej sukces. Patrzyłem na Xboxa z Kinectem, PlayStation 3 z Move, a potem na dziwny tabletogamepad i byłem przekonany, że Wii U jest martwy w momencie startu. Kajam się przed potęgą Mario i Zeldy. Konsola nie jest już dostępna w przedsprzedaży. Wyprzedano ją jeszcze przed premierą.

Fenomenu konsoli Wii nie rozumiałem bardzo długo. Po prostu nie ogarniałem, jak można wydawać niemałe pieniądze w gry, które nie tylko zupełnie mi nie pasują jeżeli chodzi o prywatne preferencje, ale które po prostu odstają od ich wersji na konkurencyjne platformy. Zakładałem, że chodzi o fenomen samego kontrolera. Wii pozwalał na grę za pomocą całego ciała na długo zanim Microsoft i Sony zaprezentowały Move’a i Kinecta.

Zrozumiałem dopiero w momencie, w którym kolega pożyczył mi kontrolery do Guitar Hero. Bez przekonania rzuciłem je w kąt. Umiem trochę grać na gitarze i na bębnach. Idea wciskania kolorowego przycisku w momencie, w którym pokaże się jego symbol na ekranie, wydawała mi się idiotyczna i długo nie chciało mi się podłączać zestawu do konsoli. A potem przyszli Koledzy. Kilka kłębów dymu i kieliszków później postanowiliśmy, że sprawdzimy o co w tym wszystkim chodzi. Każdy z nas umie na czymś grać, więc nastawienie mieliśmy raczej prześmiewcze. Wsiąkliśmy na dwie-trzy godziny. I wtedy zrozumiałem o co chodzi w Wii.

To nie jest urządzenie stworzone z myślą o kimś, kto chce się wciągnąć w hollywoodzką fabułę Mass Effect, poznawać mroki duszy Maxa Payne’a czy pakować tonę ołowiu w kosmitów z Gears of War. To jest urządzenie do lekkiej, przyjemnej rozrywki. Po co ja komplikować rozbudowanymi zasadami czy fotorealistyczną, przez co nieczytelną dla niewprawionego oka grafiką? Wii to wyśmienita zabawa na imprezę, czy dla ciebie i twojego potomka równocześnie. To nie jest konkurent dla PlayStation czy Xboxa (aczkolwiek te starają się wkroczyć na rynek docelowy Wii, zwłaszcza Xbox z Kinectem). To coś innego.

Kinect się przejadł. Okazał się też rozczarowaniem. To świetne urządzenie, któremu jak dotąd towarzyszą beznadziejne gry. Wszystkie produkcje dedykowane Kinectowi nie mogą równać się Mario i Zeldzie. Tak po prostu. A to nie jedyne „killery” Nintendo. Więc jak tylko Wii U pojawiło się w sklepach, zniknęło z oferty z uwagi na gigantyczny popyt.

Przeglądam najpopularniejsze amerykańskie sklepy. Best Buy? Wersja Deluxe konsoli wyprzedana. Sears? To samo. GameStop? Jak wyżej. Toys R Us? Już brak. Walmart? Tak, zgadliście. Wersję Basic znalazłem na GameStop i BestBuy.

Nintendo może spać spokojnie. Wiele osób wieściło, że zostanie pożarte nie tylko przez Sony i Microsoft, ale również przez smartfony. Bzdura. To właśnie Nintendo tworzy rozrywkę, która jest odpowiednia na każdą okazję. Która może wciągnąć zarówno hardkorowego gracza (aczkolwiek nie na długo), jak i jego dziewczynę, która raczej grać nie lubi. Może być fajna wspólną zabawą dla matki i córki.

Żaden z konkurentów tego nie oferuje. A przynajmniej nie na taką skalę, jak Nintendo.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst