REKLAMA

Prima aprilis mamy codziennie. Chcą, żebyśmy wyszli na głupków

Już nie czekam na moment, aby spłatać komuś figla. W świecie fake newsów i dezinformacji prima aprilis to ponury żart. "Uważaj, bo się pomylisz" to dziś norma.

1 kwietnia
REKLAMA

Próbuję sobie przypomnieć 1 kwietnia sprzed 15 czy 20 lat. Czy wierzyłem w informacje, które wtedy dla żartu pojawiały się w gazetach albo telewizji? Mam wrażenie, że tak i dawałem się nabrać wielokrotnie. Byłem prostym celem i rok za rokiem wpuszczano mnie w maliny. Nie potrafię jednak wskazać konkretnego przykładu, przedstawić choćby jednego twardego dowodu na to, że ówczesne numery rzeczywiście były wyrafinowane, sprytne i skutecznie zbijały odbiorców z pantałyku.

Jak przez mgłę kojarzę jakiś news z "CD-Action" albo innego "PSX Extreme" – a może to była "Piłka nożna"? – który dopiero w następnym numerze został sprostowany. Trzeba było czekać tydzień lub miesiąc na wyjaśnienie, że dany piłkarz jednak nie zagra w Realu Madryt albo że taka i taka gra się nie ukaże. Nie pamiętam szczegółów. Zostało mi jedynie przeczucie, że coś takiego mogło się przytrafić.

REKLAMA

Możliwe, że nic takiego nie miało miejsca. Chcę jednak wierzyć, że przed laty regularnie padałem ofiarą uroczej tradycji i wierzyłem w coś, co wcale się nie wydarzyło. Mało tego, nawet nie miało najmniejszej szansy zdarzyć. Wszystko po to, aby zachować obraz społeczeństwa pełnego wiary i ufności, które jednocześnie z powagą traktowało docierające do niego komunikaty. Chcę zadbać w pamięci o wizerunek nadawców odpowiedzialnych za słowo, natychmiast posypujących głowę popiołem, nawet jeśli tylko w najmniejszy sposób nadszarpywali zaufania. W końcu prawda była jeszcze Prawdą i należało ją chronić, a nie czynić z niej obiekt żartów czy drwin. Tylko 1 kwietnia każdy mógł sobie pofolgować, wykorzystując okazję, że nie każdy pamiętał o święcie kawalarzy.

Pewnie nic takiego nie miało miejsca. Pewnie dowcipy były głupie, w stylu wieloryba odwiedzającego Wisłę. Nikt nie nabierał się na wyświechtany żart o ubrudzonej koszulce, wygraniu matematycznej olimpiady ani tym, że gwiazda amerykańskiej estrady wystąpi na dożynkach. Żartownisiów miało się po dziurki w nosie ok. 9:00, a chwilę przed południem każdy marzył, aby ten przeklęty dzień się już skończył. Ile można żartować. I to jeszcze tak głupio!

Kusi jednak, żeby dawne prima aprilis uczynić czymś wspaniałym, postawić dacie pomnik i wzdychać do dnia, w którym rządził prawdziwy humor, zabawa, igraszka. Chodziło oczywiście o wystrychnięcie na dudka, ale nie po to, żeby wyśmiać, a raczej śmiać się raczej z nim. Było w tym tyle słodkiej niewinności!

Teraz prima aprilis mamy na co dzień

Choć do głosu doszedł raczej zły brat bliźniak 1 kwietnia i teraz to on sprawuje rządy. "Uważaj, bo się pomylisz" – mówiono kiedyś, zwracając uwagę, by zachować czujność. "Mam nadzieję, że się pomylisz" – brzmi motto epoki żartów, która trwa prawie non stop, bez ustanku. Dawniej można było dostać delikatnego pstryczka w nos, gdy sprawdzało się, czy koszulka rzeczywiście jest ubrudzona. Teraz za podobne skinienie czeka nas solidna fanga między oczy, od której może zakręcić się w głowie tak, że tracimy kontakt z rzeczywistością.

Wyjątkiem jest właśnie 1 kwietnia, kiedy nagle rzeczywiście jesteśmy uważni, poważni i czujni, dokładnie czytamy każdy nagłówek i treści spodziewając się ukrytego przesłania. Oj, nie ze mną te numery - kiwamy palcem. Wtedy i tylko wtedy, taki to dziwny paradoks, dowód na to, że wszystko się pomieszało. Mamy się śmiać i płatać figle, ale wcale nie mamy na to ochoty. 1 kwietnia powinniśmy być naiwni i łatwowierni, a jesteśmy wyczuleni i pochmurni.

Bo i jak, skoro wkręcaniem jesteśmy zmęczeni

Codziennie ktoś chce nas oszukać. Nabrać. Złapać w pułapkę i już nie wypuścić. Głos w słuchawce mówi o zaciągniętym na nas kredycie i groźbie utraty wszystkich oszczędności. Znajomy na Facebooku prosi o pilną pożyczkę, wpłata tylko Blikiem. Film w mediach społecznościowych pokazuje przerażające zdarzenie, które wygląda jak prawdziwe. Polityk atakuje konkurenta wypominając mu słowa, których nie wypowiedział albo przedstawiając je tak, by zabrzmiało na jego. I tak w kółko, bez ustanku, fake news jeden po drugim, dezinformacja na każdym kroku. Łatwo uznać, że prawda nie istnieje.

Zobaczcie tylko, jak słodko brzmi opis święta żartów na Wikipedii. Czytamy, że 1 kwietnia polega na:

robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, nabierania kogoś, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego

Przecież to świetna definicja świata postprawdy. My codziennie obserwujemy rywalizację w "próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego". Sęk w tym, że nie chodzi o zwykłą satysfakcję, że się udało.

Piszę to wszystko przed 1 kwietnia. Jeszcze nie widzę żartów, które lada moment zaleją internet i przez które większość będzie łapać się za głowę. Ha, ha, lokalny kebab wygrał w plebiscycie na restaurację roku, a firma ze Zgierza założy bazę na Księżycu. Dacie wiarę?

A jednak w tych absurdalnych dowcipach, na siłę próbujących być choć trochę zabawnymi, gdzieś tkwią resztki uroczej tradycji, czasów, kiedy wkręcano dla zabawy, a nie po to, żeby kogoś okraść, obrazić albo zrobić z niego głupka lub kogoś znacznie gorszego. To sprawia, że łatwiej patrzeć na te kabareciarskie wygłupy przychylniejszym okiem, dostrzegając w nich echa dawno minionych czasów. Pewnie 1 kwietnia nie będę już tak wyrozumiały, ale naprawdę chciałbym dobrze się bawić i nie denerwować się nawet na najgłupszą wkrętkę, celowo przesadzoną i absurdalną.

REKLAMA

Bo od 2 kwietnia znowu takich prób nie zabraknie, ale na pewno nie będzie chodziło w nich o uśmiechy.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-31T20:19:29+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T17:29:15+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T17:25:42+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T15:48:59+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T11:56:44+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T11:32:03+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA