Tech

Gdzie się podziało 77 milionów smartfonów?

Zwróciłem na to uwagę we wpisie informującym o raporcie Gartnera na temat sprzedaży smartfonów w ostatnim kwartale, ale dopiero Horace Dediu z Asymco przeanalizował sprawę na poważnie – w danych Gartnera jest o? 77 milionów więcej sprzedanych smartfonów niż w danych IDC dotyczących tego samego rynku i tego samego okresu. Skąd taka różnica i co oznacza dla rynku, mediów i samych domów analitycznych? Spieszę z wyjaśnieniami.

Żebyśmy mieli wszyscy jasność o kim i o czym rozmawiamy – należy stwierdzić, że Gartner i IDC to dwa konkurujące ze sobą ośrodki analityczne, walczące o palmę pierwszeństwa jako źródło danych numer 1 przy biznesowych analizach, ocenach rynkowych, czy po prostu dla mediów. Oba są potężnymi domami, na których polega cały poważny świat inwestorów. Żadne tam lokalne firemki, które wypuszczają sobie (lub nie) swoje raporciki na jakiś tam temat. Są jak Nielsen vs. MEMRB, którzy definiują postrzeganie rynkowe poszczególnych segmentów rynku dóbr szybko-zbywalnych.

Sprawa kolosalnej różnicy w raportach IDC oraz Gartnera na temat rynku smartfonów po trzecim kwartale jest w zasadzie kompromitująca dla obu domów, szczególnie jeśli popatrzymy na liczby – 77 milionów to prawie tyle, ile wyniosła całościowa sprzedaż wszystkich pozostałych smartfonów w zeszłym kwartale (wg. Gartnera) – 81 milionów. Według IDC sprzedało się w rok 340,5 milionów smartfonów, a według Gartnera – 417 milionów.

Zanim poszukamy 77 milionów zgubionych przez IDC smartfonów, należy się małe wyjaśnienie – Gartner liczy sprzedaż do końcowego użytkownika, IDC zlicza sprzedaż wejścia do danego kanału dystrybucji (czyli np. jeśli LG sprzedało LG Swift 7 do sieci Era i czeka on na swojego końcowego użytkownika w salonie, to IDC już tę sprzedaż zaliczy, a Gartner jeszcze nie). W ten sposób dane IDC powinny być zawsze wyższe od Gartnera, prawda? Tymczasem nie są, a do poziomu Gartnera brakuje 77 milionów.

wykres pochodzi z Fortune
wykres pochodzi z Fortune

Wszystko rozbija się o kategorię „inne”. Według danych Gartnera, udział „innych producentów” – poza topem, czyli: Nokią, Samsungiem, Apple’em RIM, Sony Ericssonem, Motorolą oraz HTC – skoczył z 16,1% rok temu do 33% na koniec trzeciego kwartału 2010 r. Gartner widzi więc niesamowity wzrost sprzedaży takich marek jak ZTE, Huewei, czy G’Five. O tym wystrzale popularności pisaliśmy na Spider’s Web wcześniej piórem Michała Młynarczyka.

Co kryje się pod kategorią ?inne?? To prawdopodobnie w większości proste i tanie komórki wytwarzane przez niewielkie chińskie manufaktury, które można by wrzucić do jednego worka pod nazwą ?shanzhai?. Te wszystkie Nokle, sciPhone, ale też ?polski? myPhone oferujący zarówno ciekawe modele przeznaczone dla seniorów, jak i telefony zaskakująco podobne np. do komórekHTC albo Nokii.

– pisał Michał w sierpniu 2010 r., na koniec dodając:

Z jednej strony iPhone, HTC i BlackBerry, a z drugiej chińskie fabryczki. Ci pierwsi odbierają klientów, którzy wydają najwięcej, a ci drudzy ? tych, którzy kupują najwięcej. Nokia, Samsung i LG muszą walczyć na dwóch frontach.

No właśnie – muszą walczyć na dwóch frontach, bo z danych Gartnera wynika, że zyskuje tak naprawdę? Android, który zainstalowany jest już na 25% wszystkich smartfonów w obiegu (łącznie z tymi z kategorii „inni producenci”).

Dlaczego więc IDC nie bawi się w liczenie tanich smartfonów z Chin i Indii? Właśnie dlatego, że mają inną metodologię liczenia sprzedaży – sprzedaży jedynie do kanału (sell-in). Chińscy producenci smartfonów raczej nie dogadują się z wielkimi zachodnimi kanałami dystrybucyjnymi, więc IDC nie ma tych danych skąd brać.

Czy jednak można polegać w pełni na danych Gartnera? Skąd Gartner bierze sprzedaż chińskich smartfonów? Okazuje się?, że najprawdopodobniej znikąd; to znaczy stąd, że Gartner od kilku kwartałów wieszczy wielki potencjał wzrostowy rynków azjatyckich, w tym głównie chińskiego i indyjskiego. Kolejne raporty sprzedażowe muszą przecież uwzględniać te śmiałe twierdzenia, więc? afera gotowa.

Komu więc mamy wierzyć? Czy Gartnerowi, który zapewne z kosmosu bierze dane sprzedażowe chińskich smartfonów, czy IDC, który nie bierze ich pod uwagę w ogóle? To przykre, że dwa najważniejsze dla rynku i mediów domy analityczne robię sobie przysłowiowe „jaja”.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst